Strona główna | Europejskie Puchary | Muszą liczyć na szczęście

Muszą liczyć na szczęście

 

Croatia Zagrzeb jest zdecydowanym faworytem naszej grupy. Rhein-Neckar Lówen i Pick Szeged będą walczyć o drugie miejsce. Mamy świetny zespół i szansę na awans do drugiej rundy – tak obrotowy węgierskiego zespołu Mario Bjelis odpowiedział na pytanie, co sądzi o grupowych rywalach w Lidze Mistrzów. Wymienił Chorwatów, Niemców i swój zespół, ale na temat mistrza Polski nawet się nie zająknął – pisze „Przegląd Sportowy”.

Wiślacy są słabeuszem grupy H. To przykre, ale prawdziwe: zespół, który od dziewiętnastu (!) lat nie schodzi z podium mistrzostw Polski, nie ma żadnych szans w rywalizacji z mistrzem Chorwacji, wicemistrzem Węgier i czwartą drużyną Bundesligi. Oczywiście w walce o awans do drugiej rundy, bo szczęśliwe zwycięstwo w jednym z sześciu meczów zawsze jest możliwe. Na szczęście płocczanie liczą też w niedzielę. W Łącku (hala w Płocku nie nadaje się do europejskich rozgrywek) zmierzą się z Pickiem Szeged.

Z Węgrami postaramy się podjąć walkę, bo to mecz, w którym teoretycznie mamy największe szanse na zdobycie punktów. Pick to jednak bardzo silny zespół, ze świetnym bramkarzem, dobrą obroną i niebezpiecznym rzutem z drugiej linii – mówi trener Wisły Bogdan Kowalczyk. Stuprocentowemu zaangażowaniu płocczan w Champions League sprzyja system rozgrywek ekstraklasy. Awans do play-off będzie pewny, więc teraz można się skoncentrować na Lidze Mistrzów. Wygląda jednak na to, że Wiśle nie pomoże nawet największa mobilizacja. Dlaczego? Bo wzmocnienia płocczan mają się nijak do wzmocnień ich przeciwników.

Croatia ściągnęła latem z hiszpańskiego Portland San Antonio (podobno za 800 tys. euro) najlepszego szczypiornistę świata Ivano Balicia, z Celje Laszko przyszedł doskonały bramkarz Gorazd Skof, a z hiszpańskiego Ademaru Leon chorwacki mistrz świata Tonci Valcić. Z podstawowej siódemki reprezentacji Chorwacji w Zagrzebiu gra czterech zawodników. Niemieckie Lwy do supermocnego składu (m.in. polski kwartet: Tkaczyk, Bielecki, Szmal, jurasik) dokupiły jeszcze światowej klasy skrzydłowych Gudjona Sigurdssona (były król strzelców Bundesligi) i Jana Filipa. Nawet najsłabszy z tego tercetu Pick Szeged stać na ściągnięcie graczy z Barcelony, Ademaru i ligi niemieckiej (Nenadić, Laluska, Katzirzl).

Zagrzeb i Lwy to zespoły poza zasięgiem Wisły. Silniejsze od wielu narodowych reprezentacji – twierdzi Kowalczyk. A Wisła? Trójka nowych szczypiornistów wzmocniła zespół najwyżej na potrzeby ligi, bo na pewno bramkarz Morten Seier oraz rozgrywający Michał Matysik i Andriej Frołow to na Europę za mało. Zresztą Duńczyk i Rosjanin są chorzy i trudno powiedzieć, czy wyleczą się do niedzieli. Kontuzjowanych jest zresztą więcej.

Liczę, że na Szeged wykurują się chociaż Wuszter, Nat i Seier – wzdycha Kowalczyk, którego zespołowi bardzo dużo brakuje do dobrej formy. Ośmiobramkowa porażka z AZS Gdańsk jest tego przykładem. – Wystąpiliśmy bez siedmiu podstawowych zawodników. Poza tym słabo graliśmy w obronie. Zawodnicy byli już myślami przy niedzielnym meczu Ligi Mistrzów z Szegedem – tłumaczy trener Wisły. Mecz z Węgrami transmitować będzie Eurosport 2 (początek o godz. 19).