Strona główna | ZPRP | Jurecki: Straszne, że to już koniec

Jurecki: Straszne, że to już koniec

 

Jestem załamany. Nie przyjechałem tu po to, żeby zaliczyć występ na igrzyskach. Moim celem był finał. I wiem, że było to możliwe. Niestety, jedyny słabszy mecz i jest koniec – mówi w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" kołowy reprezentacji, Bartosz Jurecki.

Myślałem, że piłkarze ręczni nie okazują emocji. Pan po meczu długo leżał na boisku.
BARTOSZ JURECKI: –
Jestem załamany. Nie przyjechałem tu po to, żeby zaliczyć występ na igrzyskach. Moim celem był finał. I wiem, że było to możliwe. Niestety, jedyny słabszy mecz i jest koniec. Islandia wszystko nam pokrzyżowała. Musimy się z tym pogodzić, chociaż jest bardzo ciężko. 

Co się stało? Skąd tyle błędów w obronie, zwłaszcza w pierwszej połowie?
– Trudno to wytłumaczyć. Wiedzieliśmy o nich wszystko, a w pierwszej połowie graliśmy beznadziejnie. Nawet w przerwie po raz kolejny powtarzaliśmy sobie, że w obronie nie wychodzimy za wysoko, zostajemy z tyłu i bronimy przy kole, bo Islandczycy właśnie tam są najmocniejsi. Mieliśmy twardo stać na tym szóstym metrze. Oni zawsze grają długo, konsekwentnie, czekają, aż koło będzie wolne i strzelają. I tak nam strzelali raz za razem.


Bartek Jurecki chciałby już być w domu /Fot. Marek Góralczyk

Dlaczego?
– Nie wiem. Nie potrafię wytłumaczyć tego, co się dziś działo na boisku. W drugiej połowie były momenty, że naprawdę graliśmy dobrze, zwłaszcza w obronie. Z sześciu bramek straty zrobiła się tylko jedna. Było tak blisko, tak blisko… Mieliśmy szansę ich dopaść, ale chwila dekoncentracji wystarczyła, by znowu nam odskoczyli. Frajerstwo, naprawdę ciężko coś powiedzieć. Na pewno nie trzymaliśmy się planu, który ułożyliśmy przed meczem.

Do tej pory obrona była waszą mocną stroną.
– To nasza wielka broń. Jeżeli obrona jest szczelna, w ataku gra nam się luźniej. Dzisiaj było słabo i z tyłu, i z przodu. W ataku pozycyjnym było za nerwowo, za szybko rzucaliśmy, z zupełnie nieprzygotowanych pozycji. A to były kluczowe momenty.

Z trudem przedzieraliście się pod ich bramkę, a jeżeli wam się udało, Gustavsson wszystko bronił.
– Nie on bronił, tylko my w niego trafialiśmy. Kilka razy stał, prawie się nie ruszał, a my nie potrafiliśmy zdobyć bramki. Ale Islandia wygrała zasłużenie, była lepszą drużyną. Najgorsze jest to, że tak nagle przestaliśmy się liczyć w walce o złoto. Nie wiem, może koncentracja była za mała…

Musicie dokończyć turniej. Dacie radę zmobilizować się na mecze o miejsca 5-8?
– Będzie ciężko. Ja z chęcią pojechałbym już do domu. Dawno mnie tam nie było. A po takim zawodzie, jaki przeżyliśmy dzisiaj, każdy z nas chciałby jak najszybciej stąd uciec. Zawiedliśmy siebie i kibiców.