Strona główna | ZPRP | Wszystko w naszych rękach

Wszystko w naszych rękach

 

W tym sezonie Marek Boneczko zdobył dla Travelandu 66 bramek. Po takich meczach aż się chce trenować i dalej… wygrywać mówi obrotowy olsztyńskiego klubu po wyjazdowym zwycięstwie z Chrobrym Głogów (30:29), po którym olsztynianie wrócili na ósme miejsce.

Gazeta Olsztyńska: Horror z happy endem. Tak można podsumować Wasz zwycięski mecz w Głogowie…
– Takich horrorów tyle że bez happy endu w tym sezonie już trochę mieliśmy. Niestety, kilka meczów przegraliśmy lub zremisowaliśmy na własne życzenie. Tym razem szczęście było po naszej stronie. Nic tak nie boli jak porażka jedną bramką. W niedzielę bolało chłopaków z Głogowa. Inna sprawa, że prowadząc do przerwy siedmioma bramkami nie powinniśmy dopuścić do nerwowej końcówki.

To dlaczego dopuściliście?
– Cechą takich zespołów jak nasz, w którym na rozegraniu gra prawie sama młodzież, jest to, że kiedy rywale odetną od podań lidera w tym przypadku Piotrka Frelka nie ma komu wziąć ciężaru na swoje barki. Tak było w Głogowie. Od 40. minuty rywale wyłączyli Piotrka i przewaga zaczęła topnieć. Rasowy zespół nie roztrwoniłby takiej przewagi, ale w tej drużynie jest potencjał. Kiedy Chrobry doszedł nas i objął prowadzenie (w 53. min było 27:25 dla gospodarzy red.), a ponadtysięczna publika zaczęła szaleć, nie podłamaliśmy się. Odrobiliśmy straty, a w samej końcówce, gdy Jacek Zysk zdobył bramkę na 30:29, nie daliśmy im wyrównać. W przekroju całego spotkania byliśmy lepszym zespołem.

W ostatnich sekundach graliście w podwójnym osłabieniu. Było gorąco?
– Po bramce Jacka każdą akcję Głogowa przerywaliśmy faulem. Frelek i Krzysiek Maciejewski dostali po dwie minuty, ale te kary były wkalkulowane w ryzyko. Absolutnie nie można mieć jednak pretensji do sędziów. Przeciwnie, gwizdali bardzo dobre zawody. Tak broniliśmy w czwórkę, że głogowa-nie nie oddali rzutu. Po końcowej syrenie mieli jeszcze rzut wolny z dziewięciu metrów, ale dobrze ustawiliśmy mur, w efekcie Kłosowski nie mógł znaleźć dziury i posłał piłkę nad bramką. Chwilę później u nas zapanowała euforia. Wygraliśmy mecz za cztery punkty, dodatkowo z Chrobrym i AZS AWFiS Gdańsk, bezpośrednimi rywalami w walce o czołową ósemkę, mamy lepszy bilans spotkań. Teraz wszystko jest w naszych rękach.

Sporo krwi napsuł Wam wychowanek Travelandu Krzysztof Kłosowski. Niby dobrze go znacie, a jednak rzucił sześć bramek.
– Często zawodnicy, którzy grają przeciwko swoim byłym drużynom, są dodatkowo mocno umotywowani. Krzysiek doskonale zna nasze słabe strony, dlatego sprawił trochę kłopotów. Chwała mu za te sześć bramek, ale o tę jedną czy dwie mimo wszystko rzucił za mało (uśmiech). I dobrze. Szkoda tylko, że gra dla Głogowa, a nie dla Olsztyna.

Rywale Was nie oszczędzali. Trener Zdzisław Czoska ujął to obrazowo: „rzucali chłopakami o parkiet jak workami kartofli".
– Chrobry słynie z twardej obrony. Tam grają duże i silne chłopy, a w meczu o taką stawkę nikt nie przebiera w środkach. Każdy z nas dostał parę łokci w twarz lub w brzuch. Dzisiaj wezmę solankę, żeby dojść do siebie. Nie ma nic za darmo.

W sobotę gracie kolejny arcyważny mecz, tym razem w Uranii z MMTS Kwidzyn, który w ekstraklasie gnębił Was niemiłosiernie. Chyba czas odegrać się za porażki?
– Niedawno na turnieju w Brodnicy przegraliśmy z nimi jedną bramką, ale coś mi mówi, że w sobotę będzie odwrotnie. Jak grałem w Kwidzynie (Marek Boneczko, Piotr Frelek i bramkarz Adam Wolański przyszli do Olsztyna z MMTS red.), zawsze łatwo wygrywaliśmy z Trave-landem, ale to koniec (uśmiech). Kwidzyn w tym sezonie gra o medal. Mają większy potencjał i możliwości, jednak walecznością i ambicją możemy wiele zdziałać. Jest duża szansa na kolejne punkty, bo w sobotę MMTS zaledwie zremisował u siebie z Miedzią Legnica. Mówię Panu, że wygramy z Kwidzynem. Może to Pan napisać.

Czyżby to miał być „mecz przyjaźni"?
– Na boisku nie ma żadnych układów. Po prostu chcemy ich w końcu ograć. To będzie jeszcze twardszy mecz niż w Głogowie. Ale po takich zwycięstwach, jak z Chrobrym, aż się chce trenować i dalej… wygrywać.

Mieczysław Rutkiewicz