Strona główna | PGNiG Puchar Polski Mężczyzn | O każdy centymetr parkietu

O każdy centymetr parkietu

 

-Zawsze uwielbiałem spotkania z mocniejszymi przeciwnikami.Jak Wisła. Nie przywiązuję wagi do jej remisu w Gorzowie. Może byli zmęczeni, bo wcześniej ćwiczyli tak ostro na nas – śmieje się Paweł Piwko, nowy w Vive i w odwiecznej rywalizacji kielecko-płockiej – Mogę zapewnić kieleckich kibiców, że będziemy walczyć do upadłego, o każdy centymetr parkietu.

Dla Vive próbą, którą ciężko jednak nazwać generalną przed szlagierowym meczem na wyjeździe z mistrzem Polski Wisłą Płock (piątek, godz. 19, transmisja w Polsacie Sport), były dwa mecze pierwszej rundy Pucharu Zdobywców Pucharu z zespołem z Kosowa Besa Familia. Podopieczni Bogdana Wenty dwukrotnie rozgromili rywali 47:21 i 41:15.  Najskuteczniejszym zawodnikiem dwumeczu był prawoskrzydłowy Paweł Piwko, który zdobył 12 bramek.

Paweł Matys/Gazeta Wyborcza Kielce: Sparingi z Kosowem okazały się mocniejszą rozgrzewką.
Paweł Piwko: – Wiedzieliśmy, że musimy dwa razy wygrać, bo mecze mimo wszystko miały stawkę – awans do kolejnej rundy europejskich pucharów. Przed pierwszym pojedynkiem byliśmy bardzo skoncentrowani, bo nic nie wiedzieliśmy o rywalu. Nie lekceważyliśmy też Kosowian z prostego powodu – lepiej uczyć się zagrywek na słabszych. A właśnie ich realizowanie było dla nas najważniejsze.

Dużo ich już ćwiczyliście pod kątem mistrza Polski Wisły Płock.
– Jeszcze nie, na Wiśle skupimy się w tygodniu. Doskonaliliśmy pięć podstawowych zagrywek, byśmy mieli je dobrze opanowane. Na razie z braku czasu nie ma tych stałych za dużo. Sporo było z Kosowem zagrań dwójkowych, gdzie liczyła się inwencja twórcza zawodnika. Takie zagrania też dużo dają w ataku.

Jak dużo w czasie tych dwóch tygodni przekazał Wam Bogdan Wenta? Podobno obrony uczy od podstaw?
– Może nie od podstaw (śmiech), ale uwag ma sporo. Przestawia system obrony z polskiego na zachodni, niemiecki. Sporo jest rozmów indywidualnych, by zawodnik inaczej się ustawiał i zachowywał, zwracał większą uwagę na rękę rzucającego. Z atakiem chyba jest lepiej, bo kilka zagrywek z naszych meczów trener pochwalił. Ale i tak jeszcze daleka droga do dobrej gry w tej formacji.

A już w piątek klasyk ligi i pierwszy poważny sprawdzian nowego Vive.
– To prawda, nawet bardzo poważny. Dotychczas o świętej wojnie czytałem tylko w prasie lub oglądałem ją w telewizji. Nigdy nie brałem w niej udziału i cieszę się, że zadebiutuję w takim meczu. Choć na razie o nim za bardzo nie myślę, bo na głowię mam przeprowadzkę (śmiech).

Okazuje się jednak, że na początku sezonu mistrz wcale nie taki mocny – tylko zremisował na wyjeździe 24:24 z beniaminkiem AZS-em AWF-em Gorzów.
– Nie przywiązuję wagi do tego wyniku. Może byli zmęczeni, bo wcześniej ćwiczyli tak ostro na nas (śmiech).

Jak Pan wspomina mecze z nimi jeszcze w barwach Chrobrego?
– Zawsze uwielbiałem spotkania z mocniejszymi przeciwnikami, jak Wisła. I nawet nieźle się w nich prezentowałem, zwłaszcza w pamiętnym dla nas sezonie 2005/2006, gdy przegraliśmy z Płockiem mistrzostwo Polski [w czterech meczach, w których Piwko zdobył 15 bramek – przyp. red.].

Szykuje się Pan na ostrą walkę na swoim skrzydle z reprezentantem Ukrainy Witalijem Natem?
– Nat to bardzo dobry zawodnik, oby więcej takich obcokrajowców w naszym kraju. Ale indywidualne pojedynki moje lub Patryka Kuchczyńskiego z nim mnie nie interesują. Najważniejszy jest końcowy sukces.

Co może być kluczem do wygranej w Płocku? Nie danie się rozegrać w bramce Marcinowi Wicharemu, zatrzymanie kontr Nata czy może jeszcze coś innego?
– Najważniejsza będzie konsekwencja, konsekwencja i jeszcze raz konsekwencja w grze. Ważna też będzie gra w obronie. Jeśli to dobrze nam wyjdzie, to myślę, że może to być ciekawy pojedynek nawet do ostatnich sekund. Płocczanie są o wiele bardziej zgrani od nas – to jest ich atut, ale każdy dzień działa na naszą korzyść. Zresztą w takich meczach często decyduje po prostu dyspozycja dnia. Wtedy wszystko może się zdarzyć.

Kto więc wygra w Płocku?
– Nie bawię się w typowanie (śmiech). Mogę zapewnić kieleckich kibiców, że będziemy walczyć do upadłego, o każdy centymetr parkietu. Nie spodziewam się w Płocku ładnego handballu – to będzie raczej bitwa. I pewnie niski wynik.