Strona główna | ZPRP | Nie chcemy pomników, wystarczy szacunek

Nie chcemy pomników, wystarczy szacunek

 

Chorwaci wierzyli w nas od początku. Ich trener już po pierwszym meczu powiedział, że my dojdziemy do finału. Jego zawodnicy w wywiadach powtarzali to samo. Polska będzie w finale, o ile nie zadziałają jakieś układy. Nawet gdy do drugiej rundy awansowaliśmy bez punktów, oni wciąż mówili, że Polska może awansować – powiedział trener Bogdan Wenta w rozmowie z Andrzejem Janiszem z Polskiego Radia Pr. 1.

Rz: Co takiego się stało po przenosinach z Varażdin do Zadaru, że pana piłkarze zaczęli grać znakomicie?

Bogdan Wenta: Próbowaliśmy się odciąć od tego, co się o nas mówi. Od tego, co się działo w kraju pełnym fachowców znających się na piłce ręcznej lepiej od tych, którzy się tym sportem zajmują. Gramy, walczymy, dajemy z siebie wszystko, nie zawsze wygrywamy, nie zawsze dobrze gramy. Ale sport to też wiara. Trzeba ufać tym, którym się kibicuje. Myślę, że powinniśmy bardziej siebie kochać i szanować. Czuję to szczególnie w Chorwacji, gdzie entuzjazm wokół turnieju jest jeszcze większy, niż był podczas mistrzostw świata w Niemczech. A nasza drużyna zasłużyła, by ją traktować z pokorą. Mieliśmy szczęście w ostatnim meczu, to Norwegowie kontrolowali grę, ale potrafiliśmy to zmienić i jesteśmy w półfinale.

Gdy Norwegowie powiększali przewagę, wierzył pan, że się uda?

– W pewnym momencie spojrzałem na Tomka Tłuczyńskiego. Płakał na ławce załamany. Więc powiedziałem: – Idziemy jeszcze mocniej, próbujemy. I poszliśmy. Arturowi Siódmiakowi trzeba poświęcić złotą tablicę w siedzibie związku. Żeby wszyscy wiedzieli, że to on zrobił. Jego rzut dał nam półfinał. To wielki sukces dla kraju, w którym jest wiele do zrobienia w piłce ręcznej. Pracuję teraz w Polsce, widzę to z bliska. Dziś wyniki zapewnia tylko męska reprezentacja. I nie przemawia przeze mnie arogancja: Wenta wygrał i jest mądry. Nie, zawsze powtarzam to samo. Staram się zachować dystans, ale to, co się ostatnio działo, nie zawsze było OK.


Fot. Marek Skorupski

Po pierwszej fazie grupowej mówił pan, że trzeba tonować nastroje, że to nie jest drużyna, która zawsze będzie zdobywać medale.

– Mogę to powtórzyć. My zawsze gramy o wszystko, ale sukcesów nie da się zaprogramować. Drażniło mnie to, że nasi krytycy nie dostrzegali, kto stoi na naszej drodze. Rywale jak wielkie kamienie, coraz więcej i coraz wyższe. Wystarczyło trochę niepowodzeń i ludzie stracili w nas wiarę. Gdyby nie awans, zaczęłyby się rozważania: a co, jakbyśmy wygrali z Macedonią itd. Kto wie, czy gdybyśmy z nimi wygrali, to teraz rozmawialibyśmy jako półfinaliści. To wie tylko ktoś tam u góry. I za to chcę mu powiedzieć: ogromne dzięki. Mam nadzieję, że nie wyjdę na bluźniercę.

W półfinale spotykamy się z Chorwatami. Oni nie chcieli grać z Polską.

– Chorwaci wierzyli w nas od początku. Ich trener już po pierwszym meczu powiedział, że my dojdziemy do finału. Jego zawodnicy w wywiadach powtarzali to samo. Polska będzie w finale, o ile nie zadziałają jakieś układy. Nawet gdy do drugiej rundy awansowaliśmy bez punktów, oni wciąż mówili, że Polska może awansować.

Bał się pan remisu w meczu Niemcy – Dania?

– Przeżywaliśmy to strasznie, jadąc autobusem do hali. Dziękuję Duńczykom i ich trenerowi za to, co zrobili. Otworzyli nam drogę do półfinału. Do meczu z Chorwatami, faworytem mistrzostw. Drużyną, która gra u siebie, w ogromnej hali, przed gorącą publiką, bo tu się piłką ręczną żyje. Chorwacja pokonała wszystkich, łącznie z wielką Francją. W ostatnich turniejach regularnie zachodziła daleko, a my jesteśmy w półfinale drugi raz po wielu latach. Dlatego nienawidzę, jak się nas postrzega jako faworytów. Nie chcemy być na piedestale. Chcemy, by nas szanowano. Bo dziś jest tak, że za granicą nas poważniej traktują niż w kraju. Po wicemistrzostwie świata mówiłem: powtórzyć, to dopiero jest sztuka. Minęły dwa lata, wiele się w tym czasie zdarzyło. Siódme miejsce w mistrzostwach Europy, nazwane niepowodzeniem. Przegrany awans do półfinału igrzysk. Może można było tam osiągnąć więcej, ale trzeba chodzić po ziemi. Pracuję z tym zespołem od lat i wiem, ile nas kosztują sukcesy. Nie będę się unosił nad ziemią tylko dlatego, że awansowaliśmy do strefy medalowej. Znam nasze słabości. Ale wiem, że damy z siebie wszystko. Żeby sobie samym móc spojrzeć w oczy.