Strona główna | PGNiG Puchar Polski Mężczyzn | W Zabrzu walczono do końca

W Zabrzu walczono do końca

 

Dziesiąta kolejka PGNiG Superligi mężczyzn przyniosła wiele emocji, których efektem były remisy w Gdańsku oraz Zabrzu. Pewne zwycięstwa odniosły natomiast zespoły z Płocka oraz Kielc. Większych problemów ze zdobyciem dwóch punktów w starciu z beniaminkami nie mieli również szczypiorniści MMTS-u oraz Stali.

Orlen Wisła Płock – MKS Zagłębie Lubin 43:27 (22:16)
Kibice płockiej Orlen Wisły liczyli na pewne i wysokie zwycięstwo. Nie zapowiadały tego pierwsze minuty, bowiem lubinianie prowadzili z nimi wyrównaną grę, w czym duża zasługa Michała Stankiewicza. Zagłębie nie miało większych problemów z przedarciem się przez obronę gospodarzy, jednak ożywienie w grze Wisły wprowadził Adam Morawski. „Loczek” raz po raz popisywał się skutecznymi interwencjami, zatrzymując podopiecznych Jerzego Szafrańca. Wykorzystali to pozostali wiślacy, co przełożyło się na powiększenie przewagi i kontrolowanie spotkania. Zagłębie nie miało większych szans i dwa punkty pozostały w Płocku.

KS Vive Tauron Kielce – KS SPR Chrobry Głogów 39:23 (20:12)
Wielu emocji nie przyniosło spotkanie w Kielcach, w którym od samego początku tempo dyktowali gospodarze (11:5; 15 min.). Choć podopiecznym Talanta Dujszebajewa zdarzały się błędy i przestoje, głogowianie nie byli w stanie nawiązać walki z aktualnym mistrzem kraju. Wysoka przewaga pozwoliła szczypiornistom Vive na efektowne akcje oraz spokojną grę, która umożliwiła przygotowanie się do rewanżu z duńskim Aalborgiem. 

Mariusz Jurasik nie był zadowolony po meczu z Pogonią  / Fot. R. Rusek Pressfocus

Wybrzeże Gdańsk – KS Azoty Puławy 28:28 (14:12)

Już od początku meczu inicjatywa była po stronie beniaminka z Gdańska. Pod koniec pierwszej połowy puławianie po raz pierwszy objęli pierwsze prowadzenie, jednak szczypiorniści Wybrzeża szybko powrócili na właściwe tory. Przerwa w grze nie wpłynęła na sytuację na parkiecie. Przyjezdnych stać było tylko na wyrównanie, a na dodatek mieli oni problemy z dobrze dysponowanymi gdańszczanami. Podopiecznych Ryszarda Skutnika uratowała zmiana systemu obrony, której efektem były kontrataki, dające gościom trafienie na remis.

MMTS Kwidzyn – WKS Śląsk Wrocław 32:27 (13:13)
Rywalizacja z wrocławskim Śląskiem była dla MMTS-u szansą na umocnienie się w czołowej ósemce. Pierwsza połowa utwierdziła miejscowych w przekonaniu, że nie będzie to łatwe spotkanie. Beniaminek utrzymywał się na minimalnym prowadzeniu i nie pozwolił gospodarzom na przejęcie inicjatywy. Dopiero nieco słabsza skuteczność rzutowa sprawiła, że do szatni obydwa zespoły schodziły przy stanie 13:13. Sytuacja uległa zmianie tuż po przerwie, bowiem kwidzynianie narzucili własne warunki i wypracowali pięć bramek przewagi (19:14; 38 min.). Śląsk stać było tylko na zryw w postaci dojścia do remisu, jednak podopieczni Krzysztofa Kotwickiego ponownie odskoczyli i sięgnęli po czwarte zwycięstwo w sezonie.

SPR Stal Mielec – MKS Nielba Wągrowiec 26:20 (12:11)
Spotkanie w Mielcu miało przynieść gospodarzom kolejne, łatwe punkty. Zawodnicy Stali rozpoczęli jednak bardzo źle, zapominając o płynności i dokładności. Wykorzystali to wągrowczanie, którzy po 19. minutach prowadzili już 9:5. Sytuacji nie wytrzymał Paweł Noch, a dwukrotna przerwa na żądanie przyniosła efekt w postaci lepszej gry jego podopiecznych. Dobrze spisywali się Damian Krzysztofik, Grzegorz Sobut oraz Krzysztof Lipka, których dyspozycja pozwoliła „Czeczeńcom” na odzyskanie prowadzenia. W drugiej części meczu trwał koncert gry miejscowych. Pierwszą bramkę w tej połowie Nielba zdobyła dopiero w 47. minucie (20:12), co świadczyło o bezradności szczypiornistów z Wielkopolski. Kibice z Mielca mogli więc być spokojni o kolejne dwa punkty.

Górnik Zabrze – Gaz-System Pogoń Szczecin 35:35 (14:18)
Już pierwsze minuty meczu dały do zrozumienia, że będzie to wyrównane i pełne walki widowisko. Inicjatywa była po stronie gości ze Szczecina, którzy dzięki dobrym interwencjom Krzysztofa Szczeciny utrzymywali się na minimalnym prowadzeniu. Zabrzanie szarpali, próbując narzucić własne tempo, ale rywale uniemożliwiali im zdobycie bramki na remis. Udało się dopiero w ostatnich minutach, co zapowiadało niezwykłe emocje. Na pięćdziesiąt sekund przed końcem rzutu karnego nie wykorzystał Bartosz Konitz, jednak zabrzanie nie byli w stanie sięgnąć po zwycięstwo. Goście przejęli piłkę i gdy tablica wskazywała osiemnaście sekund do ostatniego gwizdka, o czas poprosił trener Rafał Biały. Chwilę później Konitz zrehabilitował się, trafiając do bramki, co sprawiło, że mecz zakończył się podziałem punktów.