Strona główna | ZPRP | Rozpoczynamy nową przygodę

Rozpoczynamy nową przygodę

 

W poniedziałkowe popołudnie wraz z drugą turą polskich olimpijczyków do kraju wróciła reprezentacja Polski piłkarzy ręcznych. Wydaje się, że nasi zawodnicy odreagowali już przegrany ćwierćfinał z Islandią. Z optymizmem patrzą w najbliższą przyszłość, choć niektórzy chcą na pewien czas wziąć rozbrat z zespołem narodowym. Do zawodników, którzy nie rezygnują z gry w reprezentacji należy Bartosz Jurecki.

Czy już ochłonąłeś po igrzyskach? Czytałem wywiad z Tobą po meczu z Islandią. Przebijał z niego bardzo pesymistyczny ton.

 – Tak się wtedy czuliśmy. Teraz na chłodno można powiedzieć, że przegraliśmy tylko dwa mecze, a zajęliśmy dopiero piąte miejsce. Myślę, że mecz z Islandią nam nie wyszedł. To był najbardziej niepożądany moment, w którym to się wydarzyło. Jest wielki niedosyt, gdyż patrząc na dalszy przebieg turnieju medal był bardzo blisko w naszym zasięgu. Cztery ostatnie dni nie były szczęśliwe dla nas, ponieważ musieliśmy rozegrać mecze o miejsca 5-8. Na pewno zdobyliśmy jakieś doświadczenie. Teraz musimy wrócić do klubów, do rodzin. Odetchnąć od tego wszystkie i od siebie też, bo byliśmy ze sobą bardzo długo. Zbieramy się w październiku na eliminacje mistrzostw Europy i rozpoczynamy nową przygodę.


Chcę wrócić z Londynu z medalem /Fot. Marek Skorupski

Nie rezygnujesz z występów w reprezentacji? Rozmawiałem przed chwilą z Twoimi dwoma kolegami. Jeden deklaruje dalszą grę, a drugi, przynajmniej chwilowo, chce sobie zrobić przerwę.

– Jesteśmy tylko wicemistrzami świata. Tak naprawdę nic jeszcze nie osiągnęliśmy, a mamy naprawdę bardzo dobry i młody zespół. Jeszcze wszystko przed nami. Następne igrzyska za cztery lata w Londynie. Chciałbym stamtąd przywieźć jakiś medal. Myślę, że jeszcze powalczę. Oczywiście jeśli będzie mi dane grać.

Czy czujecie się mocniejsi, jeśli chodzi o doświadczenie, po meczach w Pekinie?

– Z każdego turnieju wyciągamy jakieś doświadczenia, jakieś nowości. Igrzyska to świetne przeżycie. W wiosce olimpijskiej na pewno czuło się atmosferę olimpiady, ale jak wychodziliśmy na mecz, to wszyscy o tym zapominali i chcieli grać jak najlepiej.

Czy igrzyska są trudniejsze od mistrzostw świata?

– Olimpiada jest najłatwiejsza. Gramy co dwa dni. Mamy dzień na zregenerowanie sił, na dojście do siebie. Pod względem trudności była to najłatwiejsza impreza z tych wszystkich, w których braliśmy udział.

Trudno było was zmobilizować do spotkań o miejsca 5-8?

– Szczególnie ten pierwszy mecz był bardzo ciężki. Po przegranej z Islandią każdy z nas chciał się spakować i wrócić do domu. Z tego co wiem siatkarze ani koszykarze nie grają meczów o taką stawkę. Jak musieliśmy zagrać, to postanowiliśmy zrobić to jak najlepiej.

Z Rosją zawsze warto wygrać.

– Oczywiście. Pierwsza połowa nie była najlepsza, ale pokazaliśmy charakter. Udowodniliśmy, że jeżeli gramy konsekwentnie, to możemy wygrać z każdym. Pora tego spotkania była bardzo wczesna. Spotkanie o 7. miejsce było rozgrywane jeszcze wcześniej, więc chyba do końca nie jest to zupełnie przemyślane.

Co byś chciał powiedzieć kibicom, którzy przeczytają te słowa odnośnie igrzysk?

– Ciężko powiedzieć. Chcieliśmy zająć jak najlepsze miejsce. Nie udało się nam. Myślę, że wszyscy kibice w nas wierzyli i nadal będę w nas wierzyć. Zbliżają się mistrzostwa świata. Może teraz uda nam się zdobyć złoto. Niczego nie deklarujemy, ale mamy naprawdę dobry zespół i z turnieju na turniej czujemy się coraz lepsi.

Można się spodziewać, że do Chorwacji pojedzie wielu polskich kibiców.

– Fajnie by było grać tam przed własną publicznością. Mecze we Wrocławiu pokazały, że to jest jak święto narodowe. My gramy, a publika żyje. Nam wtedy gra się o niebo lepiej. Jeżeli jest taka możliwość to zapraszam na styczniowe mistrzostwa świata do Chorwacji.

Marek Skorupski