Tak, to będzie wojna

 

W piątek o godzinie 19 w Płocku klasyk w ekstraklasie piłki ręcznej. Kibice już ostrzą sobie apetyty na mecz (transmisja w Polsacie Sport), traktowany od lat jak święta wojna. To spotkanie jest też szczególne dla Bogdana Wenty, nowego trenera Vive, który prowadzi także polską reprezentację.
Sławomir Stachura/Echo Dnia: -Jaki to będzie mecz?

Bogdan Wenta: Zewsząd słyszę, że to taka wojna w polskiej ekstraklasie. Tak, to będzie wojna. Psychologiczna. Bo oba zespoły od lat zaliczane są do krajowej czołówki, oba mają wielkie aspiracje.

20 lat spędził pan poza granicami kraju, ale mecze kielecko-płockie pewnie pana interesowały.
– O tak, to są pojedynki, którymi trzeba się interesować. Czy będąc w Bundeslidze, czy w ekstraklasie Hiszpanii zawsze dobrze wiedziałem ze zbliża się taki mecz, a potem koledzy z Polski relacjonowali mi jak to się wszystko odbyło. Takich meczów jak Vive z Wisłą w polskiej ekstraklasie jest zdecydowanie za mało.

To znaczy?

– O takim ciężarze gatunkowym. Spotkań, przy których jest tyle emocji. I powiem panu, że są to pozytywne emocje. Bo polskiej lidze najbardziej potrzeba właśnie meczów, które wyzwalają wielkie emocje. I wśród kibiców, i w mediach, i wśród zawodników. W takich meczach jest dużo walki, która daje korzyści. Bo w piłce ręcznej zasada jest prosta. Walczysz – możesz przegrać, nie walczysz na pewno prze grasz. Musimy się tej walki uczyć od najlepszych klubów w Europie, a nie da się ich nauczyć, jeśli wiele spotkań w naszej lidze jest po prostu nijakich.

To dobrze, że taki szlagier jest już na początku sezonu, w drugiej kolejce?

– Niedobrze. Ja bym sobie życzył, by mecz z Wisłą odbył się gdzieś w październiku czy listopadzie. I w zachodnich ligach tak jest, że te silniejsze statystycznie zespoły mierzą się ze sobą później. Ale nie narzekam. Nie mam przecież na to wpływu, bo tak wyszło z losowania terminarza i tak chciał los.

Co będzie decydowało o sukcesie w Płocku? Taktyka, dyspozycja dnia, umiejętności poszczególnych zawodników?

– Głowa. Bardzo wiele zależy od tego jak zachowają się za wodnicy i ile każdy z nich da drużynie. Oba zespoły dobrze się znają, są w nich reprezentanci, którzy przecież trenowali długo razem i świetnie wiedzą, na co kogo stać.

A jaki to będzie mecz dla trenera Bogdana Wenty?

– Bardzo ważny, głównie z psychologicznego punktu widzenia. Ale on jest ważny dla wszystkich. I dla nowego trenera Wisły Bogdana Kowalczyka, i dla nowych zawodników obu drużyn i dla kadrowiczów, którzy w tych zespołach grają. To jest mecz, w którym podtekstów jest mnóstwo. Powiedziałbym nawet, że nie ma aż tak wielkiego pod względem sportowym – znaczenie kto wygra, bo przecież jesteśmy dopiero na początku drogi. I tak jest później play-off, w którym trzeba zaczynać wszystko od początku. Ja będę patrzył na ten mecz inaczej. Interesuje mnie to jak będą zachowywać się moi zawodnicy, jak realizować to, czego już się nauczyliśmy przez ten krótki okres, jak będą wyglądać w walce.

Nie jest pan chyba zwolennikiem systemu play-off?

– Nie jestem. Pomijając już fakt, ze trzeba budować szczyt formy na kilka okresów, gdzieś na początku marca i potem jeszcze późnią na finały, to chodzi też o to, że tak na dobrą sprawę, w samej końcówce playoff zostają na placu boju tylko dwa zespoły. Dla innych sezon kończy się dużo wcześniej, albo grają bez większej stawki. To też odbija się na kondycji finansowej klubów, bo przecież, jeśli drużyny kończą wcześniej, grają mniej meczów, to odcinają się od źródła finansowania, jakim są wpływy z biletów. Jest jeszcze jeden aspekt czysto sportowy. W zespołach, które wcześniej odpadają z playoff są też reprezentanci kraju, którzy z oczywistych względów tracą formę, bo nie grają. Dlatego na przykład w Hiszpanii zrezygnowano z playoff bo system się nie sprawdził. Ale nie chcę, by ktoś odebrał to jako narzekanie. Gramy tak jak w terminarzu jest ustalone, a teraz liczy się tylko jedno piątkowy mecz w Płocku.