Vive mistrzem Polski

 

Piłkarze ręczni Vive Kielce zostali mistrzami Polski. W piątym, decydującym meczu finałowym pokonali Wisłę Płock 31:24 (15:11). Stan rywalizacji play off (do trzech zwycięstw) 3-2 dla Vive. To siódmy tytuł w historii kieleckiego klubu.


Tytuł najlepszej polskiej drużyny piłkarzy ręcznych po sześciu latach wrócił do Kielc.  Zaangażowanie trenera Bogdana Wenty, pozyskanie kilku dobrych zawodników zaowocowało także zdobyciem Pucharu Polski.

Spotkania miało uroczystą oprawę. A odpowiednio wysoką rangę nadało mu odegrania Mazurka Dąbrowskiego. Obie drużyny do ostatniego w sezonie meczu o stawkę przystąpiły osłabione brakiem kontuzjowanych graczy. W Wiśle zabrakło Witalija Nata, a w Vive Henryka Knudsena. Plejada gwiazd innych zawodników w składach tych zespołów i widowisko jakie stworzyli powodowała, że kibice nie mogli czuć się zawiedzeni.  


Paweł Podsiadło dołożył swoją cegiełkę do wygranej /Fot. CyfraSport

Początek był udany dla płocczan, którzy przez 17 minut prowadzili nawet trzema bramkami (6:3). Z dużą łatwością dochodzili do sytuacji strzeleckich, umiejętnie rozgrywali akcje pod bramką gospodarzy. Gdyby nie fantastyczne interwencje bramkarza Vive, Kazimierza Kotlińskiego, wynik mógł być korzystniejszy dla Wisły. Dzielnie radził sobie w bramce Wisły Marcin Wichary, chroniąc zespół od ataków Vive. Obronił też rzut karny egzekwowany przez Rafała Glińskiego.

Piłkarze kieleccy jakby zgaszeni tremą i stresem, nie potrafili się na początku pozbierać, grali wolno, schematycznie i nie znajdowali sposobu na rozmontowanie dobrej obrony gości. Trener Bogdan Wenta bez przerwy pokrzykiwał, machał rękoma, denerwował się, w złości pouczał piłkarzy. Później kielczanie złapali właściwy rytm i doprowadzili do remisu. Kłopoty gości zaczęły się od 2-minutowej kary … Mateusza Jachlewskiego. To zawodnicy Vive, grając w osłabieniu zdobyli dwie kolejne bramki, nie tracąc żadnej.


Walka toczyła się o każdy centymetr boiska /Fot. CyfraSport

Pod koniec pierwszej połowy akcje Vive były składniejsze, szybsze, pojawiły się rzuty z drugiej linii – Pawła Podsiadły i najlepszego na boisku Tomasza Rosińskiego. Udane wejścia indywidualne miał Bartosz Konitz. Na przerwę gospodarze schodzili z przewagą czterech trafień (15:11).

Pierwsza minuty drugiej połowy miały dać odpowiedź czy wiślacy są w stanie odrobić straty. Stało się inaczej. To kielczanie zdołali powiększyć przewagę. Gracze Vive nie mieli jedynie sposobu na powstrzymanie, rozgrywającego bodaj najlepszy mecz w karierze, wicemistrza świata z 2007 r., Zbigniewa Kwiatkowskiego.

Trener Wisły Oliver Jansen wprowadził do bramki Mortena Seiera, licząc na zatrzymanie strzeleckich popisów kielczan. Gościom udawało się kilka razy zmniejszać rozmiary przewagi Vive, ale znów na ich drodze do bramki, stał rewelacyjny bramkarz Kotliński.


Trener Bogdan Wenta zagrzewał podopiecznych do walki /Fot. CyfraSport

W 49. min, przy stanie 23:20 dla Vive, w hali nastąpiła awaria zasilania prądem. Kilkunastominutową przerwę i brak światła  kibice wykorzystali na śpiewy, zabawę i doping. Początkowo nieoczekiwana pauza lepiej wpłynęła na piłkarzy Wisły, którzy zmniejszyli dystans dzielący ich od rywali do dwóch bramek.  W tym momencie Wichary znów obronił karnego i zapowiadał się dramat Vive.

Na szczęście dla kielczan Rafał Gliński zdobył bramkę z kolejnego karnego. Później po dwóch kontrach Vive znowu prowadziło czterema golami – 27:23. W końcówce niezadowolony z decyzji sędziego Michał Zołoteńko skrytykował arbitra, a ten ukarał go wykluczeniem z boiska za niesportowe zachowanie. W finałowych minutach goście nie byli już w stanie pokonać kieleckiego bramkarza, natomiast gospodarze podwyższyli rezultat i cała hala z radością krzyknęła – Vive mistrzem Polski!


Feta w kieleckiej hali /Fot. CyfraSport

Powiedzieli po meczu:

Fleming Oliver Jansen (trener Wisły): Za nami mamy pewien etap. Dalej budujemy silny zespół i spodziewam się, że w w przyszłym sezonie, w decydujących o tytule meczach spotkamy się z Vive. Teraz też chcieliśmy wygrać. Popełniliśmy jednak za dużo technicznych błędów. W przyszłym sezonie będziemy jeszcze silniejsi i jeżeli Vive za rok też wygra, to będzie oznaczało, że będą mieli bardzo dobry zespół. 

Zbigniew Kwiatkowski (Wisła):
Nie jest ważne kto ile zdobędzie bramek, ale który zespół wygrywa. Zespół zaufał mi i udało mi się  zdobyć z tego kilka goli. Liczyliśmy na złoty medal. Mieliśmy na to szansę u siebie. Gratuluję Kielcom tytułu. Na porażce zaważyły błędy w obronie.

Michał Stankiewicz (Vive): Z Płocka wróciliśmy z dalekiej podróży. Już przecież wiślakom wieszano medale za pierwsze miejsce. Wszystkie elementy gry naszego zespołu zaczynają się zazębiać Udowodniliśmy, że mamy charakter. Jeżeli tak będziemy grali w przyszłym sezonie, to jestem spokojny o wyniki.

Piąty finałowy mecz o mistrzostwo Polski:
Vive Kielce – Wisła Płock 31:24 (15:11)
Vive:
Kotliński, Kubiszewski – Rosiński 9, Podsiadło 5, Konitz 4, Kuchczyński 4, Gliński 3, Jachlewski 3, Krieger 1, Sadowski 1, Stankiewicz 1, Grabarczyk, Piwko,  Żółtak. Kary 4 min

Wisła: Wichary, Seier – Kwiatkowski 9, Pronin 4, Paluch 4, Zołoteńko 2, Twardo 2, Wiśniewski 1,  Kuptel 1, Rumniak 1, Jędrzejewski, Wuszter, Piórkowski. Kary 8 min. Czerwona kartka: Michał Zołoteńko (59 min. za niesportowe zachowanie wobec arbitra.
Sędziowali: Mirosław Baum (Warszawa) i Marek Góralczyk (Świętochłowice). Widzów 4 500.