Strona główna | Europejskie Puchary | Tak się nie gra w Europie

Tak się nie gra w Europie

 

-W obronie zagraliśmy bardzo dobrze, w ataku bardzo źle. Czeka nas dużo pracy, ale jestem spokojny. Nie będzie żadnych nerwowych ruchów – mówi Bertus Servaas, prezes kieleckiego Vive. Po pucharowym niepowodzeniu w Rumunii kielczanom zostaje walka o coś więcej na krajowym podwórku – pisze "Gazeta Wyborcza Kielce".

Jesteśmy za słabi na Europę – przyznał po przegranym 15:22 rewanżu w Constancie i odpadnięciu z PZP Daniel Żółtak, kołowy Vive. Trudno się nie zgodzić z taką samokrytyką zawodnika. Z takim pomysłem (a właściwie jego brakiem) na atak kielczanie nie mają czego szukać na Starym Kontynencie jeszcze długo… Bo samą dobrą (coraz lepszą) obroną, popartą niezłym bramkarzem, można iść tylko krok dalej i umknąć np. ubiegłorocznej powtórki z Chambery (22:42). A konstanta w przeciwieństwie do Francuzów to przecież w tej chwili europejski średniak.

Dlaczego Vive rzuciło 15 bramek w 60 minut w Rumunii, czyli zdobywało gola średnio tylko co cztery minuty! Zawiedli chwaleni nawet przez drugiego trenera rywali w Kielcach wszyscy rozgrywający. Grało ich pięciu, ale żaden dobrze. Wszyscy mają atut – potrafią rzucić z drugiej linii (nie w pełni wykorzystany w Rumunii), ale nie potrafią współpracować z kołem oraz skrzydłowymi. Do tych ostatnich też można mieć zastrzeżenia, bo za mało próbują indywidualnych akcji.

Tylko obrona Vive zagrała w Rumunii na europejskim poziomie

Vive ma trzech byłych lub aktualnych reprezentantów Polski na kole, ale udane zagrania do obrotowych można policzyć na palcach jednej ręki. Dlaczego – Nie umiemy grać na kontakcie, gramy w ataku zbyt pasywnie. Gdy do rzucającego rozgrywającego podchodzi dwóch obrońców, ten nie potrafi zauważyć wolnego kolegi. Musimy się tego nauczyć, być bardziej agresywni, bo Michał [Stankiewicz] i Daniel [Żółtak] potrafią świetnie się ustawić. Z Rumunami to było widoczne gołym okiem. Z początku grali 6-0 i było nieźle, ale jak przestawili obronę na 5-1, kompletnie się pogubiliśmy. Nie po razpierwszy w historii nie umiemy z taką obroną grać… Powiem dosadnie: zabrakło nam jaj! – podkreśla Bartosz Konitz, rozgrywający Vive. I przypomina, że z tego samego powodu kielczanie polegli w lidze w Płocku. – Wisła doskonale wie, że rzadko w ataku pozycyjnym gramy ze skrzydłami, i zawsze zagęszcza środek obrony. W efekcie mamy u nich takie problemy. Jeśli myślimy o mistrzostwie, musimy ich zaskoczyć. Samą obroną i rzutami z drugiej linii tytułu nie zdobędziemy – dodaje.