Strona główna | ZPRP | Żółtak: Harowałem jak tylko mogłem

Żółtak: Harowałem jak tylko mogłem

 

Po ostatnim wyborze Bogdana Wenty przed Pekinem bez niespodzianek. W jego zespole został oficjalnie tylko jeden gracz Vive Kielce – Mateusz Jachlewski. Drugim mógł być Daniel Żółtak, ale został odesłany do domu – pisze „Gazeta Wyborcza Kielce”.

Paweł Matys: Ochłonął już Pan po decyzji Bogdana Wenty?
Daniel Żółtak: Nie, potrzeba na to przynajmniej kilku dni. Ciągle o tym myślę… Miałem sporą nadzieję, rozbudzoną jeszcze po meczach kontrolnych z Chorwacją. Tymczasem przygoda pod hasłem „Pekin 2008" się zakończyła. Szkoda, że niepomyślnie.

Po raz drugi z rzędu odpada Pan w ostatnim momencie. I znów jest pierwszym rezerwowym. – To boli, bardzo to przeżywam. Przygotowywałem się dwa miesiące z kadrą, starałem się jak mogłem. W dodatku teraz prezentowałem się bardzo dobrze, o wiele lepiej niż przed styczniowymi mistrzostwami Europy w Norwegii. Cóż… Trener wybrał innych zawodników, muszę się z tym pogodzić. Płakał nie będę! Dostanę kolejne powołanie, to pojadę i będę walczył o miejsce w reprezentacji. Myślę o przyszłości, bo za cztery i osiem lat też są przecież igrzyska. A co ma powiedzieć Damian Wleklak [też odpadł w ostatniej chwili -przyp. red.], który ma 32 lata i już pewnie nie pojedzie na wielką imprezę!


Daniela Żółtaka ponownie zabraknie w wielkiej imprezie /Fot. Marek Skorupski

Co mogło zadecydować o tym, że Wenta wybrał Artura Siódmaka?
– Być może fakt, że jest podstawowym obrońcą i liderem tej formacji. Rozegrał w kadrze sporo spotkań, jest doświadczony i grał na wielkich imprezach – mistrzostwach świata i Europy. A ja nie byłem na żadnym wielkim turnieju, nawet nie wystąpiłem w kwalifikacjach olimpijskich.

Ale Siódmiak dopiero wyleczył uraz.
– Jednak będzie w pełni sił w Pekinie. Wenta wybrał sprawdzonych zawodników, nowym ciężko się przebić do składu. Trener ufa tym, którzy wywalczyli wicemistrzostwo świata. Ale są wyniki, więc po co coś ma zmieniać.

Wyniki były. W Norwegii Polacy rozczarowali, zajęli dopiero siódme miejsce. Trener mógł coś zmienić.
– Tak, ale niemal identyczny skład co w Skandynawii wywalczył we Wrocławiu kwalifikacje do igrzysk olimpijskich. Teraz nastąpiła jedna zmiana – Rafała Glińskiego zastąpił Mateusz Jachlewski. A przecież on nie jest nowicjuszem, tylko sprawdzonym zawodnikiem.

Ma Pan coś sobie do zarzucenia?
– Zawsze może być lepiej… Jednak harowałem, jak tylko mogłem. Dałem z siebie wszystko, a może jeszcze więcej. I to nie wystarczyło. Teraz wracam do Kielc i zabieram się do pracy w klubie. Ostrej pracy (śmiech).

Przegraliście dwa razy z przeciętną Koreą, co trochę studzi apetyty…
– Tylko w pierwszym meczu można nas usprawiedliwić. Ciężko było nam się tam zaaklimatyzować i dostosować do warunków atmosferycznych. Już w chwili rozpoczęcia rozgrzewki byłem spocony. Z kim byśmy wówczas nie grali, to byśmy przegrali! W drugim spotkaniu powinniśmy zagrać lepiej , a tymczasem nieźle było tylko w drugiej połowie. O pierwszej powinniśmy jak najszybciej zapomnieć. Został niecały tydzień i wierzę, że na inaugurację chłopaki już zagrają na 100 proc. ich możliwości. Ja włączę telewizor i będę przeżywał ich występ, mocno trzymając kciuki.

Bukmacherzy w Was raczej nie wierzą. Według jednej z firm Polacy są dopiero na siódmym miejscu wśród kandydatów do złota.
– Nie ma co ukrywać, że głównymi faworytami są Francja, Hiszpania i Niemcy. Najważniejszy jest mecz ćwierćfinałowy-wygrywamy i jesteśmy praktycznie w strefie medalowej. Bo z grupy, mimo silnych rywali, wyjdziemy. W fazie pucharowej ważna będzie psychika – chłopaki muszą się skoncentrować, zapomnieć o rozłące z domem, zmęczeniu. O motywację i wolę walki nie powinniśmy się martwić, przecież igrzyska to wyjątkowa impreza.