Agresywny mistrz

 

Piłkarze ręczni Wisły pokonali Vive 26:23, jednak kielczanie zagrali w Płocku niezły mecz. Styl gry kieleckiego zespołu daje nadzieję na dobry sezon – pisze "Echo Dnia".

Los sprawił, że zespoły, które w tym sezonie będą pretendowały do mistrzowskiego tytułu, spotkały się już w drugiej kolejce spotkań. Nie byli z tego zadowoleni obaj trenerzy, którzy woleliby się spotkać w dalszej fazie sezonu. Bogdan Wenta pracuje z Vive od niedawna, Bogdan Kowalczyk dłużej, ale w pierwszej kolejce jego zespołowi przytrafił się remis w Gorzowie Wielkopolskim z beniaminkiem, AZS AWF, co mogłoby świadczyć o tym, że Wiśle do optymalnej formy jest jeszcze daleko. – Ktoś mi mówił, że moi zawodnicy w Gorzowie myśleli o spotkaniu z Vive. Dzisiaj muszę się zgodzić z taką opinią – mówił były szkoleniowiec kadry, który chwalił Vive. Widać, że to perspekty wiczny zespół z kilkoma bardzo ciekawymi, młodymi zawodnikami – mówił.

JEDNO PROWADZENIE VIVE

Vive prowadziło w tym spotkaniu tylko raz, gdy po kontrze w 43 minucie gola zdobył Mateusz Jachlewski i było 20:19. W tym momencie to była piąta bramka gości zdobyta z rzędu, a było to dużą zasługą świetnie grającej defensywy kielczan i dobrych interwencji Kazimierza Kotlińskiego. Kielczanie nie potrafili w tym momencie powiększyć prowadzenia ani go utrzymać, pełniając błędy w ataku i przegrywając pojedynki z bramkarzem gospodarzy Marcinem Wicharym. W 51 minucie po trafieniu Witalija Nata "nafciarze" prowadzili 24:22, a w końcówce spotkania gole, z powodu błędów z obu stron, były już rzadkością. Ale dwa z rzędu zdobyła Wisła i z prowadzeniem rywala 26:22 w 55 minucie już niewiele dało się zrobić.

NERWOWY POCZĄTEK

Zespół z Kielc źle rozpoczął mecz, grając zbyt pasywnie, zbyt w poprzek boiska. W dużym stopniu wymusiła to niezwykle agresywna obrona płocczan. Każde podanie, zwód, atak, rzut Vive było klinczowane, blokowane, koszulki trzeszczały w szwach. Tej zaciętości w defensywie nieco brakowało naszym zawodnikom, Wisła zdobywała bramki łatwiej i w 13 minucie prowa dziła 6:2. Czas wzięty przez Wentę poprawił sytuację, Vive zaczęło grać szerzej, gole zaczęli zdobywać skrzydłowi – Jachlewski i Paweł Piwko, a przewaga zespołu z Płocka zaczęła topnieć. Wyrównał w 29 minucie z karnego Tomasz Rosiński (13:13) i choć gospodarze zdobyli jeszcze gola, to o drugiej połowie można było myśleć z pewnym optymizmem.

ZABRAKŁO CWANIACTWA

Ale nasi zawodnicy znów nieco przespali początek drugiej połowy i Wisła ponownie odskoczyła na cztery bramki (19:15 w 36 minucie). Potem nastąpił wspomniany zryw gości, któremu zabrakło ostatniej fazy, która mogła przynieść nawet zwycięstwo. – Zabrakło nam przede wszystkim cwaniactwa. Wisła ma dużo więcej doświadczenia i wykorzystała to w końcówce spotkania – mówił po meczu Paweł Piwko, dla którego był to pierwszy udział w świętej wojnie" kielecko-płockiej. – Można być zadowolonym z gry zespołu, chociaż były oczywiście błędy. Najważniejsze, że zespół pokazał charakter i walczył – mówił prezes Vive, Bertus Servaas.

Bogdan Wenta, trener Vive:
Mecz był interesujący, było sporo walki, jestem zadowolony z postawy mojego zespołu, choć oczywiście nie z wyniku. Początek meczu był w naszym wykonaniu zbyt nerwowy i chaotyczny. Zabrakło nam konsekwencji w drugiej połowie, w momencie gdy wyszliśmy na prowadzenie jedną bramką. Poza tym było OK.
Bogdan Kowalczyk, trener Wisły:
Zgadzam się z Bogdanem, że to była dobra promocja piłki ręcznej. Forma mojego zespołu była dzisiaj dla mnie zaskoczeniem, bo kilka dni temu w złym stylu zremisował on w Gorzowie.

Wisła Płock – Vive Kielce 26:23 (14:13)