Strona główna | ZPRP | Kiedyś wrócę do Polski

Kiedyś wrócę do Polski

 

Ostatnie tygodnie to dla Mariusza Jurasika prawdziwa huśtawka nastrojów. Najpierw dopadł go pech – na treningu Lwów Renu i Neckaru, podczas niewinnej gry w koszykówkę, 0liver Roggisch tak mocno uderzył go w rękę, że Polak ma naderwane wiązadła kciuka. Po kilkunastu dniach przeżył ogromną radość – urodziła mu się córka. Tyle że w najbliższym czasie jest możliwe, że pożegna się z superbogatym klubem z zachodnich Niemiec, w którym planował zakończyć zagraniczną karierę – informuje „Przegląd Sportowy”.
Niemcy by go nie puścili

Zagra, nie zagra A jeśli zagra, to jak – zastanawiają się kibice, do których dotarły informacje o kontuzji Jurasika i możliwej jego absencji w olimpijskim turnieju eliminacyjnym we Wrocławiu (30.5-1.6). – Spokojnie, wystąpię na pewno. Na taki turniej przyjechałbym nawet z poprzetrącanymi nogami, a co dopiero z urazem ręki – śmieje się najlepszy prawo-skrzydłowy wicemistrzów świata, prezentując specjalny usztywniacz na lewej dłoni.

– Boleć to jakoś szczególnie nie boli, ale operacja jest przesądzona. Kwestią był tylko jej termin. Przez ostatnie tygodnie jeździłem od lekarza do lekarza, żeby mi tylko któryś powiedział, że da się z tym grać. Wreszcie znalazłem takiego w poznańskiej klinice chirurgii ręki. No i jestem z drużyną – mówi Józek".

Gdyby to zależało od jego niemieckich pracodawców, Polak w ogóle nie przyjechałby na zgrupowanie. – Niedawno dzwonił do mnie menedżer Lwów Thorsten Storm i mówił wiesz Bogdan, trzeba by coś zrobić z Jurasikiem. Będzie miał operację, może powinien odpocząć" – opowiada trener kadry Bogdan Wenta. – Niemcy najchętniej wysłaliby go teraz na zabieg, plażę albo chociaż zwykły urlop.

Byle tylko nie grał w piłkę ręczną. Ich przecież nie interesuje nasza kadra i olimpiada – mówi Wenta. Na szczęście reprezentacja Polski i jej selekcjoner mają większą siłę przebicia niż np. Czesi, którzy nie mogli w mistrzostwach Europy skorzystać ze swojego najlepszego piłkarza Filipa Jichy, bo nie zgodził się na to trener THW Kilonia. – Nie pomóc kolegom? Ja sobie tego nie wyobrażam. Nie sądzę, żebym za cztery lata walczył o następną olimpiadę. Dlatego zrobię wszystko, podkreślam wszystko, żeby pojechać do Pekinu – zapowiada Jurasik.

32-letni skrzydłowy (w Lwach raczej rozgrywający) toczy ostatnio poza-boiskową rozgrywkę z klubem.
Ma kontrakt do końca następnego sezonu i chętnie przedłużyłby go do 2011 roku, tak jak pozostali Polacy w Mannheim. Tyle, że na znacznie lepszych warunkach niż dotychczas. – Uważam, że zasługuję na więcej. Mój menedżer złożył ofertę panu Stormowi, ale tamten powiedział, że nie może sam podjąć decyzji. W takiej sytuacji lojalnie go uprzedziłem, że zaczynam się rozglądać za ofertami -mówi zawodnik, który w tym sezonie strzelił dla Lwów aż 164 gole w Bundeslidze.

Chętnie zostanie w Lwach

Kiedy okazało się, że gracz takiego kalibru rozważa odejście z klubu, szybko zaczęły się pojawiać propozycje. Leworęczni rozgrywający są najbardziej cenieni na rynku i najwięcej zarabiają, bo… jest ich najmniej. W dodatku za Jurasikiem przemawiają wszechstronność (może przecież grać też na skrzydle), doświadczenie, skuteczność i tytuł wicemistrza świata.

– Są już oferty z Niemiec i Hiszpanii, ale także z… Polski – zdradza Mariusz. Ta ostatnia możliwość jest mało prawdopodobna, bo żadnego polskiego klubu nie stać raczej na płacenie 20 tysięcy euro miesięcznie, a na takim poziomie zarabiają piłkarze pokroju Jurasika. – Prawda jest taka, że ja wcale nie chcę nigdzie odchodzić. Chętnie grałbym dalej w Lwach do 2011 roku. Potem wrócę do kraju – zdradza zawodnik.