Strona główna | ZPRP | Więcej pokory i bólu

Więcej pokory i bólu

 

Trzeba ponownie więcej pokory i bólu. Startujemy z zerowym dorobkiem. Nie takie były sny potędze. Ale prawda jest taka, że one się nie spełniły. Teraz w każdym następnym meczu trzeba poszukać w sobie tyle nerwu, tyle agresji, żeby optymalnie osiągnąć korzyści – ocenia Bogdan Wenta występ polskiej reprezentacji w pierwszej fazie Mistrzostw Świata.

Dlaczego z Niemcami nie grał Damian Wleklak?
– Damian wczoraj był przemęczony. Założyliśmy, aby Bartek Jaszka wyjdzie na boisko, gdyż chcieliśmy go odbudować psychicznie. W poprzednich występach było widać, że był zagubiony. W pierwszej połowie jego gra była poprawna, w drugiej zabrakło mu reżyserii. Krzysiek Lijewski wrócił po kontuzji do składu. Miał sytuacje, które dobrze sobie wypracował, ale ich nie wykorzystaliśmy. W pierwszej połowie mieliśmy takie fazy, w których nie wiem czy zagraliśmy nonszalancko, czy też ich bramkarz był taki dobry. Ale tego nie wykorzystaliśmy. Szczególnie, gdy prowadziliśmy 9:8 i mieliśmy kontratak. W tym momencie Niemcy odskoczyli na 12:9. Otrzymaliśmy 2 minuty, a za chwilę kolejne wykluczenie dla Artura Siódmaka. Mieliśmy podwójne osłabienie. Podobnie zaczęła się druga połowa. Rywale odskoczyli na pięć bramek i w tym momencie praktycznie zakończył się mecz.

Próbowaliśmy jeszcze różnego ustawienia np. 3-3. „Wyciągnęliśmy” kilka piłek. Natomiast w ataku mimo dobrych pozycji, nie trafialiśmy. Opuściliśmy trochę głowy, ponieważ apetyty na Niemców zawsze są ogromne. Trzeba podejść sportowo. Zespół niemiecki na ten moment jest silniejszy od nas. Był bardziej głodny zwycięstwa. Ich wejścia w strefę były mocniejsze. U naszych niektórych zawodników było widać zmęczenie.

Fot. Marek Skorupski

To nie tak miało być. Awans jest, ale zamiast czterech jest zero punktów.
– Apetyty w Polsce są zawsze wielkie. Zdawaliśmy sobie sprawę, że każdy punkt zbliża do półfinałów. Musimy się z tym przespać. Przeanalizować, gdzie popełniono jakieś błędy. Problemem dla nas nie są ogólne założenia taktyczne lecz indywidualne wykonanie. To było dziś widać u Bartka Jaszki, który zamiast pobiec w kierunku bramki, to szukał najbliższego partnera. W mojej opinii czuł się niepewnie skoro grał do tyłu piłki. To są te rzeczy, które musimy jeszcze raz odbudować. Więcej od tego młodego człowieka oczekiwaliśmy. To nie jest tak, że wina spada na niego. W żadnym przypadku. Wygrywamy razem i przegrywamy razem.

Polscy dziennikarze nie szukają winy. Staramy się obiektywnie zrelacjonować to co wydarzyło się w meczach w Varaźdinie.
– Uważam, że w kraju wreszcie powinniśmy wszyscy zejść trochę na ziemię. Ciągle żyjemy przeszłością. Medal, który był, został dawno wywalczony. Proszę zwrócić uwagę jak dużo przedstawicieli niemieckich mediów przyjechało do Chorwacji. Liga niemiecka ma inne zaplecze od naszej. Impreza rangi mistrzowskiej jest co roku i my na niej jesteśmy. Istniejemy. Nie jestem na tyle ślepym człowiek, który położył się na łóżku z przeświadczeniem, że wszyscy się mnie boją. Wychodzę na mecz i przegrywam. Trzeba na ten szacunek jeszcze raz zarobić. Trzeba ponownie więcej pokory i bólu. Startujemy z zerowym dorobkiem. Nie takie były sny potędze. Ale prawda jest taka, że one się nie spełniły. Teraz w każdym następnym meczu trzeba poszukać w sobie tyle nerwu, tyle agresji, żeby optymalnie osiągnąć korzyści.

Porażka Rosji z Macedonią nie da się ukryć miała duży wpływ na psychikę polskich zawodników.
– Nie ukrywam tego. W hotelu przed wyjazdem do hali jeszcze oglądaliśmy ten mecz. Był wówczas dla nas pozytywny wynik. Potem Rosjanie jakby „pękli”. Dla Rosji nie wyjście z grupy jest jakąś sensacją. Proszę bardzo Korea wygrała, a Hiszpania odpadła. Jeżeli my przez następne 5-8 lat będziemy w czołówce, to może znowu będzie szansa na medal. Ale gdy nas nie ma przez 20 lat w ważnych imprezach, to nie żądajmy sukcesów. Mamy ciekawy i ograny zespół, ale warunkiem jest zdrowie wszystkich zawodników. Wypadł nam Krzysiu, który w przygotowaniach prezentował się najlepiej. Dziś grał z ryzykiem.