Strona główna | ZPRP | W Wiśle sytuacja jest złożona

W Wiśle sytuacja jest złożona

 

Szczypiorniści Wisły Płock przeżywają kryzys, na który nałożyła się plaga kontuzji. Co na to szkoleniowiec? – Jako trener biorę na siebie winę za porażki w Piotrkowie i Głogowie – mówi Bogdan Zajączkowski.

Rafał Kowalski: W najbliższą środę Wisłę czeka pierwszy półfinałowy mecz Pucharu Polski z Zagłębiem Lubin. Tymczasem zanosi się, że w szeregach Wisły nie wystąpi sześciu zawodników z podstawowego składu.
Bogdan Zajączkowski: Niektórzy z tej grupy kontuzjowanych wrócili do zajęć. Choć, niestety nie na pełnych obrotach. Mam na myśli Andrzeja Marszalka, Adama Twardo i Sebastiana Rumniaka. Wprawdzie ten ostatni w przeciwieństwie do pozostałej dwójki trenuje z zespołem, ale skręcona półtora miesiąca temu noga nadal go boli. Rozmawiamy w piątek i dzisiaj nie wiem, jak Sebastian będzie się czuł za kilka dni. Podobnie jak Michał Zołoteńko. On z kolei nie trenuje od wtorku. Ale choć początkowo podejrzewano u niego naderwanie mięśnia dwugłowego, okazało się, że uraz nie jest tak poważny. Natomiast wykluczony jest występ Bartosza Świerada i Rafała Kuptela Ten pierwszy skręcił staw skokowy i czeka go miesiąc odpoczynku od zajęć. Natomiast Rafał ma kłopoty z nerką, z tego powodu w czwartek trafił do szpitala.

Czy ta plaga kontuzji to efekt przemęczenia, jakiegoś błędu popełnionego w przygotowaniach?
– Nigdy nie można być pewnym braku błędu w przygotowaniach. Jednak w tym przypadku nie wydaje mi się, żebyśmy coś zaniedbali. W tym roku zastosowaliśmy te same obciążenia, co poprzednio. Ponadto zawodnicy mieli zapewnioną odpowiednią odnowę. O Michale Zołoteńce ktoś gorzko zażartował, że ten kontuzjogenny gracz ostatnio i tak długo się trzymał bez urazu. Czy podzieli los Łukasza Szczuckiego, z którym rozwiązano umowę z powodu cyklicznie powtarzających się urazów? Dopiero po sezonie usiądziemy i dokładnie prześledzimy stan zdrowia wszystkich zawodników. Na razie sezon trwa, więc teraz nie ma się co nad tym zastanawiać.

W związku z tym przeciwko Zagłębiu wybiegnie odmłodzony zespół Wisły?
-Jarosław Suski, Paweł Krawczyk czy Damian Piórkowski, choć młodzi, trenują już z nami od jakiegoś czasu. Z tego względu nie obawiam się, że jeśli w środę przyjdzie im wybiec na parkiet, będą stremowani i nie uniosą ciężaru rywalizacji. Ale, jak już wspomniałem, do rozpoczęcia rywalizacji z lubinianami zostało kilka dni i nie wiadomo, jak będzie wyglądał nasz skład.

Jednak kontuzjami nie można tłumaczyć tego, że zespół pod pana wodzą przegrał dwa ostatnie mecze wyjazdowe, których był faworytem. Nie dość, że od dłuższego czasu Wisła nie potrafi zwyciężyć w ważnym pojedynku na parkiecie silnego rywala, to zaczyna ulegać ligowym średniakom.
– Jako trener biorę na siebie winę za porażki w Piotrkowie Trybunalskim i Głogowie. Mimo to sytuacja jest bardziej złożona. Przecież moją rolą jest pokazanie zawodnikom tego, co mają zaprezentować podczas meczu. Robię to, a potem widzę, jak jeden czy drugi gracz nie prezentuje na 100 proc. swoich możliwości. Leo Beenhakker, selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski, po udanie zakończonych eliminacjach do mistrzostw Europy powiedział, że dla zawodników szybko powinny stać się one historią – i w głowie muszą mieć tylko kolejną rywalizację Żadnego rozpamiętywania. Tymczasem niektórzy moi podopieczni mam wrażenie mają w głowach zdobyte w przeszłości medale i do pewnych meczów podchodzą za spokojnie. W przeciwieństwie do rywali, którzy zawsze szczególnie mobilizują się na Wisłę Płock W rezultacie np. zmarnowano kontrataki, które zawsze były naszym atutem. A przecież Wisła Płock, jadąc do Głogowa, nie powinna drżeć o wynik do ostatniej akcji meczu. Przed tą akcją powinna być pewna swojego zdecydowanego zwycięstwa.

Skoro w kolejnym meczu zespół popełnia te same błędy, może do zawodników nie dociera to, co pan do nich mówi? I w tej sytuacji po sezonie powinien pan porozmawiać z podopiecznymi, czy istnienie możliwość dalszej współpracy między wami.
– Nie wyobrażam sobie sytuacji, że pewnego dnia przychodzę do zawodników i pytam, czy chcą ze mną pracować. Ja i oni jesteśmy zawodowcami, ponadto istnieje coś takiego jak autorytet trenera. Mnie mogą rozliczać władze klubu, a nie gracze mojego zespołu. Ponadto nie rozmawiamy o drużynie juniorów, lecz graczach doświadczonych, którzy niemało potrafią i niejedno osiągnęli. Dlatego ja nie mogę ich uczyć tego, co powinni już dawno potrafić. Reasumując, każdy z nich musi sobie odpowiedzieć na pytanie, co chce osiągnąć. Mam nadzieję, że tak jak i ja chcieliby sięgnąć po mistrzostwo Polski. Dlatego teraz powinniśmy się skupić na aktualnych rozgrywkach. Zaś o ewentualnych roszadach -w gronie trenerów czy zawodników – rozmawiać po zakończeniu sezonu.

Więcej w "Gazecie Wyborczej Mazowsze"