Strona główna | ZPRP | Porażka Polski w Rumunii

Porażka Polski w Rumunii

 

Rumunia wygrała w Buzau z Polską 33:29 (16:13) w meczu kwalifikacji EURO 2010 piłkarzy ręcznych. Było to drugie zwycięstwo Rumunii, która objęła prowadzenie w rozgrywkach grupy 1.

Skład grupy 1 jeszcze przed rozpoczęciem eliminacji wskazywał, że o dwa miejsca premiowane awansem walka powinna się rozstrzygnąć pomiędzy Rumunią, Szwecją i Polską. Absencja (kontuzje, rezygnacja z gry, sprawy rodzinne) kilku czołowych zawodników w kadrze Bogdana Wenty zapowiadała, że o punkty w Buzau nie będzie łatwo.

Końcowy wynik potwierdził te przypuszczenia, choć gdyby nie słabsza postawa w obronie, a w konsekwencji też Sławomira Szmala, Polacy mogli wracać do domu w lepszych humorach. Szczególnie trudny był do upilnowania Valentin Ghionea. Nie było to akurat niespodzianką, gdyż prawoskrzydłowy Picku Szeged w poprzednim meczu, z Turcją, zdobył 13 bramek. Widać to jego ulubiona liczba, gdyż ponownie na swoim koncie zapisał taką samą liczbę trafień. 

Mecz rozpoczął się po myśli Polaków, którzy doskonale rozbijali strefę rywali grających systemem 5-1. Właśnie w takim stosunku Białoczerwoni prowadzili po 5 min. Czas wzięty przez trenera Omera Aichana i poczynione zmiany w taktyce spowodowały, że gospodarze zaczęli odrabiać straty. Początkowo wychodziło im to z dużym trudem, a do stanu 8:4 stroną dyktującą warunki gry byli goście.

Po niewykorzystanym rzucie karnym przez Damiana Kostrzewę Rumuni zdobyli pięć goli z rzędu. W ich bramce coraz lepiej zaczął się spisywać Ion Stanescu (15 obronionych rzutów), który przypomniał się zwłaszcza zawodnikom Vive Kielce (HCM Constanta wyeliminowała niedawno kielecki klub z Pucharu Zdobywców Pucharów).

Rumuni w tym okresie szczególnie imponowali błyskawicznym wznowieniem gry po utracie bramki. Polacy nie nadążali z powrotem do obrony i w efekcie przewaga gospodarzy do przerwy wynikała właśnie z wykorzystywania tego elementy gry, w czym niezawodny był wspomniany Ghionea. Pilnujący go Mateusz Jachlewski zupełnie nie miał pomysłu jak zastopować rywala.

Pierwsze minuty drugiej połowy nie zmieniły obrazy gry. Rumuni długo prowadzili 3-4 bramkami. Trener Wenta za ustawiczne pretensje wygłaszane pod adresem delegata EHF i sędziów upomniany został żółtą kartką. Szkoda, że jego podopieczni zbyt rzadko dogrywali piłkę do doświadczonego Bartka Jureckiego. Pierwsze jego trafienia w tym meczu odnotowano dopiero w 42 min. Nasz obrotowy nie bał się brać ciężaru na siebie. Popisywał się nawet udanymi rzutami z drugiej linii.

Po dwóch kolejnych minutach i wykorzystanym rzucie karnym przez Patryka Kuchczyńskiego Polska przegrywała tylko 20:21. Marcin Wichary na pewien czas zastąpił w bramce Sławka Szmala, ale nie miało to większego przełożenia na wydarzenia na boisku.

W finałowych minutach delegat EHF nałożył na polski zespół karę 2 minut za źle przeprowadzoną zmianę. Trudno to jednoznacznie stwierdzić, ale raczej była to błędna decyzja. Białoczerwoni, po zagraniu Pawła Piwki, zdołali jeszcze doprowadzić do stanu (29:30). Goście grając w tym okresie, w podwójnym osłabieniu nie byli jednak w stanie wywieźć z gorącego rumuńskiego terenu choćby punktu. A Rumuni mecz zakończyli efektownym zagraniem, przerzucając piłkę z lewego na prawe skrzydło do Sandu Iacoba, który ustalił końcowy rezultat.

W tym roku Polskę czeka jeszcze jedno spotkanie w grupie 1 – 27 listopada na wyjeździe ze Szwecją. Rumunia w anagolicznym okresie zagra dwukrotnie – 26 listopada w Czarnogórze i 30 listopada u siebie ze Szwecją.

Rumunia w przypadku awansu zakończy 14 lat nieobecności w mistrzostwach kontynentalnych. W 1996 r. zajęła w ME 9. miejsce.

RumuniaPolska 33:29 (16:13)

POLSKA: Szmal, Wichary- Jaszka 1, Kuchczyński 3/1, Jachlewski 3, Siódmiak, Żółtak 2, Wleklak, Jurecki  4, Kuptel 2, Jurkiewicz 7, Rumniak 2, Piwko 2, Kostrzewa 3/1.
Rumunia: Stănescu, Barza – Ghionea 13, Pârâianu 5, Iacob 4, Şania 3, Cozma 2, Timofte 2, Petrea 2, Buricea 1, Georgescu 1.
Sędziowali: Thierry Dentz, Denis Reibel (obaj Francja). Widzów: 1800.