Strona główna | ZPRP | Handball to też zabawa

Handball to też zabawa

 

Redakcja portalu zprp.pl w sobotnie popołudnie złożyła wizytę w hotelu Rica Forum, gdzie zakwaterowana jest polska reprezentacja. Nasza ekipa zajmuje trzy poziomy. Na 17. piętrze trafiliśmy do  pokoju Krzysztofa Lijewskiego i Karola Bieleckiego.

Krzysztof Lijewski: – Właśnie wróciliśmy z treningu. Atmosfera była jak w przedszkolu. Bawiliśmy się, wygłupialiśmy się. Uśmiech od ucha do ucha. Nareszcie było widać radość z tego co robimy, bo ostatnie dni to była wielka koncentracja i mobilizacja. Przez chwilę zapomnieliśmy, że handball to też zabawa. Bogdan (Wenta przyp M.S.) dał nam dzisiaj trochę luzu. Graliśmy w futbol. Robiliśmy ćwiczenia ogólnorozwojowe. Każdy z nas tego potrzebował.

Marek Skorupski: Czy tak doświadczona drużyna jak wy musi się sprężać do meczów?

– Za każdy razem musimy się mobilizować. Nie ma tak, że podejdzie się do meczu na totalnym luzie i mecz się sam wygra. Mobilizacja jest nawet ważniejsza niż przygotowanie fizyczne do meczu. Czasami siłą wolą można dokonać cudów.

Czy stres, który jest związany z nową imprezą już was opuścił? Po siatkarzach wielu kibiców wiąże z wami duże nadzieje.

– Nie wiem jak Karol, ale ja nie odczuwam żadnej presji ze strony polskich mediów czy w ogóle środowiska polskiej piłki ręcznej. Na pewno to cieszy, że jesteśmy teraz na świeczniku, że każdy na nas liczy. Czasem to pomaga, czasem paraliżuje. Wszyscy jesteśmy zawodowcami i każdy wie po co tu przyjechał. Przykra sytuacja z siatkarzami, gdyż nie udało im się awansować w pierwszym turnieju do Pekinu  Będę osobiście za nich trzymał kciuki, podobnie jak moi koledzy z reprezentacji. Jakby nie patrzeć jesteśmy jedną wielką rodziną i trzeba być razem na dobre i na złe.


Krzysztof Lijewski w pokoju hotelowym/ Fot. M.Skorupski
 
Jak reagowaliście, gdy podczas meczu ze Słowenią trener Wenta miał do was wiele pretensji?

– Trener miał prawo do swoich ekstremalnych zachowań, do wulkanu. Przysporzyliśmy mu wiele siwych włosów, bo początek drugiej połowy wołał o pomstę do nieba. Tak nie powinno się grać, jeżeli chce się wygrywać najważniejsze trofea. Po meczu mieliśmy rozmowę na temat, co się działo w drugiej połowie. Mam nadzieję, że wniosku zostaną wyciągnięte jak najszybciej.

Jakie wnioski?

– W drużynie zawsze rozmawiamy na forum. Nie ma żadnego ukrywania. Co kogoś boli to od razu wyrzuca to przed resztą zespołu. W tym tkwi nasza siła. Razem rozwiązujemy problemy. Nikt się z tym nie chowa. Każdy próbuje pomóc drugiemu. A to, że nie idzie czasem na boisku, to jest normalne. Ze Słowenią za bardzo uwierzyliśmy, że jest już po wszystkim. Wygrywając dziewięcioma bramkami uznaliśmy, że rywal już się nie podniesie. Zespół z Bałkanów pokazał swoją diaboliczną krew. Pokazał, że mecz trwa 60 a nie 30 minut.

Czy czując oddech rywala, który doszedł na trzy gole, zaczęło w was narastać poczucie zagrożenie, czy też dalej uważaliście, że jednak nadal kontrolujecie mecz?
– Strachu może nie było. Raczej lekka niepewność.

Jak odbierasz to, że powoli będziesz więcej grał za brata? Wiesz, że krytyka za ostatnie występy w dużej mierze adresowana jest pod jego adresem?
– Jestem za niego spokojny. Wiem na co go stać. Wszyscy w drużynie wiedzą na jakim poziomie może grać. Dajmy mu trochę czasu. Na pewno pokaże swoje wysokie umiejętności. Momentami brakuje mu szczęścia. Trafia w słupki, w poprzeczkę.  


Widok z 17. piętra Rica Forum Hotel/ Fot. M.Skorupski

Po szkole bałkańskiej przyjdzie wam grać z Czechami. To dwie odmienne filozofie gry.

– Dokładnie. Czesi nie są łatwym przeciwnikiem. Pokazali to w meczu z Chorwatami. To nie będzie łatwe spotkania. Od dziennikarzy słyszałem, że jesteśmy już w drugiej rundzie. Najpierw trzeba jednak ten mecz wygrać. Jeżeli Karol będzie trafiał na 10 rzutów 9 goli, to jestem spokojny. Szczęście dla nas, że nie gra Filip Jicha, który wraca po kontuzji. Wiadomo jakie możliwości ma ten zawodnik. Mam nadzieję, że udowodnimy Czechom, że jeszcze daleko im do nas.

Czy można porównać organizacyjnie mistrzostwa świata 2007 z tegorocznymi mistrzostwami Europy?
– Na pewno jest dziwnie, że nasza kadra jest rozsypana po trzech piętrach. Jedzenie się poprawiło, bo pierwszego dnia było kiepskie.

W drugiej rundzie wpadacie na Norwegię i Danię …

– Tu nie ma słabych rywali. ME są trudniejszym turniejem niż mistrzostwa świata czy olimpiada. Tu są najlepsi z najlepszych. Na kogo by się nie wpadło, to będzie się mówiło, że to jest mały finał. Zespół z Norwegii pokazuje, że jest na fali, że ma super formę. Mają super obronę, grają agresywnie. Wydaje się, że są pretendentem do zdobycia medalu na tych mistrzostwach.
W Stavanger rozmawiał Marek Skorupski