Strona główna | ZPRP | Nie boję się wyzwań

Nie boję się wyzwań

 

Nie mam żadnych kompleksów, a wręcz przeciwnie – uważam, że polska myśl szkoleniowa nie ma się czego wstydzić – mówi Krzysztof Przybylski, trener Zgody Ruda Śląska, jeden z dwóch kandydatów na selekcjonera żeńskiej kadry.
Dago Leukefeld i Krzysztof Przybylski pokonali sześciu innych kandydatów na stanowisko szkoleniowca reprezentacji Polski kobiet. W dogrywce dojdzie więc do polsko-niemieckiego pojedynku, w którym podobno zdecydowanie więcej szans daje się trenerowi zza naszej zachodniej granicy.

– Też słyszałem i czytałem na portalach internetowych, że zwycięży niemiecka opcja
– mówi Krzysztof Przybylski, obecnie trener piłkarek ręcznych Zgody Ruda Śląska.

– Jest wola wyboru Niemca, to trudno. Ja do tej całej sytuacji podchodzę bardzo spokojnie i cieszę się, że udało mi się zakwalifikować do drugiego etapu, że z ośmiu trenerów właśnie ja znalazłem się w finałowej dwójce.

W czym jest lepsza niemiecka myśl szkoleniowa od polskiej?

– W czym? Nie znam człowieka, więc trudno mi się na ten temat wypowiadać. Wiem tylko, że prowadził żeńską reprezentację Niemiec, reprezentacje juniorskie tego kraju, że wprowadził jakiś niemiecki zespół do Bundesligi. Nie mam jednak żadnych kompleksów, a wręcz przeciwnie – uważam, że polska myśl szkoleniowa nie ma się czego wstydzić. Jest ona doceniana na świecie, a nasi trenerzy pracują za granicą. Także w Niemczech.

Nie jest pan za młody na objęcie reprezentacji Polski ?
– Wiek nie powinien mieć z tym wiele wspólnego. Miałem 35 lat, gdy zająłem czwarte miejsce z Olimpią Piekary Śląskie w ekstraklasie. Teraz mam 37 lat i jestem bogatszy o nowe doświadczenia. Poza tym nie boję się wyzwań. Jako zawodnik nie miałem przyjemności wystąpić w koszulce z orzełkiem na piersiach. Potem jako trener młodzieżówki doznałem wielu wzruszeń słysząc jak grają Mazurka Dąbrowskiego. To było niezapomniane przeżycie.

Pytając o wiek miałem także na myśli polskie piekiełko. Jak poradzi pan sobie z prezesami polskich klubów, którzy nie chcą zwalniać zawodniczek na zgrupowania reprezentacji Polski?

 – Napisałem to także w swojej ofercie. Muszą być stworzone odpowiednie przepisy, by interes klubów nie był ważniejszy od interesów reprezentacji. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcemy mieć podwórkowy zespół, czy reprezentację liczącą się w świecie.

W kalendarzu znajdą się terminy dla reprezentacji?
– Muszą. Zgłosiłem projekt, by sezon zaczynał się wcześniej i kończył wcześniej. Wtedy będzie więcej czasu dla reprezentacji, na przygotowania do majowo-czerwcowych eliminacji mistrzostw świata czy Europy. Nie wiem, czy nie warto zastanowić się jednak nad 14-zespołową ekstraklasą, grającą systemem każdy z każdym. Nad podniesieniem rangi Pucharu Polski i rozgrywaniem go od najniższej klasy.

Mamy potencjał, by rywalizować z najlepszymi siódemkami Europy?
– Potencjał mamy bardzo duży, niestety stała się rzecz fatalna – musimy zaczynać start do najważniejszych imprez od preeliminacji. A potem będziemy losowani w play offach z najniższego koszyka. Trzeba by już pomyśleć o powołaniu kadry 2012, w perspektywie Londynu. Oczywiście bieżące imprezy powinny wspierać 2-3 doświadczone zawodniczki.

Uważa pan, że trener reprezentacji może godzić pracę w klubie z pracą w kadrze?
– Gdyby chodziło o łączenie funkcji pierwszego trenera ze szkoleniem młodzieżówki, to jest to raczej niemożliwe. To koliduje nawet w terminach imprez. Prędzej do pogodzenia jest praca w klubie i reprezentacji. To moim zdaniem nie jest złe rozwiązanie, bo trener klubowy ma najlepszy przegląd stanu posiadania klubowego handballa

Zbigniew Cieńciała/Sport