Strona główna | PGNiG Puchar Polski Mężczyzn | Walczyć, Wisła, walczyć

Walczyć, Wisła, walczyć

 

W tym tygodniu mija miesiąc, odkąd – po przejęciu klubu przez miasto – nowym prezesem Wisły Płock został Krzysztof Ganc. Wczoraj razem z Leszkiem Ojrzyńskim, trnerem piłkarzy i Bogdanem Zajączkowskim, szkoleniowcem szczypiornistów, był gościem w Gazeta Cafe – informuje "Gazeta Wyborcza Mazowsze".

– Myślę, że udało się nam zapewnić i trenerom, i zawodnikom komfortowe warunki. Wzmocniliśmy, choć może nie w 100 proc, drużynę piłkarzy nożnych, robimy wszystko, by osiągnąć dwa główne cele, jakie postawił przed nami prezydent Mirosław Milewski. To powrót futbolistów do ekstraklasy i mistrzostwo Polski piłkarzy ręcznych – mówił kibicom Ganc.

Nieoczekiwanie wsypał wiceprezydenta Piotra Kuberę, który w Wiśle jest szefem rady nadzorczej.
-W zasadzie to miasto ma szukać sponsorów dla klubu, ja sam nie będę wychodził przed orkiestrę – rozpoczął asekurancko, po czym… zdradził. – Widziałem na biurku Piotra Kubery jeszcze nie podpisaną umowę z dużą firmą na porządne pieniądze. Już w najbliższych dniach wiceprezydent wybiera się do Warszawy, żeby ją podpisać. I kto wie, może rzeczywiście uda mu się naciągnąć tego sponsora na dłuższą współpracę.

Europa? Pewnych rzeczy nie przeskoczymy

Walkę, ale już o mistrzostwo, zadeklarował Bogdan Zajączkowski. Jego szczypiorniści są w stanie to zrobić, o ile nie powtórzą się im takie wpadki, jak przegrana z Vive w Kielcach różnicą aż 12 bramek. – Dziś nie ma za co przepraszać. Żeby zmazać tę plamę, musimy wyjść na boisko i walczyć -komentował Zajączkowski.

Odniósł się do pytania o możliwości podboju Europy przez Wisłę – Niektórych rzeczy nie przeskoczymy, nie stać nas na regularne granie na wysokim poziomie – zaznaczał. – Liga jest słaba, gramy w sezonie trzy-cztery mecze z dobrymi zespołami, a w pozostałych spotkaniach nie musimy się wysilać. W czołowych ligach nie ma słabych przeciwników, nasi rywale co tydzień ogrywają się z najlepszymi na świecie i stąd ich przewaga.

I Zajączkowski, i Ganc zgodzili się z tym, że problemy polskiej piłki ręcznej mogłoby rozwiązać zatrzymanie w kraju najlepszych graczy. – Niestety mimo sukcesów reprezentacji ta dyscyplina jest wciąż traktowana po macoszemu. Poza tym, dobrzy piłkarze mają wygórowane żądania płacowe. To prezydent musiałby się wypowiedzieć, czy znalazłyby się pieniądze na takich graczy. W grę wchodzi kilkanaście tysięcy euro miesięcznie, nie sądzę więc, aby było nas stać na spektakularne transfery – mówił prezes Wisły.

Hala: szczypiorniak, koncerty, targi

Ganc musiał bronić decyzji prezydenta Milewskiego o przejęciu Wisły – Orlen to międzynarodowy koncern, akcjonariuszy reprezentowanych przez bank z Londynu nie interesuje sympatia Płocka do Wisły – przekonywał. Orlen zdecydował się finansować klub przez trzy lata, ale na przyszłość nie zostawił żadnych gwarancji. Dlatego sądzę, że prezydent Milewski podjął słuszną decyzję.

Co z halą? Krzysztof Ganc: – Rozmawiamy z projektantem, jako przyszli użytkownicy chcemy do projektu dorzucić swoje trzy grosze. Aby piłkarze ręczni mieli pełen komfort i dobrą bazę odnowy biologicznej. Deklaruję, że doprowadzę do tego, aby nasi szczypiorniści mieli warunki, na jakie zasługują. I żeby po partyzancku nie musieli jeździć na odnowę do Zaździerza. Jest szansa, że hala zostanie oddana do użytku jesienią 2010 r. I według mnie powinna spełniać trzy funkcje – być bazą dla piłkarzy ręcznych, miejscem, w którym można organizować koncerty, ale również wielkie targi i konferencje. To nie będzie wielofunkcyjny kombajn z boiskiem do koszykówki i unihokeja, które tak naprawdę w Płocku nie są zbyt popularne.