Strona główna | ZPRP | Popularność nie męczy

Popularność nie męczy

 

Karol Bielecki jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci naszej wspaniałej reprezentacji. Wokół dwumetrowego rozgrywającego zawsze gromadzi się najwięcej łowców autografów, kibice po każdej bramce skandują Karol, Karol" – pisze „Sport”.

Jak twierdzi jednak nasza maszyna" do zdobywania bramek – popularność wcale… nie jest męcząca. – Na pewno po zdobyciu srebrnego medalu w Niemczech i teraz po zakwalifikowaniu się na igrzyska, nasza popularność wzrosła – przyznaje Karol Bielecki. – Nie jesteśmy już anonimowi, ludzie rozpoznają na ulicach. Ja mam charakterystyczną twarz, więc może rzeczywiście kibicom łatwiej mnie zapamiętać, ale ich dowody sympatii nie są tak uciążliwe, jak to było w Magdeburgu. Oczywiście nie muszę dodawać, że na szczęście daleko nam do poziomu popularności piłkarzy nożnych.

Dwa dni wolnego dostarczyły nowej energii przed konfrontacją ze Szwajcarią?

– Bardzo się przydały, nabrałem świeżości. Lubię odpoczywać w ciszy, spokoju, w domu przed telewizorem. Dwa dni spędziłem z dziewczyną, oderwałem się od tego kołowrotka w jakim jestem praktycznie na okrągło przez cały rok.


Karol Bielecki ma świadomość, że jest… charakterystyczny/ Fot. K.Rajczyk ERA

Na dłuższy wypoczynek przyjdzie zapewne czas po powrocie z Pekinu?

– Ależ absolutnie. W tym roku nie mamy nawet co marzyć o urlopie, ponieważ Bundesliga startuje już w tydzień po igrzyskach.

W nowym sezonie Rhein-Neckar Loewen celuje w najwyższe cele włącznie z wygraniem Ligi Mistrzów.

– Mamy silny zespół i klub nie ukrywa swych ambicji w lidze niemieckiej. Czy jednak nowicjusz będzie w stanie wygrać Champions League Na pewno chcemy wyjść z grupy.

Po odebraniu złotych medali za wygranie turnieju we Wrocławiu, stwierdził pan, że w Chinach chcecie powalczyć o medale. Takie będą cele drużyny w turnieju olimpijskim?

– Szanujemy naszych wspaniałych kibiców, dla nich będziemy walczyć o medale. Zresztą sami też o tym marzymy i wiemy na co nas stać. Byliśmy już wicemistrzami świata, a na mistrzostwach Europy w Norwegii, choć zajęliśmy „dopiero" siódme miejsce, to do wejścia do półfinału zabrakło nam jednego zwycięstwa. To oczywiście jest tylko sport i nie da się czegokolwiek przewidzieć, niemniej na kolejnej imprezie znów wypadałoby stanąć na pudle.

Wkrótce losowanie turnieju olimpijskiego. Podziela pan pogląd, że lepiej na początku zagrać w grupie śmierci", by potem w ćwierćfinale wpaść na teoretycznie łatwiejszego rywala z drugiej grupy (na igrzyskach piłkarze ręczni najpierw grają w dwóch sześciozespołowych grupach, z których odpadają dwa najsłabsze zespoły -przy. red.)

– Różne opinie słyszałem na ten temat. Jeżeli jednak awansujemy, to nie chciałbym wpaść w ćwierćfinale na Chorwację lub Francję. To, moim zdaniem, dwie najlepsze siódemki świata, dla nas zawsze bardzo niewygodni rywale.

Tego samego dnia, w którym zagracie ze Szwajcarią w Kielcach, nasi piłkarze zainaugurują Euro 2008 z Niemcami. Kto jest pana faworytem do złota w tym turnieju.

– Stawiam na Niemców i Hiszpanów, aczkolwiek muszę przyznać, że bardziej interesuję się siatkówką niż pitką nożną.

Ale gra pan w nią znakomicie. Piłkarze nożni nie mieliby szans z wami na parkiecie, a wy z nimi na boisku?

– Zdaje się, że w tej konfrontacji wynik byłby sprawą otwartą. Współczuję jednak, gdyby 65-kilowi mężczyźni musieli się mierzyć z 110-kilogramowymi facetami.

Rozmawiał Zbigniew Cieńciała