Strona główna | PGNiG Puchar Polski Mężczyzn | Czas pracuje na naszą korzyść

Czas pracuje na naszą korzyść

 

Chłopcy chcą się zrehabilitować za porażkę z Kwidzyna. Porażkę, która będę się przy tym upierał przytrafiła się nam po niezłym meczu – mówi w wywiadzie dla „Gazety Olsztyńskiej” Edward Strząbała, trener piłkarzy ręcznych Travelandu Społem Olsztyn.

Na pewno przeanalizował Pan już porażkę z MMTS Kwidzyn (25:31). Dlaczego przegraliście na inaugurację sezonu?

– Między innymi dlatego, że trochę zabrakło nam skuteczności rzutowej w ataku pozycyjnym. Na 40 oddanych rzutów zdobyliśmy tylko 18 bramek, a to nie za dużo. Ale już w obronie nie było tak źle, bo do 52. minuty przegrywaliśmy tylko jedną bramką. Poza tym nieco zawiodła nasza prawa strona, czyli ta, gdzie będzie grał Daniel Urbanowicz. W tym meczu młody Tomek Garbacewicz musiał sobie sam radzić na prawym rozegraniu. Na pewno musimy też popracować nad grą agresywną, z wysokim wychodzeniem do rywali, no i poprawić współpracę obrony i ataku. W tym sezonie mamy w wyjściowym składzie aż czterech nowych zawodników, a w grach zespołowych wiadomo najważniejsze jest zgranie. Każdy następny tydzień wspólnych treningów i gier będzie działał na korzyść tych chłopaków.

Podobno wynik z Kwidzyna nie do końca oddaje to, co działo się na boisku?

– Bo tak było. Ta nasza gra wcale nie była taka zła, jak można by sądzić po suchym wyniku. Inna sprawa, że chłopcy nie zagrali tego, co ćwiczą na treningach. Było może 30-40 proc, a trzeba było zagrać na 70-80 proc. możliwości. Myślę, że to kwestia tygodnia, dwóch, jak ci chłopcy zaczną się lepiej rozumieć. W piłce ręcznej żeby się rozumieć na boisku, trzeba pograć ze dwa, trzy lata w jednym składzie. Dokonując ewentualnie kosmetycznych zmian. A u nas tych zmian zaszło ostatnio o wiele więcej. Ale nie ukrywam, że przydałaby się jeszcze jedna po to, żeby Piotrek Frelek miał jakiegoś zmiennika na prawym skrzydle. Rozmawiamy z Michałem Bartczakiem z kadry młodzieżowej, który nie zmieścił się w ligowej szesnastce Vive Kielce. No i byłoby świetnie, gdyby te rozmowy zakończyły się powodzeniem.

Wracając do Daniela Urbanowicza, dlaczego nie było go w Kwidzynie?

– Bo Kwidzyn oddał nam go praktycznie za darmo, w zamian zawierając z nami dżentelmeńską umowę, że w tym pierwszym meczu nie wystawimy Daniela do gry. W rewanżu z Kwidzynem już będzie mógł zagrać.

W najbliższym meczu, z AZS AWFiS Gdańsk, również?

– Tak i bardzo się z tego cieszę, bo wiele sobie obiecuję po grze Daniela. To jest były reprezentant Polski, leworęczny zawodnik, znakomicie ułożony technicznie i dysponujący piekielnie mocnym strzałem. Jeden z lepszych graczy ligi, który w Kwidzynie na pewno dałby nam te cztery, pięć bramek więcej. A jeśli jeszcze odjęlibyśmy od wyniku parę mocno kontrowersyjnych decyzji sędziowskich, to wychodzi na to, że u siebie na pewno byśmy tego nie przegrali.

Teraz sęk w tym, żeby wygrać kolejny mecz, w Gdańsku.

– Gdańsk zrobi wszystko, żeby odkuć się za porażkę z Legnicy. Porażkę, która mnie ucieszyła, bo przecież jeszcze niedawno pracowałem w Miedzi. AZS AWFiS ma bardzo ciekawy zespół i u siebie będzie szalenie groźny. No, ale moi chłopcy też chcą się zrehabilitować za przegraną z pierwszej kolejki. Przegraną, która będę się przy tym upierał przytrafiła się nam po niezłym meczu. Najważniejsze, że chłopaki nie pękli i grali tam do końca, choć po wyniku tego nie widać. Proszę być pewnym, że zrobimy wszystko, żeby przywieźć z Gdańska punkty.