Strona główna | ZPRP | Najważniejsza bójka

Najważniejsza bójka

 

Karol Bielecki, pierwsza polska strzelba, o kolejnych meczach mistrzostw Europy, nerwach trenera Bogdana Wenty i o tym, dlaczego nie zagra w kadrze Leo Beenhakkera – pisze „Rzeczpospolita”.Rz: Za wami runda wstępna. Jeden mecz przegraliście, a dwa wygraliście. To dobry rezultat?

Karol Bielecki: Z żadnego z tych spotkań tak naprawdę nie możemy być zadowoleni. Z Chorwatami zagraliśmy dziwnie spięci, głupio traciliśmy piłki, a przeciwko Słowenii i Czechom bardzo łatwo trwoniliśmy przewagę z pierwszych minut. Na boisku była nerwowość, czyli coś, z czym wcześniej rzadko mieliśmy do czynienia. Popełniając takie błędy, w drugiej fazie, nie możemy liczyć na sukces. Z meczu na mecz powinno być lepiej, ale nie jest, bo ciągle zapominamy o tym, co ćwiczymy na treningach.


Zgodzi się pan, że zawodnicy rezerwowi nie dorównują poziomem tym z pierwszego składu?

Poziomem dorównują, tylko nie potrafią się wyluzować. Najlepiej było to widać w meczu z Czechami. Bogdan Wenta zrobił dwie, trzy zmiany i zamiast powiększać przewagę, na boisku zapanował chaos. Rywale zaczęli dominować. Wiem, że wszyscy moi koledzy potrafią grać, ale muszą odpowiednio podejść do meczów. Nie można się za bardzo stresować, trzeba tylko robić swoje.

Kiedy siedzi pan na ławce, nie szczędzi kolegom ostrych słów. To ma im pomóc?

W piłce ręcznej grają również zawodnicy z ławki. To ich zadanie – mają wskazywać błędy, przypominać o tym, żeby podnieść ręce w obronie. Jak się trzy razy zagra z kontry, to później dopada zmęczenie i ręce automatycznie idą w dół…

Czy poradzicie sobie w meczu z gospodarzami, który być może zadecyduje o tym, czy wywalczycie medal?

Wszyscy rywale są w naszym zasięgu, jednak pod warunkiem że zagramy dobrze jako drużyna, a nie każdy z nas osobno. Norwegowie są silni psychicznie, grają u siebie, pomagają im kibice i gdyby udało nam się ich pokonać, złapalibyśmy wiatr w żagle. A jeśli przegramy, rzeczywiście trzeba będzie zapomnieć o medalu. Gospodarze turnieju grają ostro, mają na to przyzwolenie od sędziów i zakładam, że w meczu z nimi będzie się musiała polać krew. To nie będzie piłka ręczna, ale raczej bójka. Dla nas najważniejsza na tych mistrzostwach.

Na początku roku podczas towarzyskiego turnieju w Danii przegraliście z Norwegią 23:30. Wyciągnęliście wnioski z tamtego spotkania?

Traktowaliśmy ten mecz jak trening, często zmienialiśmy skład, ćwiczyliśmy różne ustawienia taktyczne. Chcieliśmy wybadać nasze możliwości. Teraz to już jednak inna bajka. Norwegowie będą grali na 100 procent i my tak samo. Nie można z nimi pójść na wymianę ciosów, trzeba zachować spokój. Jesteśmy dużo silniejsi w ataku niż w obronie, mamy problemy z dobrym ustawianiem się, a rywal tej klasy może to wykorzystać.

Krzyki trenera wam nie przeszkadzają? Dużo czasu zajmuje, by przyzwyczaić się do reakcji Bogdana Wenty?

Z Bogdanem pracowałem w Magdeburgu, więc już zdążyłem przywyknąć do tego, że bardzo nerwowo reaguje na wydarzenia na boisku. Trzeba go zrozumieć, przeżywa duży stres. To jednak prawda, że tylko ci, którzy znają go lepiej, nauczyli się nie przywiązywać tak wielkiej wagi do jego ocen wypowiadanych na gorąco. Spora część moich kolegów bardzo się tym jednak przejmuje.

Naszą siłą jest jednak to, że jesteśmy grupą przyjaciół także poza boiskiem. Czekamy na zgrupowania, bo to dla nas szansa na zobaczenie się po długiej przerwie. Taka zażyłość, także z trenerem, powinna procentować.

Norweska prasa rozpisuje się o tym, jak mocno rzuca Bielecki – olbrzym z Polski…

Tutaj nie udało mi się jeszcze pokazać pełni możliwości. Z dobrej pozycji jestem w stanie posłać piłkę do siatki z prędkością 120 km/h. Jest tylko kilku zawodników na świecie, którzy potrafią uderzyć jeszcze mocniej. To rzeczywiście mój duży atut.

Możecie być pierwszą polską drużyną, której uda się wywalczyć bilety do Pekinu…

Siatkarki będą miały jeszcze szansę, podobnie jak my, gdyby powinęła nam się noga w Norwegii. Specjalnej presji nie odczuwamy, staramy się odciąć od gazet, Internetu. Chcemy skoncentrować się na swojej pracy. Sukces byłby nie tylko wielką sprawą dla nas, ale także dla piłki ręcznej w Polsce. Za dobrymi wynikami reprezentacji pójdzie zapewne zmiana organizacji klubów i może choć trochę upodobnimy się do Niemiec, gdzie piłka ręczna jest popularna i stoi na wysokim poziomie.

Reprezentacja Polski w piłce nożnej też w tym roku zagra w mistrzostwach Europy. Patrząc na to, co wyprawia pan z piłką podczas treningów, śmiało można polecić pana Leo Beenhakkerowi.

To zostało mi jeszcze z czasów, gdy dziesięć lat temu trenowałem w Wiśle Sandomierz i Siarce Tarnobrzeg. Zastanawiałem się nawet, czy nie postawić na futbol. Wyboru nie żałuję, wydaje mi się, że nie miałbym szans na odniesienie takich sukcesów jak w piłce ręcznej.