Strona główna | ZPRP | Prasa mnie denerwuje

Prasa mnie denerwuje

 

Jeśli ktoś oczekuje od nas, że będziemy sięgać po medale wielkich imprez przez najbliższe dziesięć lat, to się myli. To jest sport, tu nie da się utrzymać wysokiego poziomu przez dekadę. To normalne, że każdy zespól ma kryzysy formy. Niech kibice i dziennikarze to zrozumieją i będą z nami, a nie przeciwko nam – mówi Karol Bielecki.

Dziennik: Remisujecie po horrorze z Norwegią, przegrywacie z Chorwacją i Danią. Te drużyny sprawiają wrażenie lepszych od was. Czego w tej chwili brakuje Polakom, by dołączyć do światowej czołówki?
KAROL BIELECKI: – Wy, dziennikarze, zaczynacie mnie powoli irytować. Uważacie, że ciągle jesteśmy gdzieś z tyłu za całą resztą, a zdobyte rok temu wicemistrzostwo było przypadkiem. Przedstawiacie nas ludziom w Polsce jako przeciętniaków. To złe podejście, smuci mnie.

Słuszna krytyka jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

– Fakt, ale ja uważam, że złe słowa pod naszym adresem są mocno przesadzone. My naprawdę radzimy sobie w Norwegii całkiem przyzwoicie.

Ale gorzej niż np. taka Francja, która wygrywa mecz za meczem. Co mają trójkolorowi, czego wy nie macie?

– Olbrzymie doświadczenie w meczach o stawkę. Nie drżą im dłonie, są spokojni. Nam brakuje chyba takiego ogrania.

Dlatego popełniacie sporo błędów? W spotkaniu z Norwegią zmarnowaliście m.in. pięć rzutów karnych. Wicemistrzom świata, nawet gdy są zestresowani, nie wypada popełniać tylu pomyłek.

– Piłka ręczna to jest gra błędów. Nikt nie ma w niej stu procent skuteczności. Gdyby istniała drużyna idealna, której wszystko wychodzi, to lałaby pozostałe ekipy dwudziestoma golami. Takich zespołów jednak nie ma. To normalne, że zdarzają nam się pomyłki. Inni też mają wpadki. Dlatego mimo kilku słabszych momentów uważam, że z Norwegią zagraliśmy nieźle. W końcu zdobyliśmy jeden punkt.

Wrócę jeszcze do tych karnych. Na treningach trafiacie do bramki bez problemu. Z Norwegami w ogóle wam nie szło. To wina słabej psychiki?

– To kumulacja kilku czynników. Rzucający na pewno czuje spore napięcie i stres. Poza tym po drugiej stronie stoi bramkarz, który oglądał wcześniej wideo i wie, czego może się po strzelającym spodziewać. Pamiętajmy, że przy karnych to golkiper ma większy komfort psychiczny Jeśli wpuści, nikt nie będzie go ganił. Jeżeli obroni, stanie się bohaterem.

A propos bramkarzy – najlepsi golkiperzy na tym turnieju, tacy jak Duńczyk Kasper Hvidt, bronią z 40-procentową skutecznością. Nasz Sławek Szmal ma tylko 27-procentową. Rozmawialiście z nim o tym, co jest nie tak?

Nie, bo jesteśmy z niego zadowoleni. Gra dobrze, odbija piłki w najważniejszych momentach.

Po meczu z Norwegią obie strony krytykowały sędziów, Francuzów Borda i Buya. Rzeczywiście byli tacy słabi?

– Raczej tak. Pozwolili na zbyt twardą grę. Ze Skandynawami nie graliśmy w piłkę ręczną, to była pospolita bijatyka, którą oni prowokowali. Arbitrzy powinni zareagować ostrzej na zaczepki Norwegów, zdusić je w zarodku. Wtedy mecz byłby czystszy, ładniejszy.

Strasznie pan spięty, o wiele bardziej niż przed Euro 2008. Dlaczego?

– Denerwuje mnie to, że gazety ciągle piszą o tym, że walczymy o życie, że szukają tylko dziury w całym. My naprawdę dajemy z siebie wszystko, doceńcie to. Walczymy i chcemy jak najlepiej.

Dziennikarze stawiają wam wysokie wymagania, bo jesteście wicemistrzami świata.
– Może i tak. Ale jeśli ktoś oczekuje od nas, że będziemy sięgać po medale wielkich imprez przez najbliższe dziesięć lat, to się myli. To jest sport, tu nie da się utrzymać wysokiego poziomu przez dekadę. To normalne, że każdy zespól ma kryzysy formy. Niech kibice i dziennikarze to zrozumieją i będą z nami, a nie przeciwko nam.

Kamil Glapiński