Strona główna | PGNiG Puchar Polski Mężczyzn | Mobilizują się na Wentę

Mobilizują się na Wentę

 

W Polsce kibice przychodzą na mecze, ale małe hale nie mogą ich wszystkich pomieścić. Problemem pozostaje fakt, jak z piłki ręcznej uczynić produkt marketingowy. I tutaj jest pole do działania dla klubów, działaczy, trenerów, zawodników, a także dziennikarzy – mówi Bogdan Wenta, trener Vive Kielce w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim”.

Polska ekstraklasa w tym sezonie będzie bardzo interesująca, co chyba potwierdzają zaskakujące wyniki.

– Wszystko na to wskazuje. Płock męczy się u siebie z Olsztynem, gdański AZS wygrywa w Lubinie z Zagłębiem. Jeszcze wiosną drużyna mojego kolegi, Daniela Waszkiewicza broniła się przed spadkiem. Nam też w tej lidze wcale nie będzie łatwo. Wystarczy wziąć za przykład wyprawę do Puław. W pierwszej połowie gospodarze nie umilali nam życia. Ciężarem dla Vive jest w tej chwili… osoba trenera. Nacisk medialny jest duży, wszystkie zespoły niesamowicie się na nas mobilizują. Przecież grają z samym Wentą. To działa. Taki stan jest ogromnym ciężarem dla mojej drużyny. I z tym musimy się uporać.

Przynajmniej dwóch zawodników Azotów ma w tej chwili przychylne spojrzenie trenera Wenty…
– Nie ma co ukrywać, że od dłuższego czasu interesujemy się dwoma młodzieżowcami: bramkarzem Piotrem Wyszomirskim i rozgrywającym Michałem Szybą. Ten ostatni ma ten atut, że jest leworęczny. A takich zawodników w naszym kraju jest jak na lekarstwo. Obaj już coś potrafią, a rozgrywający szczególnie.

Można już teraz powiedzieć, że od nowego sezonu Wyszomirski i Szyba powędrują do Kielc?
– Tego nie wiem, o to trzeba zapytać prezesów obu klubów. Ale ci zawodnicy są potwierdzeniem, że w Puławach grają dobrzy piłkarze. Działacze i trenerzy wykonują tu dobrą robotę. Mam bardzo pozytywne odczucia z meczu z moją drużyną.

Ma pan za sobą doświadczenia z zachodniej ligi. Wielka jest przepaść pomiędzy ligą polską a niemiecką?

– Na pewno na płaszczyźnie finansowej. W Niemczech kupuje się najdroższych zawodników. Poza tym, jest różnica w liczbie kibiców na meczach. W Puławach przyszło 600 ludzi, bo tyle mogło. W Kielcach frekwencja zwyżkuje – ostatnio było dwa i pół tysiąca w trzytysięcznej hali. W Hamburgu natomiast na 15 tys. przychodzi tylko 8. A więc tam hala jest pusta i tu jest problem. W Polsce kibice przychodzą na mecze, ale małe hale nie mogą ich wszystkich pomieścić. Nie widziałbym też przepaści w umiejętnościach poszczególnych graczy. Problemem pozostaje fakt, jak z piłki ręcznej uczynić produkt marketingowy. I tutaj jest pole do działania dla klubów, działaczy, trenerów, zawodników, a także dziennikarzy.