Strona główna | ZPRP | Bielecki z Pudzianowskim w jednym teamie

Bielecki z Pudzianowskim w jednym teamie

 

Na pewno siła jest ważna, ale gdyby była najistotniejsza to obok nas w reprezentacji biegałby pewnie Mariusz Pudzianowski i musiałby być najlepszy. Piłka ręczna to wiele różnych elementów, koordynacja, szybkość, siła, ale i inne rzeczy. Trzeba mieć po prostu tego wszystkiego po troszku – mówi Karol Bielecki w wywiadzie dla „Dziennika Wschodniego”.

Podobno był pan ostatnio w Lublinie?

– Zgadza się, byłem w środku tygodnia. Moja dziewczyna studiuje tutaj prawo na UMCS i w związku z tym nawet często tu bywam. Raz w miesiącu na pewno, a ostatnio nawet częściej, bo mam trochę więcej wolnego. Moja dziewczyna jest na pierwszym roku, więc zapewne będę się tutaj regularnie pojawiał.

Podoba się panu to miasto?

– Zdecydowanie tak. Zdążyłem już sporo zobaczyć, ale muszę przyznać, że najbardziej podoba mi się Rynek i deptak. Można w spokoju posiedzieć, szkoda tylko, że nie mam czasu na nic więcej. Gram w końcu w Niemczech, a w sezonie ciągłe podróże i dłuższe wypady absolutnie nie wchodzą w grę. Uprzedzę też następne pytanie i powiem od razu, że nie widziałem żadnego meczu dziewczyn z SPR Lublin. Po prostu nie było już na to czasu.

Szkoda w takim razie, że nie ma w Lublinie dobrego klubu piłki ręcznej mężczyzn, bo nie musiałby pan ciągle krążyć między Niemcami, a Polską?

– Dokładnie (śmiech). Wielka szkoda, że nie ma tutaj dobrego klubu, który byłby w stanie płacić takie pieniądze, jak kluby niemieckie. Gdyby jednak znalazł się taki zespół to nie tylko ja, ale i moi koledzy występujący w Bundeslidze chętnie wróciliby do kraju (śmiech).

Zasłużona radość po awansie /Fot. A.Hawałej

Podobno trenował pan najpierw piłkę nożną. Co zdecydowało, że jednak dzisiaj gra pan w szczypiorniaka?

– Tak, trenowałem w Wiśle Sandomierz i Siarce Tarnobrzeg. Ogółem grałem w piłkę nożną ze trzy lata. Skończyłem karierę w wieku 15 lat. A jak zaczęło się z ręczną? Po prostu cały czas na zajęciach z wf. trener namawiał mnie, żebym spróbował ze szczypiorniakiem. Miałem dobre warunki fizyczne, zresztą mam je do dziś (śmiech), no i kiedyś w końcu spróbowałem. Spodobało się, byłem nawet niezły i tak już zostało. Na pewno gdybym miał sukcesy w nożnej, to dalej bym grał, bo naprawdę jako nastolatek chciałem właśnie tego.

Słynie pan z wielkiej siły swoich rzutów, siła jest w piłce ręcznej jedną z ważniejszych spraw?

– Na pewno jest ważna, ale gdyby była najistotniejsza to obok nas w reprezentacji biegałby pewnie Mariusz Pudzianowski (śmiech) i musiałby być najlepszy. Piłka ręczna to wiele różnych elementów, koordynacja, szybkość, siła, ale i inne rzeczy. Trzeba mieć po prostu tego wszystkiego po troszku.

Niedawno w rozmowie z prasą złożył pan dość odważną deklarację, że do Pekinu jedziecie po złoto. Piłkarze Leo Beenhakkera też tak mówili, a jak się skończyło wszyscy wiemy…

– Rzeczywiście piłkarze nożni też składali takie obietnice, ale mimo wszystko uważam, że my mamy jednak większe podstawy, żeby tak mówić. W końcu liczymy się w piłce ręcznej. Odnosimy jakieś sukcesy, wielu zawodników gra w silnych klubach i spełnia tam czołowe role. Cały czas w naszym szczypiorniaku coś się dzieje i naprawdę są to pozytywne rzeczy. Zresztą, jak się jedzie na turniej typu olimpiada, trzeba stawiać sobie ambitne cele. Jeździ się na takie zawody po to, żeby wygrywać i żeby zdobywać medale.

Czy rzeczywiście grupa z Francją, Chorwacją, Chinami, Hiszpanią i Brazylią to grupa śmierci?

– Na pierwszy rzut oka na pewno. To bardzo silne drużyny i można stwierdzić, że los nie oszczędził nas w tym losowaniu. Z drugiej jednak strony wydaje mi się, że lepiej jest zagrać z tymi silniejszymi ekipami już w fazie grupowej, a później zmierzyć się z tymi teoretycznie słabszymi. Szybko przekonamy się po prostu na co nas stać i w którym miejscu tak naprawdę jesteśmy.

Które drużyny są faworytami na olimpiadzie?

– Na pewno bardzo dobre są Francja i Chorwacja, z którymi jesteśmy w grupie. Dodatkowo jakoś specjalnie nigdy nam z nimi nie szło. Oba te zespoły nie leżą nam zbytnio, ale damy z siebie wszystko i może uda się przełamać kompleks tych ekip. Co do pozostałych to wydaje mi się, że reszta jest jak najbardziej w naszym zasięgu.

Które miejsce po fazie grupowej was zadowoli?

– Tak naprawdę każde, które da awans do kolejnej rundy. Czyli od pierwszego do czwartego. Myślę, że trzecie właśnie za Francją i Chorwacją nie byłoby najgorsze, ale czwartym też nie pogardzimy. Wystarczy zająć to ostatnie premiowane awansem miejsce, a później czeka już na nas rywal w ćwierćfinale. Później droga jest już bardzo krótka, najpierw półfinał, następnie mecz o złoto.

Więcej w „Dzienniki Wschodnim”Rozmawiał Łukasz Gładysiewicz