Strona główna | ZPRP | Widzę „power”

Widzę „power”

 

Wiadomo każdy z nas był zdenerwowany po meczu, rozgoryczony porażką. Po 2-3 godzinach wróciliśmy do normalnego życia i przygotowujemy się do walki ze Słowenią.  Nie rzucamy ręcznika. Widzę „power”, chęć zwycięstwa – mówi Mariusz Jurasik najlepszy polski zawodnik w meczu z Chorwacją.

Czy już ochłonęliście po meczu z Chorwacją? Teraz tylko koncentrujecie się na dwóch pozostałych meczach w grupie, ze Słowenią i Czechami?
– Tak ochłonęliśmy. Wczoraj porozmawialiśmy sobie po meczu, co zrobiliśmy źle, co dobrze, co trzeba poprawić. Dziś wychodzimy na boisko i walczymy dalej.

Jakie główne wnioski nasuwają się po porażce z Chorwatami?
– Przede wszystkim zwróciliśmy uwagę na obronę. Zagraliśmy za mało agresywnie, szczególnie z Ivano Baliciem. Środkowy słoweński gra podobnie do Balicia. Może nie jest tak szybki na nogach, ale „wiąże” dwóch zawodników i krzyżuje z połówkami. Musimy to wyeliminować i przerywać ich akcje w ataku, aby podobnie jak Chorwaci nie mogli rozgrywać piłki. przez 25 sekund.

Wczoraj nie oddaliście jednego rzutu z koła …
– Chorwaci bardzo dobrze zacieśniali do środka i trudno było tam znaleźć, przez wysokich rywali, wolnego Bartka Jureckiego. Próbowaliśmy parę razy dołem, ale rzadko się to udawało. Następnie Bartek, mając piłkę był wypychany i było mu bardzo trudno wcisnąć się pomiędzy rywali. Przez to ja, czy lewe skrzydło, miało więcej pozycji do rzutu. Może trochę za mało aktywna była nasza lewa strona. Ja dostałem 13-14 piłek i cieszę się, że to wykorzystałem.

Chorwaci niczym raczej was nie zaskoczyli?– Zagrali to co umieją od lat. Ich reprezentacji opiera się na Balicu. To było widać w pierwszej połowie, kiedy został zmieniony na 5 minut. Wówczas przeciwnicy nic nie grali. My wtedy ich doszliśmy. Gdy wrócił, to niezależnie czy grał na lewej, prawej połówce czy też na środku, to prowadził im całą grę.

Pomysł z Marcinem Lijewskim na środku rozegrania wyniknął w czasie gry?
– To była taktyka. Marcin wyszedł, gdy graliśmy w przewadze. Mamy taką zagrywkę, gdzie z lewą ręką to lepiej wychodzi. Zaczynamy grę ode mnie, a Marcin ma grać z kołem lub odpuszczać piłkę dalej do lewej strony.

Dwa zwycięstwa w kolejnych występach dają szansę na spełnienie aspiracji?– Oczywiście. Z grupy wychodzą przecież trzy zespoły. W tamtym roku Niemcy wyszli z dwoma punktami mniej od nas i zostali mistrzami świata. Jeżeli myślimy o zdobyciu medalu, to nie ma się teraz co oszukiwać. Trzeba już wszystko wygrywać.

Czy wyczuwasz nadal w was moc, która doprowadziła do wicemistrzostwa świata?Widzę „power”, chęć zwycięstwa. Wiadomo każdy był zdenerwowany po meczu, rozgoryczony porażką. Po 2-3 godzinach wróciliśmy do normalnego życia i przygotowujemy się do walki ze Słowenią.  Nie rzucamy ręcznika.

Co było nagrodę dla najlepszego polskiego gracza w meczu z Chorwacją?
Zegarek adidasa. To chyba mój czwarty w karierze. Nie noszę ich. Jeden mam taki, który zabieram na treningi w terenie. Mierzy czas, tętno. Ten mi się przydaje. Resztę rozdaję jako prezenty.

Czy wyjaśniła się już sprawa jakości serwowanego dla was menu przez Norwegów?

Dużo się polepszyło. Pierwszego dnia było naprawdę katastrofalnie. Podali nam tylko ziemniaki i sałatę. Nawet żadnego sosu nie było. Mięso było chyba z renifera. Jak zobaczyłem jak trener Wenta próbuje to przełknąć, to nie zdecydowałem się spróbować. Zdecydowanie jest już lepiej. W Niemczech była znakomita kuchnia i organizacja.  

Marek Skorupski