Strona główna | ZPRP | Musimy wszystkich pokonać

Musimy wszystkich pokonać

 

Do Pekinu jedziemy nie tylko, żeby tam być i się pokazać, ale też powalczyć. Uważam, że mamy duże szanse, aby coś tam zwojować – mówi obrotowy reprezentacji Polski, Bartosz Jurecki.

O tej porze roku przeważnie jesteście już po sezonie. Tym razem nie ma co ukrywać, gra się znacznie przedłużyła. Jak do tego podchodzicie? Jak to wytrzymujecie?

– Jest bardzo ciężko. Wiemy o co walczymy. Został nam teraz jeszcze jeden mecz przed urlopem. Spotkanie w Szwajcarii musimy wygrać. Przykład kobiet pokazuje, że nawet mając zaliczkę dziewięciu bramek trzeba podejść do rewanżu skoncentrowanym. Rywale pokazali się z dobrej strony więc na pewno nie będzie łatwo. Każdy z nas, mając dzień wolnego maksymalnie z niego korzysta.

Jak rodzina odbiera tę sytuację?

– Rodziny wiedzą jaki zawód uprawiamy i wspierają nas cały czas. Wiedzą, że to jest dla naszego dobra. Cały czas trzymają za nas kciuki. Oczywiście nie jest lekko. Każdy by chciał widzieć się z najbliższymi trochę dłużej niż dzień-dwa. Taki jest sport i myślę, że dla igrzysk  warto to jest poświęcić.


Mecz Polska-Islandia we Wrocławiu /Fot. K.Rajczyk-ERA

Z kim nie chcielibyście spotkać się w grupie rundy zasadniczej turnieju olimpijskiego?

– Tu już nie ma słabych drużyn. Na kogo trafimy to z tą drużyną będziemy musieli walczyć. Musimy wszystkich pokonać, aby dopiąć swego.

Jak myślicie jakie będą to igrzyska – dla Was, jako osobiste przeżycie, a może też jako najlepsze w historii?

– Sami tego jeszcze nie doświadczyliśmy. Dużo rozmawiamy na ten temat z Bogdanem (Wentą). Mówi nam, że to świetna zabawa i przeżycie. Że każda chwila zostanie nam w pamięci do końca życia. Jedziemy nie tylko, żeby tam być i się pokazać, ale też powalczyć. Uważam, że mamy duże szanse, aby coś tam zwojować.

Co miał symbolizować Twój taniec po ostatnim meczu turnieju olimpijskiego we Wrocławiu? To był jakiś zakład?

– To wszystko z radości. Każdy się cieszył. To nie był żaden zakład. Lubię czasami sobie potańczyć.


Taniec radości na koniec turnieju we Wrocławiu /Fot. M.Skorupski

Czy 8.miejsce w Bundeslidze zajęte przez Twój zespół S.C. Magdeburg to był szczyt marzeń po tych różnych zawirowaniach?
– Myślę, że zmiana trenera, odejście Karola (Bieleckiego), Grzegorza (Tkaczyka) sprawiły, że nasza sytuacja w lidze stała się bardzo trudna. Tym bardziej, że byliśmy już chyba na 13.miejscu. Nie było za dobrze. Potem poukładaliśmy naszą grę i dosyć dobrze to wyglądało. Z osiągniętej pozycji na koniec sezonu każdy z nas w klubie jest bardzo zadowolony. Bralibyśmy je w ciemno przed ligą.

Po tym jak koledzy z polskiej reprezentacji odeszli do innego klubu, czy miałeś rozterki zostać nie zostać?

– Miałem ważny kontrakt do końca sezonu. Wiedziałem, że chciałem go wypełnić. Nie miałem żadnych innych ofert. Koledzy co innego, dostali lepszą propozycję. Wykorzystali to, ja zostałem. Przedłużyłem teraz kontrakt o rok. Atmosfera w moim klubie jest teraz dobra. Koniec sezonu pokazał, że jeżeli chcemy, jeżeli podejdziemy z determinacją, to możemy walczyć a nawet wygrać z każdą drużyną.

Jaką pamiątkę chciałbyś przywieźć z Pekinu?

– Pytanie. Ha, ha, ha. Każdy z nas chciałby wrócić z upragnionym złotem. To na pewno zostałoby w sercu, te wspaniałe emocje. Pamiętajmy jednak, że jest 12 zespołów i wszystkie mają ten sam cel.

Marek Skorupski