Strona główna | ZPRP | Dać Polakom trochę radości

Dać Polakom trochę radości

 

Bronić szczelnie, rzucać celnie mają polscy piłkarze ręczni. – Medalu nie obiecamy, ale drużyna jest mocna i zrobimy wszystko, by go zdobyć – mówi trener Bogdan Wenta. W niedzielę o 13 mecz z Chinami.

Chińczycy nigdy nie grali na dużych międzynarodowych imprezach i teoretycznie mają być najsłabszą drużyną w polskiej grupie. – Nie wiemy o nich kompletnie nic. Mam taki koszmarny sen, że wychodzimy na mecz i okazuje się, że z dala od całego świata Chińczycy wyhodowali sobie drużynę cyborgów, którzy nagle będą bić wszystkich rywali – mówił przed wylotem do Azji prawoskrzydłowy Mariusz Jurasik.
Ale ostatnio trochę się zmieniło. – Wiemy już coś o Chińczykach, bo trener Francuzów przekazał nam kasetę z nagraniem ich meczu i trochę informacji. W zamian dałem Francuzom taśmę z naszymi meczami z Koreańczykami, z którymi oni zmierzą się w grupie – mówi „Gazecie Wyborczej" trener Bogdan Wenta – Potwierdziły się nasze wcześniejsze szczątkowe informacje, że jest czterech Chińczyków mierzących ponad dwa metry. Oddają sporo rzutów z drugiej linii, nie są tak szybcy i zwinni jak np. stosunkowo niska ekipa Korei. Taki styl będzie nam bardziej pasował.

Chińczycy może i wyhodowali sobie świetnych zawodników w innych dyscyplinach, ale w piłce ręcznej cudów nie ma. Nie mają ligi, nie grają za granicą. Nie wierzę więc, że mogli w dwa lata od zera zbudować mocną reprezentację – podkreśla Wenta. – Pewna niewiadoma co do tego, jak zagrają rywale jednak jest. Nagranie od Francuzów pochodzi bowiem… z zeszłego roku – dodaje Daniel Waszkiewicz, drugi trener reprezentacji.

Porażki z Koreą nic nie znaczą

Przed przylotem do Pekinu piłkarze spędzili tydzień na zgrupowaniu w Korei Pld. Oba sparingi z gospodarzami przegrali (27:33 i 19:25). – Ale nie można wyciągać z tego żadnych wniosków – zaznacza bramkarz Sławomir Szmal. – Do tej pory nigdy nie graliśmy poza Europą. Pierwszy mecz graliśmy, praktycznie zasypiając, bo była trzecia w nocy polskiego czasu. W hali nie było klimatyzacji, pot lał się z nas strumieniami. Drugi mecz był już lepszy, ale popełnialiśmy jeszcze sporo błędów. Wyniki nie mialyjednak znaczenia, ważne, że przyzwyczajamy się do Azji – podkreślą Szmal, który jeszcze w środę w wiosce olimpijskiej mówił Gazecie", że nie czuje się do końca pewnie.

Chyba jeszcze się nie przestawiłem. Jestem jakiś przybity, ale lekarz uspokaja mnie, że to wszystko aklimatyzacja. W Pekinie jest trochę inna pogoda niż w Korei, wilgotność mniejsza, ale wyższa temperatura. Do soboty mam się już czuć dobrze – mówi bramkarz.

Aklimatyzacja stała się ostatnio ulubionym słowem trenera Wenty. Po przylocie do Pekinu kilkakrotnie nakazał szczegółowe badania wszystkich zawodników. I okazało się, że jeszcze w środę tylko czterech graczy było w pełni gotowych do zawodów (nie chciał podać ich nazwisk)! U reszty wyniki badań krwi i moczu wciąż wskazywały na odwodnienie i zakwaszenie organizmu. – Nie ma jeszcze pełnej aklimatyzacji. Regeneracja organizmu trwa dłużej, nogi szybciej się męczą i inaczej pracują, ale do soboty powinno być już dobrze – mówił Wenta. – Klimat w Pekinie jest morderczy. Wysoka wilgotność, upał, ale też Chińczycy dokładają do tego dodatkowy problem, bo przesadzają z klimatyzowaniem pomieszczeń. W halach, pokojach, ale też w autobusach jest 17 stopni, a na zewnątrz 40. Przekonanie kierowcy, żeby jednak podkręcił temperaturę, np. do 22 stopni, graniczy z cudem, bo oczywiście Chińczycy, choć bardzo się starają, to jednak słabo mówią po angielsku.

