Strona główna | ZPRP | Duchem będą z kolegami

Duchem będą z kolegami

 

Kto będzie najmocniej wspierał polskich szczypiornistów w olimpijskich bojach? Oprócz rodzin zawodników będą to z pewnością ci gracze, którzy zostali odrzuceni przez trenera Bogdana Wentę. Na razie jest ich trzech, ale będzie sześciu. Zrobili wiele, aby Polska zakwalifikowała się na igrzyska, ale mecze obejrzą tylko w telewizji. Mimo to będą do bólu ściskać za kolegów kciuki.

O żalu do selekcjonera nawet nie wspominają – pisze „Przegląd Sportowy”. Patryk Kuchczyński, Adam Weiner i Rafał Gliński już na pewno nie wystąpią w Pekinie. – Pewnie, że to było nieprzyjemne, dowiedzieć się o skreśleniu. Ale takie są zasady. Trener musiał kogoś odstawić, lecz o żadnych pretensjach nie ma mowy. Będziemy najwierniejszymi kibicami biało-czerwonych przed telewizorem – zapewnia zgodnie trójka szczypiornistów.


Adam Weiner /Fot. M.Skorupski

Zdecydowała forma
W najgorszej sytuacji jest 33-letni bramkarz Adam Weiner. – To miały być moje pierwsze i raczej ostatnie igrzyska. Niestety, nie pojadę na nie. Musiałem przełknąć tę decyzję trenera. Ciężko było zasnąć tamtej nocy, ale już się z tym pogodziłem. Wierzę, że Marcin Wichary i Sławek Szmal zamurują naszą bramkę – mówi Weiner.

Rafał Gliński już zapowiada, że nie opuści żadnego spotkania kolegów. – Jeśli jakiś mecz chłopaków będzie kolidował z zajęciami Willstatt, to poproszę trenera o wolne. O tym, że nie pojechałem na igrzyska, zdecydowała forma sportowa. Lepiej, że tak się stało, niż gdybym odpadł z powodu kontuzji – mówi lewoskrzydłowy, który przegrał rywalizację z Mateuszem Jachlewskim i Tomaszem Tłuczyńskim.


Rafał Gliński /Fot. M.Skorupski

Nie odbierał telefonu
Za to z powodu kontuzji igrzyska stracił Kuchczyński. – Czułem się strasznie. Przez kilka dni nie odbierałem telefonu. Cztery lata zasuwałem na treningach, dawałem z siebie wszystko, a tu taki pech! Gdybym się okazał słabszy od Pawła Piwki i trener powiedziałby: „twój kolega jest lepszy, dlatego to on jedzie, nie ty", nie miałbym najmniejszych pretensji. Ale kontuzja I to w takim momencie… – kręci głową Kuchczyński.

Pociekły łzy
Patryk doznał urazu w Szczyrku. – Wystartowałem do piłki, krzywo stanąłem i usłyszałem, jak mi coś strzeliło w nodze. Okazało się, że mam pękniętą kość i zerwane ścięgno dużego palca. Na trawie nawet mogłem biegać, ale w sali każda próba mocniejszego postawienia stopy kończyła się bólem, jakby ktoś mi wbijał igłę –wspomina zawodnik, któremu żal przechodzi powoli. – Najgorzej było w piątek. Kiedy oglądałem w telewizji kolegów podczas ślubowania, z oczu pociekły mi łzy. Ja tak bardzo chciałem pojechać do tego Pekinu!


Patryk Kuchczyński (nr 4) / Fot. M.Skorupski

Kuchczyński, Weiner i Gliński bez wahania zapewniają, że po igrzyskach nadal będą do dyspozycji Wenty. – To nie koniec świata. Będę dalej walczył o kolejne turnieje i na pewno dostanę od trenera szansę – zapewnia Gliński. – Duchem cały czas jesteśmy z kolegami. Czujemy się członkami tej drużyny i wiemy, że stać ją na wiele. Nawet na medal – podkreśla Kuchczyński.