Czas na szampana

 

Na Śląsku rządzą zabrzanie. Mimo że na trzy minuty przed końcem dwiema bramkami prowadziła Olimpia Piekary Śląskie, całą pulę zebrali szczypiorniści Powenu, którzy I-ligowy spotkanie 16. kolejki grupy B wygrali 24:23.

Mecz Olimpia Piekary Śląskie – Powen Zabrze określano jako pierwszoligowy szlagier. Nic dziwnego. Wicelider tabeli podejmował lidera. – Nasza przegrana sprawiłaby, że mielibyśmy tylko trzy punkty przewagi nad Olimpią. Zwycięstwo natomiast pozwalało nam uzyskać kolejne oczko przewagi nad wiceliderem – analizował sytuację na łanach „Sportu” doświadczony gracz Powenu, Michał Szulc.

Kibice zgromadzeni w hali w Piekarach, od pierwszych minut, oglądali wyrównany bój. Czasem nawet, według interpretacji sędziów, gra była zbyt agresywna. Efekt? Często, w jednej lub w drugiej drużynie, brakowało na parkiecie po dwóch zawodników, którzy w tym czasie mieli okazję ochłonąć, siedząc na ławce kar. Żadna z drużyn nie potrafiła objąć większego niż dwubramkowego prowadzenia. Zabrzanie starali się niepokoić Sławomira Szenkela akcjami ze skrzydeł, na których prym wiedli Aleksander Kryszeń i Tomasz Rybarczyk. W całym spotkaniu duet ten zdobył aż jedenaście bramek.

Nieźle radzili sobie także rozgrywający oraz kołowi. Wśród gospodarzy natomiast słabo spisywał się występujący po lewej stronie Marcin Smolin. W poprzednich meczach był silnym punktem drużyny, przeciwko zabrzanom wprawdzie rzucił aż siedem bramek, ale tylko jedną z gry. – Tak mieliśmy zagrać, wyłączyć lewą stronę Olimpii – tłumaczył Szolc.

Gospodarze grali słabo. Popełniali proste błędy. Przyjezdni nie potrafili ich jednak wykorzystać Zmarnowali wiele akcji A. to popełniali błąd kroków, albo rzucali z nieprzygotowanych pozycji. To wszystko sprawiło, że kibice do ostatnich sekund oglądali emocjonujące widowisko.

Na trzy minuty przed końcem meczu gospodarze prowadzili dwoma bramkami i wydawało się, że zdołają rozstrzygnąć losy spotkania na swoją korzyść. Zbyt szybko chyba uwierzyli w wygraną. Goście nie załamali się i do końca walczyli o zwycięstwo. Udało się. Porażka ograniczyła piłkarzom ręcznym Olimpii do minimum szansę na awans do ekstraklasy.

Podopieczni trenera Mariusza Gratki mają jednak cały czas realne szanse na zakończenie sezonu na drugim miejscu, które daje prawo gry w barażu z wicemistrzem grupy A pierwszej ligi. Zabrzanie natomiast mogą się już powoli szykować do występów w elicie. – Czas się już chyba powoli rozglądać za szampanami – uśmiechał się po spotkaniu Szolc. – Jesteśmy w bardzo komfortowej sytuacji i nawet jedna wpadka nic nie zmieni. Gramy jednak dla kibiców i nadal będziemy chcieli wygrywać – dodał.