Strona główna | ZPRP | Medal dał mi zastrzyk energii

Medal dał mi zastrzyk energii

 

Fizycznie turniej w Chorwacji nie dał mi się mocno we znaki. Już bardziej psychicznie – po miesiącu przygotowań i meczów, czyli nieustannego zgrupowania, człowiek ma już dość piłki ręcznej. Ale w polskiej lidze gra się o wiele trudniej niż na mistrzostwach świata – mówi Patryk Kuchczyński w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”.

Jak to jest, kiedy gra się przeciwko takim gwiazdom jak Christiansen, Tvedten czy Jansen, a po tygodniu trzeba się zmierzyć z graczami z Miedzi czy Zagłębia?

PATRYK KUCHCZYŃSKI: W polskiej lidze gra się trudniej.

PS: Słucham?

– W naszej ekstraklasie nie ma takiej kultury gry jak na międzynarodowym poziomie. Na MS, kiedy już miałem czystą pozycję, nikt mnie nie uderzał, nie popychał, bo to groziło dwuminutową karą. W lidze zdarza się, że jestem w powietrzu i nagle czuję z boku uderzenie. To niebezpieczne. Poza tym mam wrażenie, że ciągle muszę potwierdzać klasę, bo od reprezentanta i medalisty MS więcej się wymaga. Ale ze strony rywali nie odczuwam żadnego polowania. Choć pewnie każdy bardziej się koncentruje przeciwko Kuchczyńskiemu.

PS: Kiedyś powiedział pan, że dobrze się czuje jako zmiennik Mariusza Jurasika w reprezentacji. Czy tak jest w dalszym ciągu?

– Teraz gram więcej niż kiedyś. Nie robi mi różnicy, czy wchodzę na początku, czy w trakcie meczu. Z Danią w fazie grupowej byłem w pierwszym składzie i zagrałem dobrze. Potem z Chorwacją i Danią o brąz lepiej szło „Józkowi". Uzupełniamy się i tak jest dobrze.

PS: Ten pierwszy mecz z Danią był pana najlepszym występem w reprezentacji?

– Tak, chociaż mam nadzieję, że będą jeszcze lepsze.

PS: Ale po pierwszej rundzie tak wesoło nie było?

– Oj, nie było. Nie graliśmy dobrze, nie dogadywaliśmy się. Więcej było kłótni niż pozytywnej mobilizacji. Dopiero potem wszystko się zmieniło, ale nie wiem, co tę przemianę spowodowało. Po każdym meczu toczyliśmy dyskusje i ta po spotkaniu z Niemcami niczym się nie różniła od poprzednich.

PS: Jak reagowaliście po porażkach?

– Różnie. Jedni kopali w drzwi, inni siedzieli w kącie. Ja lubię z kimś porozmawiać, najczęściej to był Tomek Tłuczyński. Mieszkaliśmy razem i dobrze się dogadywaliśmy.

PS: Zaraz po mistrzostwach wrócił pan do gry w lidze, ale nie widać po panu zmęczenia.

– Fizycznie turniej w Chorwacji nie dał mi się mocno we znaki. Już bardziej psychicznie – po miesiącu przygotowań i meczów, czyli nieustannego zgrupowania, człowiek ma już dość piłki ręcznej. Ale w polskiej lidze gra się o wiele trudniej niż na mistrzostwach świata. Tam nikt mnie nie popychał medal to był zastrzyk energii. Czuję się teraz pewniej, gram na większym luzie. Poza tym mamy mocny zespół i to nie ja muszę ciągnąć grę.


Fot. Marek Biczyk

PS: Vive wygrywa mecz za meczem, w Kielcach panuje euforia. Jeśli nie wygracie ligi, kibice mogą odebrać to jako porażkę.

– Teraz idzie nam bardzo dobrze, ale jest jeszcze play-off, a tam może być różnie. Mnie ten system nie odpowiada, bo można mieć fantastyczny sezon, a potem przegrać dwa mecze i skończyć bez medalu. Ale na razie nie czuję presji na naszą drużynę.

PS: Zespół wciąż jest wzmacniany nowymi zawodnikami. Czy wśród kolegów wyczuwa pan obawy o pozycję w drużynie? Michał Chodara będzie na lewym skrzydle rywalizował z dwoma kadrowiczami.

– Ja tego strachu u nikogo nie dostrzegam. Akurat mnie konkurencja mobilizuje. Dojdzie Mariusz Jurasik, jest Paweł Piwko – to znaczy, że będę musiał ostro zasuwać. Chodara ma kłopoty zdrowotne, a Gliński podpisał kontrakt do końca sezonu. Teraz każdy ma trzy miesiące, żeby udowodnić przydatność w zespole.

Rozmawiał WOJCIECH OSIŃSKI