Strona główna | ZPRP | Polacy przeciw wszystkim

Polacy przeciw wszystkim

 

Arena Zagrzeb będzie dla nas areną gladiatorów. Kiedy wyjdziemy na boisko, to nie będziemy mieli żadnego przyjaciela, tylko przeciwników, nawet w przypadku sędziów – mówi selekcjoner Bogdan Wenta, przed półfinałem mistrzostw świata. Polska zagra z gospodarzami – Chorwatami, wirtuozami piłki ręcznej, byłymi dwukrotnymi mistrzami olimpijskimi oraz mistrzami świata – pisze korespondent „Przeglądu Sportowego” z Zagrzebia.

Dziś wieczorem polscy piłkarze ręczni staną przed szansą drugiego awansu do finału mistrzostw świata. Czeka ich jednak strasznie trudne zadanie. Ich przeciwnikiem będzie bowiem również 15 tysięcy ludzi na trybunach. Biało-czerwoni muszą się też liczyć z nieprzychylnością sędziów.

Bez chwili słabości

Musimy być skoncentrowani od samego początku. Nie możemy sobie pozwolić nawet na chwilę słabości. Jeśli damy im odskoczyć na pięć, sześć bramek, to będzie po meczu, bo oni już takiego prezentu nie wypuszczą z rąk – przestrzega Wenta. Polacy wczoraj nie trenowali w mieszczącej 15 tysięcy ludzi Arenie Zagrzeb, tylko w niewielkiej sali o nazwie Kutija Sibica w dzielnicy Tresnjevka.

To obiekt, w którym trenuje i rozgrywa ligowe mecze RK Croatia Zagrzeb. Tu się wychowywali Ivano Balic, Igor Vori, Blażenko Lacković czy Venio Losert i Domagoj Duvnjak – mówi Branko Bac, dozorca hali, który pracuje tam już od 30 lat i wszystkie gwiazdy chorwackiego szczypiorniaka zna od dziecka. – Zawsze grzecznie mówią dzień dobry i na pewno nie zachowują się jak gwiazdy. To normalne chłopaki – mówi Bac o obecnych liderach reprezentacji gospodarzy i klubu Croatia Zagrzeb, dla których treningi w południowo–wschodniej części stolicy były początkiem wielkich karier.


Damian Wleklak, mimo urazów "pali się" do gry /Fot. Marek Biczyk 

Biało-czerwoni nie mieliby nic przeciwko temu, żeby hala przy ulicy Veprineckiej okazała się szczęśliwa także dla nich. Wczoraj przeżyli pierwszy prawdziwy najazd polskich dziennikarzy, których kilkunastu dojechało z kraju na półfinał z Chorwacji. Wszyscy byli ciekawi, jak przedstawia się sytuacja zdrowotna kadrowiczów. Od kilku dni największe kłopoty mają Bartosz Jurecki i Damian Wleklak. Obrotowy przez większość treningu wykonywał specjalne ćwiczenia w asyście fizjoterapeuty Krzysztofa Rudominy. – Na razie nie mogę trenować z chłopakami. Z moją stopą ciągle nie jest za dobrze, choć już dużo lepiej niż dzień wcześniej. Nie mogę jej przeciążać przed spotkaniem z Chorwatami. Dobrze, że gramy dopiero o 20.30, moja stopa jest z tego powodu bardzo zadowolona – śmieje się starszy z braci Jureckich. Dobre wieści ma lekarz reprezentacji Maciej Nowak. – Nie przewiduję, żeby ktoś nie zagrał. Wszyscy, którzy wystąpili przeciwko Norwegii, powinni być do dyspozycji selekcjonera także na spotkanie z Chorwacją – wyjaśnia.

Bić z głową

Wszyscy piłkarze, którzy bez większych obaw mogą ćwiczyć, mieli już w Zagrzebiu dwa treningi. – Po przyjeździe zapoznaliśmy się z główną halą i pograliśmy w piłkę nożną. W czwartek trenowaliśmy w innym obiekcie pod kątem meczu. Było dużo biegania, jutro będzie więcej taktyki. Każdy zawodnik wie, o co gra. Przeszliśmy razem długą drogę i znowu jesteśmy w półfinale mistrzostw świata. Trzeba wykorzystać tę szansę i zrobić wszystko, żeby wygrać – mówi Wenta. – Możemy też przegrać, ale jak damy z siebie wszystko, to nikt nie będzie miał do siebie pretensji. Spodziewamy się bardzo utrudnionej komunikacji, bo tumult będzie nieprawdopodobny. Jeśli wyjdziemy nieskoncentrowani, to po dziesięciu minutach zawody się dla nas skończą. Będzie można je tylko dograć, ale bez żadnej
satysfakcji. Trzeba się bić, ale z głową
– dodaje szkoleniowiec.


Bartek Jurecki jest dobrej myśli / Fot. Marek Skorupski

W Chorwacji nikt nie ma wątpliwości, że ich zespół najpierw wygra z Polską, a potem w finale z Danią lub Francją. Tak twierdzą dziennikarze i ludzie na ulicy. Każdy mówi, że Polska ma dobry zespół, ale na Balicia, Metlicicia, Voriego i resztę to nie wystarczy. – Inne miejsce niż pierwsze ich nie interesuje – zdaje sobie sprawę Bartosz Jurecki. – Nie możemy grać chaotycznie, trzeba i rozsądnie podejść do tego spotkania. Musimy długo rozgrywać akcje, bo inaczej Chorwaci nas od razu skarcą, jak to robili z innymi zespołami – przestrzega 30-letni obrotowy, do którego miała przyjechać żona z córką. – Zdecydowaliśmy, że dziewczyny zostaną w domu i będą trzymać kciuki przed telewizorem. Mam nadzieję, że damy im powody do radości – uśmiecha się Jurecki.