Strona główna | ZPRP | Czy potrzebne są zmiany?

Czy potrzebne są zmiany?

 

Przegrany olimpijski turniej kwalifikacyjny piłkarek ręcznych wywołał dyskusję czy sztab szkoleniowy kierowany przez Zenona Łakomego powinien dalej pracować z zespołem. Na pewno decyzja na tak, czy na nie, musi być podjęta rzetelnie z uwzględnieniem wszystkich okoliczności, łącznie ze zmianą składu niemal w ostatniej chwili uczestników turnieju. Jednocześnie nie zapominajmy, że na przełomie maja i czerwca naszą reprezentację czeka baraż z Portugalią o prawo gry w finałach mistrzostw Europy. Oddajmy głos najbardziej zainteresowanym – trenerowi i zawodniczkom.

Powiedzieli po meczu Polska-Rumunia:

Zenon Łakomy: Mecz z Rumunią pokazał czy po tym larum jakie powstało, gdzie wyrzucono sztaby szkoleniowe, nie tracimy za szybko rozumu. Półtora roku temu te dziewczyny były zapomniane jako dyscyplina. Pierwszy raz w życiu walczyły o igrzyska. Zdobywają olbrzymie doświadczenie, a my chcemy to wszystko zburzyć. Oceny musimy próbować wyważać. Nie od razu na gorąco rozwalać. To idzie szybko. Buduje się trochę dłużej. Dzięki Bogu udało się nam pozbierać zespół na mecz z Rumunią. Gdyby lepiej nam wychodziła gra z koła, gdzie wiedzieliśmy, że na tę wysokość nie wolno rzucać Dinu, bylibyśmy zwycięzcami, na terenie Rumunii. Chciałem przypomnieć, że dokładnie rok temu polska reprezentacja przegrała w Rumunii 26 bramkami.

Zgadzam się, że ta sama drużyna rozegrała trzy różne mecze. Były trzy różne obszary. Pierwszy gra o wszystko – o igrzyskach. Drugi po przegranej walce o ten turniej. Trzeci mecz, w którym chcieliśmy pokazać, że potrafimy do końca walczyć. Myślę, że to się udało. Boli, że znowu tak minimalnie przegraliśmy. Naprawdę mieliśmy sytuację oraz doskonale spisującą się w bramce Gosię Sadowską. Taką porażkę można w pewien sposób porównać do zwycięstw. W Polsce niedługo będą mogli pracować wyłącznie szkoleniowcy, którzy nie znają naszego języka.
Sztab szkoleniowo-medyczny reprezentacji Polski

Małgorzata Sadowska: Wczoraj szczerze sobie porozmawiałyśmy. O wszystkim, o treningu, co robić dalej? Jak niwelować dystans do światowej czołówki, który tu straciliśmy. Mam nadzieję, że to się udało. Mogłyśmy nawet wygrać z Rumunkami. Cieszy nas to bardzo. Padło tu na gorąco wiele wypowiedzianych słów. Czy potrzebne są zmiany? Musimy spokojnie przemyśleć to, obejrzeć mecze. Podyskutować z trenerami i dopiero wtedy podejmować jakieś decyzje. Jesteśmy dalej zespołem.  

Karolina Kudłacz: To był turniej, z którym pokładałem ogromne nadzieje. Najważniejszy w moim życiu. Chciałam zagrać jak najlepiej. Niestety przegrałyśmy trzy mecze, trzy różne mecze. Trzy różne nasze postawy. Skąd to się bierze? Trudno określić. Dziś przegrałyśmy pod każdy względem na własne życzenie. Niestety trzeba to jasno powiedzieć. Równorzędna walka, świetna postawa w obronie. Końcówka meczu bardzo nieskutecznie. Powielamy błędy, które popełniałyśmy w dwóch ostatnich meczach. Mam nadzieję, że wreszcie zaczniemy czerpać elementy doświadczenia z wcześniej przegranych meczów.

Jedna, dwie zawodniczki nie wygrają spotkania. Cały zespół musi grać na jednym poziomie. Wtedy rywalowi bardzo trudno byłoby nas rozszyfrować. Również mam zastrzeżenia do swojej gry. Przegrałyśmy i to teraz się liczy.

Musimy teraz koncentrować się na następnej imprezie. Mistrzostwa Europy mogą być dla nas formą pocieszenia. Dziś będzie jeszcze smutny dzień i bardzo refleksyjny. Od jutra zaczynamy przygotowania. Każda jest swoim klubie i musi do tego podejść bardzo rzetelnie. chcąc być świadomym o co się gra.

Ewa Damięcka: Byłyśmy naładowane i tak zdesperowane, aby zagrać na igrzyskach. Pierwszy mecz, z Węgierkami -kiedy do 50 minuty prowadziłyśmy tak wyrównaną walkę, potem przegrałyśmy dziewięcioma bramkami – bardzo mocno podciął nam skrzydła. To było widać w spotkaniu z Japonią. Z Rumunią walczyliśmy o honor. Dochodziły nas słuchy z Polski, które dowodziły, że ludzie się za nas wstydzą. Chciałyśmy pokazać, że w sporcie dzieją się różne rzeczy. Czasami jest tak, że nikomu nic się nie udaje, tak jak to było z Japonią. Jak zakładamy koszulkę z orzełkiem, to nie trzeba nikogo motywować do niczego. Zawsze się walczy, ale czasami nie wychodzi.

O ostatnią niewykorzystaną sytuację mam pretensje do siebie. W bramce widziałam praktycznie tylko ją. Gdybym trafiła do siatki może byłoby inaczej. Kiedyś mądry trener powiedział mi, że gra się 60 minut, a nie tylko końcówkę meczu. Mam do siebie dużo pretensji.