Strona główna | ZPRP | Węgierki bliżej Pekinu

Węgierki bliżej Pekinu

 

Węgry pokonały Polskę 39:30 (17:18) w pierwszym meczu olimpijskiego turnieju piłkarek ręcznych, który rozpoczął się w Bukareszcie. W drugim spotkaniu Rumunia zwyciężyła Japonię 44:21 (18:12).

To był 72 meczy w historii bezpośrednich spotkań. Dotąd Polki wygrały tylko osiem razy, a czterokrotnie zanotowano remis. Ten bilans w pewien sposób oddaje możliwości obu drużyn. W piątek w hali Polyvalent do 49 min nie było tego widać. Nasze panie do tego momentu były równorzędnym rywalem. Mało tego w pierwszej połowie dwukrotnie prowadziły (4:2 i 15:13).


Karolina Kudłacz zdobyła 13 bramek
Poprwanie grały na skrzydłach Małgorzata Majerek i Kinga Polenz. Niestety najmniejsze zagrożenie stwarzały nasze obrotowe. Dorobek Aleksandry Jacek (dobra gra w obronie) i Ewy Damięckiej to jeden z trzech wykorzystanych rzutów.

Nieliczni kibice mogli oglądać ciekawy pojedynek strzelecki pomiędzy Timeą Toth a Karoliną Kudłacz. Ostatecznie 14:13 wygrała Węgierka. Po przerwie Madziarki dodatkowo otrzymały duże wsparcie ze strony Anity Gorbicz. Tę niewysoką rozgrywającą niedawno spotkała tragedia. Zmarła jej babcia. Gorbicz w pierwszych 30 miniutach była mało widoczna. Po zmianie stron zdobyła 10 goli, w tym sześć w ostatnich 10 minutach gry. Wówczas rozstrzygnęły się losy spotkania. Pogubiła się Dorota Malczewska (bez gola po przerwie), a jej zmienniczka Iwona Niedźwiedź-Cecotka też nie miała najlepszego dnia.

Od stanu 27:27 zaczęły dominować podopieczne Janosa Hajdu. Zmęczone Polki popełniały proste błędy. Mnożyły się straty piłek. Nie pomogła także zmiana w bramce. Dobrze spisującą się dotąd Magdę Chemicz zastąpiła Małgorzata Sadowska. Finałowe minuty rozgrywane były bez większych emocji. Niewidomą były tylko rozmiary porażki.    


Powiedzieli po meczu:

Zenon Łakomy: Dziewczyny po raz pierwszy walczyły o coś wielkiego. Teoretycznie pozostał cień szansy. Zadecydował geniusz gry Toth, Gorbicz i Palinger, które długo już grają ze sobą. Rywalki były zdecydowanie od nas lepsze. My poza Kudłacz i skutecznie rzucającymi skrzydłami, mieliśmy za dużo słabych punktów. Popełniliśmy za dużo błędów w obronie. Stąd taka dotkliwa porażka. Aby pokonać Węgierki każda z moich zawodniczek musiałby zbliżyć się do swojego optymalnego poziomu, co dziś nie miało miejsca.

Nikt w 40 min nie uwierzyłby, że to może skończyć się tak wysoko. Końcówka zdecydowanie należała do Węgierek. Nie mieliśmy praktycznie żadnych możliwości zatrzymania tej rozpędzonej drużyny. Grały niezwykle zespołowo i kończyły rzutem kiedy te sytuacje były wypracowane. Najważniejsze teraz, żeby ochłonąć i przygotować do niezwykle trudnego meczu z Japonią. To jest przeciwnik, który potrafi dobrze grać szybko, kombinacyjnie w ataku. W październiku byliśmy świadkami jak Japonia ograła  Holandię.

Dorota Malczewska: Grałyśmy bramka za bramkę dopóki funkcjonowała obrona. To był nasz najsłabszy element na boisku. Toth i Gorbicz zrobiły całą grę w ataku pozycyjnym. Grały mocno jeden na jeden. Dałyśmy się ogrywać. Każda z nas sobie broniła. Nie było zamknięcia i współpracy. W decydujących momentach świetnie zaprezentowała się Palinger. W sytuacjach 100 procentowych świetnie się spisywała. Nie możemy załamać się, gdyż w przeciwnym razie możemy już się spakować i wrócić do domu. Trzeba walczyć do końca.

Karolina Kudłacz: Były duże emocje. Liczyłam na wygraną. Nie ważne ile bramek zdobyłam, gdyż polski zespół przegrał  Nasza sytuacja w grupie się skomplikowała.

Małgorzata Majerek: Gdy rozpoczęłyśmy to spotkanie widać było zaangażowanie, że walczymy. W pewnym momencie ktoś musiał przechylić ten remisowy wynik na swoją korzyść. To zrobiły Węgierki. My tego nie potrafimy przełamywać. Prowadziłyśmy już dwoma bramkami. Miałyśmy okazję aby pociągnąć to na trzy i tego nie zrobiłyśmy. Zdawałyśmy sobie sprawę, że u nich dwie zawodniczki są najważniejsze – Toth i Gorbicz. Nie potrafiłyśmy ich wyłączyć. Potem zazwyczaj już trudno się gra, bo coś pęka. Szkoda, bo była nawet szansa na wygraną. Wszystko może się jeszcze zdarzyć. Może coś poukłada się na naszą korzyść.

Węgry-Polska 39:30 (17:18)
Węgry: Pailnger – Ferling 1, Verten 2, Hornyak 3, Gorbicz 12, Kovacsicz, Toth 14, Szamoransky 5, Szucs 2. Kary 10 min. Trener Janos Hajdu.
POLSKA: Chemicz, Sadowska – Jacek 1, Malczewska 3, Załęczna, Niedźwiedź-Cecotka 2, Damięcka, Majerek 4, Polenz 3, Kudłacz 13, Duda 4, Pielesz.  Kary 10 min.Trener: Zenon Łakomy.
Sędziowali: Gjeding, Hansen (obaj Dania). Widzów 1000.