Walka ponad skalę

 

Vive niektóre zagrywki ma podobne do reprezentacji Polski. Bardzo dobrze, agresywnie gra w obronie. A ja uwielbiam taką właśnie walkę – mówi Rafał Gliński, nowy skrzydłowy Vive Kielce. 27-letni reprezentacyjny lewoskrzydlowy od soboty ma umowę z Vive. A już jutro zadebiutuje w jego barwach – w rewanżu półfinału Pucharu Polski z Wisłą Płock (godz. 19).

Paweł Matys/Gazeta Wyborcza Kielce: Długo Pan myślał nad ofertą Vive?

Rafał Gliński, skrzydłowy kadry i Vive: Na początek proste pytanie (śmiech). Dokładnie półtorej godziny, ale większość tego czasu tak naprawdę o przeprowadzce i związanych z nią kłopotach. Wybrałem Vive, bo ma supercele: mistrzostwo i Puchar Polski. Ja chciałbym osiągnąć dokładnie to samo. W dodatku w Kielcach jest świetna organizacja, kapitalni kibice i oczywiście trener reprezentacji – Bogdan Wenta. On przyciąga, bo można być pewnym, że przy nim się rozwiniesz, a nie pójdziesz krok w tył. I podkreślam, a może uprzedzam pana kolejne pytanie – nie miałem żadnej oferty z Wisły. Cieszę się też, że w trudnej sytuacji szybko znalazłem klub.

Dlaczego Pana poprzedni TV Willstatt Ortenau znalazł się na krawędzi?

– Wszyscy w klubie byli w szoku! Jeszcze w środę spokojnie szykowałem się do kolejnego spotkania ligowego. A w czwartek wszystko zmieniło się o 180 stopni. Prezes klubu ogłosił, że ma kłopoty finansowe i nie jest w stanie dalej utrzymywać drużyny. Ja zdecydowałem się rozwiązać kontrakt. …

I podpisać umowę z Vive. Tylko do końca sezonu. Co dalej?

– Nie chcę wybiegać w przyszłość, bo wszystko może się zdarzyć. Na pewno będę grał w piłkę ręczną (śmiech). Ale nie jestem w stanie teraz zadeklarować, że zostanę w Kielcach. Nie wiadomo też, czy działacze nadal będą mnie chcieli. Poczekajmy, czas pokaże.

Myśli Pan o powrocie do gry w Niemczech?
– Nie wiem, jak się potoczą moje losy… Ale całkiem szczerze mówię, że moim marzeniem jest zagrać w pierwszej Bundeslidze. Czołowym zespołom z tej ligi po prostu się nie odmawia.

A jakie wrażenia po pierwszym meczu nowego klubu z Zagłębiem?

– Wręcz mnie przerastają! Świetny doping, pełna hala, a moi nowi koledzy zagrali kapitalne spotkanie. Rzadko kiedy się zdarza, by zespół zdobywał aż 42 bramki. Naprawdę pozytywne zaskoczenie.

Widzi Pan dla siebie miejsce w koncepcji gry Vive?

– Jak najbardziej! Przyglądałem się dokładnie i zauważyłem, że niektóre zagrywki są podobne do reprezentacyjnych. Vive bardzo dobrze, agresywnie gra w obronie. A ja uwielbiam taką właśnie walkę.

Coraz częściej kielczanie wykorzystują kontratak. Pan lubi dużo biegać?
– O, tak (śmiech), bardzo. Najpierw powalczyć w defensywie, a potem błyskawicznie pobiec do kontry. W Niemczech miałem do tego sporo okazji, bo gdy graliśmy systemem 5-1 i często występowałem w defensywie na jedynce. Nie wyprowadzam kontrataków, tak jak np. Witalij Nat z Wisły Płock. Ja wolę je kończyć.

Zaczyna Pan wyjątkowo. W debiucie czeka Pana najtrudniejszy rywal z możliwych-Wisła.
– Może to i lepiej… Postaram się z całych sił pomóc drużynie, by awansowała do upragnionego finału Pucharu Polski. Tracimy dwie bramki, ale po tym, co zobaczyłem w niedzielę, jestem przekonany, że awansujemy.

A jak z Pana formą?

– Jestem w gazie, bo w Ortenau występowałem regularnie, schodziłem najwyżej w meczu na dziesięć minut. Teraz męczy mnie tylko lekkie przeziębienie, ale z Płockiem dam z siebie wszystko.

Rafał Gliński gwarantuje…

– Przede wszystkim walkę do samego końca. Sport jest nieobliczalny, ale najważniejsze to walczyć, żeby potem móc sobie spojrzeć woczy wlustrze. Liczą się dla mnie determinacja i zaangażowanie. W skali od 0 do 100 mam ich 110 (śmiech).