Strona główna | ZPRP | Z Polską trzeba się liczyć

Z Polską trzeba się liczyć

 

Mieliśmy duże ciśnienie przed turniejem, gdyż poprzednie mistrzostwa świata przyniosły nam srebrny medal. Apetyty kibiców były bardzo wielkie. Chyba nie udźwignęliśmy tej presji i spaliliśmy się psychicznie we wstępnej fazie, zwłaszcza w meczu z Niemcami. O tym chyba już zapomnieliśmy. Bez ciśnienia gramy bardzo dobrze i teraz rywale muszą się nas obawiać. – opowiada Krzysztof Lijewski w rozmowie z Andrzejem Janiszem. Dziennikarz Polskiego Radio Pr. 1 zebrał opinie naszych piłkarzy.

Klimat w Zadarze zdecydowanie jest lepszy dla polskiej reprezentacji od tego w Varażdinie. Dlatego, że to co Wy wyprawiacie, zwłaszcza w pierwszych połowach spotkań jest fantastyczną sprawą. Skąd ta metamorfoza?
Sławomir Szmal: – Jest walka i duża mobilizacja w obronie, to pierwsza rzecz. Druga to tak naprawdę sędziowie nam nie przeszkadzają. W dwóch meczach, gdzie graliśmy z Macedonią i Niemcami, tu faktycznie był słaby nasz występ, sędziowie doprowadzili do sytuacji stresowej, w której popełnialiśmy głupie błędy. Każdy nie grał przeciwko Macedonii, tylko przeciw sędziom. Wtedy traci się głupie punkty. W drugiej fazie turnieju nie można narzekać na arbitrów. Prowadzili zawody w sposób fair play dla obu drużyn.

Czy pierwsze 30 minut z Danią i Serbią, to były najlepsze zawody w tych mistrzostwach. Usiłowałem się do czegoś przyczepić. Nie znalazłem ani jednego elementu.  – Naszą mocą była zawsze przede wszystkim obrona, bramka i kontra. W tych dwóch spotkaniach właśnie tak graliśmy, a sędziowie nam nie przeszkadzali.

Serbskiemu bramkarzowi nie udało się wrzucić bramki za kołnierz, ale Kasperowi Hvidtowi jak najbardziej. Opowiedz o tym golu.
– To nic specjalnego. Jak spojrzałem na zegar, to zobaczyłem, że jest 15 sekund do końca meczu. Jakby nie wpadło to Bogdan (Wenta) pewnie do dziś by mnie gonił po Chorwacji. Dzięki Bogu wpadło i miałem spokój.

Wszyscy zachwycamy się grą reprezentacji Polski w Zadarze, jakby tę parę stopni temperatury więcej wpłynęło na cud?
Krzysztof Lijewski: – Teraz się zachwycacie, ale cztery dni temu trochę inaczej wyglądało to z Waszej strony. Taki już nasz los.


Fot. Adam Nurkiewicz

Ale czy mieliśmy zachwycać się meczem z Macedonią?

– Oczywiście, że nie. Nie można jednak było przekreślać naszej reprezentacji. Słyszałem różne opinie. To już nieważne, to minęło. Cieszę, że stanęliśmy na nogi i gramy super. Znowu jesteśmy drużyną. Te dwa mecze w drugiej fazie były teoretycznie cięższe. Pokazaliśmy, że z Polską trzeba się liczyć i że jesteśmy trudnym przeciwnikiem, który gra bardzo dobrze z kontrataku, w ataku pozycyjnym i dobrze w obronie.

Z czego wynikała ta motywacja, która pozwala Wam grać w Chorwacji tak fenomenalnie? Odnoszę wrażenie, że to wszystko dzieje się w głowie?
– Wszystko jest w głowie. Czym się różnią rywale od nas? Chyba tylko wyglądem. Bo charaktery mamy mniej więcej takie same. Wszystko leży w psychice człowieka, jak podejdzie do meczu. Mieliśmy duże ciśnienie przed turniejem, gdyż poprzednie mistrzostwa świata przyniosły nam srebrny medal. Apetyty kibiców były bardzo wielkie. Chyba nie udźwignęliśmy tej presji i spaliliśmy się psychicznie we wstępnej fazie, zwłaszcza w meczu z Niemcami. O tym chyba już zapomnieliśmy. Bez ciśnienia gramy bardzo dobrze i teraz rywale muszą się nas obawiać.

Czy uważasz, że jeszcze jest realna szansa na awans do półfinałów? Nie wszystko zależy do Was. Grasz w Bundeslidze, znasz niemieckich piłkarzy, grasz w piłkę ręczną od dawna. Są układy w handballu?
– (Śmiech). W każdej dyscyplinie są układy. Nie okłamujmy się, taki jest dzisiejszy sport. Z Norwegią chcemy tylko wygrać. Musimy dodatkowo pomodlić się do Pana Boga, żeby wszystko potoczyło się po naszej myśli.  

Najpierw była obietnica, potem była realizacja. Marcin Lijewski obiecywał, że Polacy znów zagrają dobrze. I zagrali znów … fenomenalnie.
Marcin Lijewski – Zapowiadałem walkę, nie obiecywałem zwycięstwa.

Widziałem walkę. Cieszę się ze zwycięstwa.
– Zapowiadałem walkę i w 100 procentach się z tego wywiązaliśmy.

Masz łuk brwiowy rozbity, poklejony plastrami, napuchniętą lewa część twarzy, koszulkę poplamioną krwią, a wydawało się, że był to taki łatwy i przyjemny mecz.
– No, ciężko nie było. Faktycznie mam trochę pobrudzoną koszulkę, ale jakoś szczególnie nie ucierpiałem. Takie rzeczy należą do naszej dyscypliny i trzeba się z tym liczyć.

Czy mógłbyś powiedzieć dlaczego reprezentacja Polski diametralnie zmieniła się jako drużyna?
– Gdybym znał odpowiedź na to pytanie, to pewnie wcześniej wyciągnęlibyśmy wnioski i troszeczkę inaczej zaczęli turniej. Z pewnością w tej fazie, gdzie mecze są teoretycznie o wiele trudniejsze, jesteśmy o wiele lepszym zespołem.