Strona główna | ZPRP | Jedziemy do Austrii

Jedziemy do Austrii

 

Polska pokonała w Kielcach Rumunię 34:22 (17:8) w kwalifikacyjnym meczu Euro 2010. Białoczerwoni  z drugiego miejsca grupy 1 awansowali do przyszłorocznych finałów Mistrzostw Europy.

Po meczu w kieleckiej Hali Legionów kibice długo fetowali awans reprezentacji Polski do mistrzostw Europy. Nasz zespół w imprezie tej rangi zagra po raz piąty. I tym razem kielecki obiekt okazał się szczęśliwy, bowiem reprezentacja jeszcze nie przegrała w tej hali.

Gospodarze od początku grali bardzo zdecydowanie, w dobrym tempie, ale i skutecznie. Strzelecki festiwal rozpoczął Tomasz Tłuczyński, który podczas rzutu karnego ośmieszył doświadczonego bramkarza jakim jest Ionut Stanescu. Później bracia Jureccy, Michał i Bartosz, wespół z bardzo dobrze dysponowanym rzutowo Karolem Bieleckim dołożyli kolejne gole. Polacy po dziesięciu minutach prowadzili 7:2, dominując na boisku. Wspaniałą atmosferę na trybunach zapewniała grupa kibiców wyposażona w bębny. Wokół nich na narodowych flagach wypisane były nazwy miast – Kielce i Mielec.


Marcin Lijewski atakuje bramkę rywala /Fot. M.Skorupski

Piętnasta bramka dla polskiego zespołu tego dnia miała specjalne znaczenie. Organizatorzy dla jej zdobywcy przygotowali nagrodę. A szczęśliwym posiadaczem wiertarki został Karol Bielecki.

Efektowne interwencje Sławomira Szamala, który miał duże wsparcie w bloku defensywnym, powodowały, że po stronie zysków Rumunów rzadko poprawiało się konto.  Trudna do przejścia defensywa ułatwiała Białoczerwonym wyprowadzanie kontr. Szybkość rozgrywania akcji wymuszała częste z zmiany. Goście próbowali swoich zagrywek, ale tego dnia wyraźnie ustępowali polskiej drużynie. Wynik do przerwy ustalił Marcin Lijewski, posyłając piłkę w górny róg bramki, równo z syreną.


Kibice byli ósmym zawodnikiem polskiego zespołu / Fot. M.Skorupski

Po zmianie stron tempo nie osłabło. Wysokie prowadzenie (20:9) umożliwiło wprowadzenie, na pewien czas, do polskiej bramki Adama Malchera. W tym okresie w szeregi tegorocznych brązowych medalistów mistrzostw świata wkradło się rozprężenie. Rywale błyskawicznie to wykorzystali i straty zmniejszyli do różnicy sześciu trafień.

Po kilku minutach wszystko wróciło do stanu poprzedniego tzn. stroną kontrolującą wydarzenia byli Białoczerwoni. Dziewięć kolejnych zdobytych goli świadczyło przynajmniej o różnicy klasy. Bardzo dobrze dysponowany młodszy z braci Jureckich, po minięciu, niczym narciarz alpejski, kilku przeciwników rzucił swoją kolejną bramkę.

Przy stanie 30:15 kibice zaczęli skandowali "Jedziemy do Austrii", a w ostatnich minutach odśpiewali polski hymn. Chóralne "dziękujemy!" żegnało polskich reprezentantów, którzy pojadą  teraz na zasłużone wakacje. Zanim tam dotrą cierpliwie pozowali do zdjęć i rozdawali autografy. Po zakończeniu spotkania specjalne podziękowania i kwiaty otrzymali sędziowie holenderscy, którzy tym spotkaniem zakończyli międzynarodową karierę.


Patryk Kuchczyński najlepszy zawodnik Vive w meczu z Rumunią
/Fot. Łukasz Grochala/CyfraSport 

Wyróżniono najlepszych zawodników w obu zespołach – Michała Jureckiego i Rudi Stanescu.

Przed meczem honorowy prezes ZPRP prof. Janusz Czerwiński i obecny sternik związku Andrzej Kraśnicki wręczyli Edwardowi Strząbale kwiaty i okolicznościowe życzenia z okazji 50-lecia pracy szkoleniowej w piłce ręcznej.

Po meczu powiedzieli:

Aihan Omer (trener Rumunii): Gratuluję gospodarzom zwycięstwa, był to bardzo trudny mecz dla nas, bowiem Polacy byli faworytem i tak było podczas spotkania. Naszym bardzo młodym piłkarzom daleko do utytułowanych polskich rywali. Życzę Polakom powodzenia w finałach mistrzostw Europy. Myśleliśmy o sprawieniu niespodzianki, ale zdecydowana gra polskich piłkarzy od pierwszej minuty, wykluczyła jakąkolwiek szansę na zagrożenie gospodarzom. Mamy jeszcze wiele pracy, by z tych młodych zawodników zrobić doświadczonych piłkarzy i osiągać sukcesy międzynarodowe.

Bogdan Wenta (trener Polski): Dziękuję piłkarzom za te trzy ostatnie trzy mecze i  za to, że drużyna potrafiła udźwignąć ich ciężar. Mieli do wyrównania rachunki z Rumunami Jesienią po porażkach mówiliśmy, że szanse będziemy mieli w rewanżach w domu. Wynik może wysoki, ale Rumuni przyjęli twardą walkę. Zdarzały się nam także błędy. Ale to jest walka. Szacunek przed przeciwnikiem, który nawet  na moment nie odpuścił Myślę, że to były dobre zawody. Wspaniała publiczność, wspaniała oprawa. Oby tak dalej. Michał Jurecki był tak naładowany energią jakby to był dopiero początek sezonu. Widać to było po determinacji z jaką grali w pierwszej połowie, bałem się nawet, czy nie trzeba ich powstrzymać, by starczyło im sił do końca.

Ionut Stanescu – Zagraliśmy przeciwko bardzo dysponowanej i zmobilizowanej drużynie. Nie mieliśmy szans na wygraną. W ciągu kilku lat zamierzamy osiągnąć poziom najlepszych zespołów europejskich.

Damian Wleklak: Na pewno był to ciężki mecz. Duża stawka. Było widać, że nasi zawodnicy aż za mocno są umotywowani. Fajnie, że wyładowaliśmy się na parkiecie. Zagraliśmy naprawdę dobry mecz. Super walczyliśmy w obronie. Szybko wypracowaliśmy sobie przewagę i potem kontrowaliśmy całe spotkanie. To był super rok dla nas. Dziękujemy kibicom, którzy byli w hali i przed telewizorami, którzy byli stale z nami. Teraz należymy do naszych rodzin. Mamy urlop, krótki ale jest.   


Podziękowanie za fantastyczny doping /Fot. M.Skorupski

Polska-Rumunia 34:22 (17:8)
POLSKA: Szmal, Malcher – K.Lijewski 1, Kuczhczyński 4, Jachlewski 2, Bielecki 6, Siódmiak, Wleklak 1, B.Jurecki 5, M.Jurecki 5, Łuczyński 5, Jurkiewicz, M.Lijewski 2, Kubisztal 3. Kary 8 min.
RUMUNIA: Stanescu, Szabo – Mihalcea 1, Ciubotariu 1, Savenco, Asoltanei 4, Sania 2, Ghionea 5, Giotoiu, Irimescu 2, Rohozneanu, Fenici 1, Csepreghi 4, Muresan 2. Kary 8 min.
Sędziowali Ferdynand van der Helm, Cornelius Wiebrands (Holandia). Widzów 3500.