Najważniejsze, że wszyscy zdrowi

W środę reprezentacja zagrała w Pekinie sparing z Islandią. – Ale nikt nie liczył punktów, po prostu na zmianę ćwiczyliśmy warianty ataku i obrony. Być może zdobyliśmy jedną, dwie bramki więcej – opowiadał Szmal. Po raz pierwszy od wielu tygodni wystąpił Karol Bielecki, najwyższy (202 cm) i najskuteczniejszy gracz wicemistrzów świata – Karol jest już właściwie w pełni sił, nie ma śladu po kontuzji, z którą zmagał się bardzo długo – mówi Wenta. Z Islandią zagrał także inny rekonwalescent Krzysztof Lijewski. Już wcześniej, w Korei, do gry powrócili Grzegorz Tkaczyk i Artur Siódmiak.
Jest dobrze, w zasadzie za pięć dwunasta mam do dyspozycji wszystkich – odetchnął z ulgą Wenta.

Czy powtórzą sukces sprzed 32 lat?

Na igrzyskach zagra 12 zespołów w dwóch grupach. Polacy, poza Chinami, zmierzą się kolejno z Hiszpanią, Brazylią, Chorwacją i Francją. Do ćwierćfinałów awansują cztery drużyny. Grupa jest mocna, ale nasi piłkarze są zadowoleni, bo wyjście z niej – a to cel minimum – oznacza, że w ćwierćfinale unikną gigantów, czyli Chorwacji (mistrzowie olimpijscy), Francji i Hiszpanii. Tych dwóch ostatnich drużyn nie pokonali za kadencji Wenty ani razu. W drugiej grupie najmocniejsi są Duńczycy i Niemcy – z nimi już wygrywali. Zwycięstwo w ćwierćfinale oznacza walkę o medal. – Przygotowania zakończone. Teraz trzeba wyjść na boisko i walczyć do upadłego. Medalu nie obiecamy, ale drużyna jest mocna i zrobimy wszystko, by go zdobyć – mówi Wenta.

Piłkarze ręczni po raz ostatni wystąpili na igrzyskach w Moskwie w 1980 r. Cztery lata wcześniej legendarna drużyna z Zygfrydem Kuchtą i Jerzym Klempelem zdobyła w Montrealu brąz.

Potem była długoletnia zapaść i dopiero przyjście do kadry Wenty, doświadczonego fachowca ze stażem w najlepszych zachodnich klubach, zmieniło sytuację. – Jesteśmy prawdziwą drużyną. Każdy dałby się pokroić za pozostałych – mówi Grzegorz Tkaczyk, kapitan reprezentacji, która w zeszłym roku zdobyła wicemistrzostwo świata, sprawiając, że piłka ręczna znów zaczęła budzić w Polsce duże zainteresowanie.

Gry zespołowe to najważniejsza rzecz na igrzyskach, postaramy się dać Polakom trochę radości – mówią piłkarze. Ale trener na razie tonuje medalowy optymizm: – Nieudany występ na mistrzostwach Europy [7. miejsce w tym roku] po raz kolejny pokazał, że w sporcie trzeba mieć dużo pokory. Wielu już się nas boi, ale my też musimy szanować rywali. Najtrudniejszym przeciwnikiem będziemy my sami. To nasz pierwszy występ na igrzyskach, pierwszy raz dla Polski od 28 lat. Debiut dla piłkarzy, trenerów i lekarzy. Musimy zdać ten egzamin.
JAKUB CIASTOŃ, PEKIN