Strona główna | ZPRP | Nie spocznę na laurach

Nie spocznę na laurach

 

– W przyszłym roku będę obchodził 50-lecie pracy trenerskiej i chciałbym to uczcić zdobyciem wraz z Travelandem medalu – mówi w rozmowie z „Gazetą Wyborczą Olsztyn” Edward Strząbała, trener olsztyńskich szczypiornistów, który w przeszłości pracował m.in. w Egipcie, Bahrajnie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Kuwejcie.

Natalia Tarkowska: Który z tych okresów wspomina pan najmilej?

Edward Strząbała: Najmilej pobyt w Bahrajnie, ponieważ to piękna wyspa, mogliśmy tam z żoną odpocząć. Na do datek wygrałem tam wszystko, co miałem wygrać. Najciężej było natomiast w Egipcie. Średnio radziłem sobie z językiem angielskim, a trzeba było w tym języku pisać, rozmawiać i porozumieć się z zawodnikami. Musiałem się wtedy uczyć.

Jak to się stało, że trafił pan do Egiptu?

– Do Polski przyjechał menedżer klubu z Kairu, były reprezentant Egiptu. Rozmowy prowadził w jednym z hoteli w Warszawie. Przez tydzień testował różnych szkoleniowców, ja rozmawiałem z nim jako ostatni. Dogadaliśmy się od razu, podpisałem też kontrakt. Piłkarze z tego klubu byli mistrzami kraju, podobnie jak siatkarze. Z kolei w piłce ręcznej dominowali lokalni rywale. Szefowie klubu chcieli to zmienić. Pomóc miał trener z Polski lub Jugosławii. My Polacy po zdobyciu w 1982 r. brązowego medalu na mistrzostwach świata, mieliśmy już ustaloną markę. Z Kairem wygrałem wszystkie mecze, zwyciężyliśmy też w 1985 r. w Maroku Puchar Afryki. Blisko byliśmy także triumfu w Pucharze Azji, a w Japonii zajęliśmy drugie miejsce. Po tych sukcesach było mi łatwiej tam znaleźć pracę. To kluby szukały mnie, a nie ja ich.

Miał pan w tym czasie propozycje z klubów zachodnich?
– W 1984 r. pracowałem w Kielcach. Graliśmy wtedy w Pucharze Wyzwolenia Łodzi, gdzie pokonaliśmy Anilanę oraz niemiecki Reinickendorfer, wtedy brązowe go medalistę Bundesligi i zdobywcę Pucharu Niemiec. Obecnie w tym klubie grają Bartłomiej Jaszka i Michał Kubisztal. Po tym turnieju menedżer Reinickendorfera złożył mi ofertę. Zgodę na mój wyjazd wydał nawet Główny Komitet Kultury Fizycznej i Sportu, ale jej załatwienie trwało zbyt długo. Niemcy potrzebowali trenera od 1 lipca, a mi zgodę podpisano dopiero 15 lipca. Nie doszło więc do sfinalizowania umowy. Wtedy w ogóle było ciężko o zagraniczne kontrakty. Np. trenerzy z krajów wschodnich, jak Rosja, Polska czy Węgry, nie mieli możliwości pracy na Zachodzie. Takich ofert miałem sporo. Jedna była także z reprezentacji Izraela, ale wolałem zostać wtedy w Kielcach.

Piłka ręczna w Egipcie, Bahrajnie czy Emiratach Arabskich stała wówczas na wysokim poziomie czy raczej na amatorskim?

– Egipcjanie byli czwartą drużyną świata, a wiatach 90. ich młodzieżowa reprezentacja zdobyła mistrzostwo świata. Z seniorami z Kairu, z którymi pracowałem, w naszej ekstraklasie mógłbym powalczyć o miejsca 4.-6. Prócz Egiptu wysoki poziom prezentują również Tunezja i Algieria. Te drużyny liczą się już w świecie. Niższy poziom prezentują takie kraje jak Emiraty Arabskie, Bahrajn czy Katar. To są państwa bogate, ale ludzie są niewysocy. Tam jeśli ktoś ma 1,8 m wzrostu, już jest wielkoludem, a w piłce ręcznej potrzeba zawodników jeszcze wyższych. Inaczej niż u nas traktuje się tam młodszych zawodników. Tam dojrzewa się szybciej, siedemnastolatki to już dojrzali mężczyźni. A rok, dwa lata starsi osiągają w sporcie bardzo dobre wyniki. Wchodzą wtedy do pierwszego zespołu i z powodzeniem tam grają. A jak jest w Olsztynie Jest drużyna seniorów, a do tego drugoligowy Szczypiorniak. To trochę za mało. Jak odejdą starsi – Piotr Frelek, Marek Boneczko czy Adam Wolański – to kto ich zastąpi?

Za osiągnięcia w Kielcach został pan ostatnio odznaczony tytułem trenera 50-lecia, który przyznał Świętokrzyski Związek Piłki Ręcznej. Pan jednak ciągle powtarza, że nie chce spocząć na laurach.

– W przyszłym roku będę na dodatek obchodził 50-lecie pracy trenerskiej i chciałbym to uczcić zdobyciem wraz z Travelandem Społem medalu. W Olsztynie wyzwaniem może też być stworzenie ośrodka piłki ręcznej, tak by powstał też dobry zespół juniorski. Tutaj jest fajna atmosfera, sporo ludzi przychodzi na piłkę ręczną. Dużo dobrego robi też zarząd klubu, z Andrzejem Dowgiałło na czele. W Olsztynie do tej pory dominowała siatkówka Teraz można to zmienić. Jeśli będą wyniki, to i młodzież będzie się garnąć.

Więcej w „Gazecie Wyborczej Olsztyn”