Strona główna | ZPRP | Wszystko biorę na siebie

Wszystko biorę na siebie

 

Jako trener biorę całą odpowiedzialność na siebie i na tym chcę skończyć
komentarz na temat turnieju w Bukareszcie. Trzeba jednak pamiętać, że przed dwoma laty nie było chętnych do poprowadzenia reprezentacji. Na mistrzostwa Europy jechaliśmy jak na ścięcie – mówi Zenon Łakomy w wywiadzie dla „Głosu Koszalińskiego”.

Czy Zenon Łakomy nadal będzie trenerem kadry narodowej piłkarek ręcznych? O tym dowiemy się niebawem.

Do Bukaresztu, na turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich w Pekinie,
jechał pan z nadziejami?

– Na tym polega istota sportu. Wiedziałem, że drużyna gospodyń turnieju będzie
poza zasięgiem. Ale Węgierki były do ogrania, podobnie jak Japonia.

Polki wróciły z zerowym kontem punktowym…

– W takiej dyspozycji nie byliśmy w stanie wygrać z Węgierkami. Poniżej
oczekiwań zagrały podstawowe zawodniczki. Myślę tu Dorocie Malczewskiej i
Izabeli Dudzie. Ta ostatnia oddała 15 rzutów, z których tylko 4-krotnie piłka zatrzepotała w siatce. Taka Timea Toth, czy Anita Goerbicz były prawie bezbłędne, zdobywając odpowiednio 14 i 12 bramek.

Ale czy wytłumaczy pan wpadkę z Japonią?

– Po przegranej z Węgierkami dziewczyny były załamane, bez wiary w siebie.
Trzeba pamiętać, że Japonki pod okiem holenderskiego szkoleniowca czynią stałe
postępy. Niedawno wygrały m.in. z Koreą Płd. i Holandią. Przed turniejem w
Bukareszcie miały 2-tygodniowe zgrupowanie w Europie. A my co? Kilka dni
poćwiczyliśmy w Lublinie. Pięć zawodniczek SPR Lublin przyjechało tuż po
wyczerpującym meczu w ramach klubowych europejskich rozgrywek. Związek mógł
wyznaczyć jakiś priorytet dla kadry. Przecież start w europejskich pucharach to
znaczny koszt dla klubu. A szansa awansu do igrzysk olimpijskich nie powtarza
się tak często. Dziś wielu o tym nagle zapomina i z entuzjazmem, bezkrytycznie
wszystko krytykuje. Wracając jeszcze do Japonek. Przecież one w 20 minucie
prowadziły z Rumunią 11:7, nie strzelając przy tym dwóch karnych. Trener
Rumunek dysponuje jednak szeroką kadrą znakomitych zawodniczek, które potrafiły
uporządkować grę i nie dopuścić do porażki.

Podobno zamierza się pan podać do dymisji?

– Czytałem coś na ten temat w prasie ale nie są to moje słowa. Jako trener
biorę całą odpowiedzialność na siebie i na tym chcę skończyć komentarz na temat
turnieju w Bukareszcie. Trzeba jednak pamiętać, że przed dwoma laty nie było
chętnych do poprowadzenia reprezentacji. Na mistrzostwa Europy jechaliśmy jak
na ścięcie. Skończyło się na ósmym miejscu. W walce o mistrzostwa świata
pokonaliśmy świetne Serbki. W turnieju we Francji zajęliśmy 11. lokatę, choć
dwa lata wcześniej było tylko 19. miejsce. W Polsce nie ma sensu robić
postępów, bo w przypadku pierwszej wpadki wszyscy cię przekreślą.

Co teraz?

– Złożę sprawozdanie i analizę w Związku, a później trzeba będzie czas pomyśleć
o przygotowaniach reprezentacji do eliminacji mistrzostw Europy, w których
naszym rywalem będzie „siódemka" Portugalii. Pierwszy mecz na początku
czerwca w Elblągu. Rewanż za tydzień w Portugalii.

Rozmawiał Janusz Kaźmierczak