Strona główna | ZPRP | Muszę dojść do siebie

Muszę dojść do siebie

 

Nie mogę powiedzieć, że ludzie poznają nas na ulicy, bo to byłaby przesada. Jednak nasza dyscyplina poszła do przodu. Gdybyśmy wywalczyli medal w Norwegii, też na pewno czekałaby nas wielka feta, tak jak po mistrzostwach świata – mówi reprezentant Polski, Artur Siódmiak, który w Gdańsku dochodzi do pełnej sprawności.

Paweł Stankiewicz, Polska – Dziennik Bałtycki: Dlaczego nie pojechałeś na turniej do Danii?

– Taka była decyzja lekarzy i trenera Bogdana Wenty. Długo leczyłem kontuzję i jeszcze nie jestem gotowy do gry. Przede wszystkim muszę popracować nad przygotowaniem fizycznym. Dlatego ciężko trenuję w Gdańsku wraz z zawodnikami AZS AWFiS, a trener Wenta rozpisał mi indywidualny plan treningowy.

Miałeś sporo problemów w związku z kontuzją?

To prawda, ale nie chcę już o tym myśleć. Diagnozy były różne, w tym błędna klubowego lekarza. Moja gra na mistrzostwach Europy była zagrożona, choć nadal nie jest pewna.

Wierzysz, że jednak znajdziesz się w kadrze na mistrzostwa Europy?

– Ja wierzę, ale decyzję podejmie Bogdan Wenta. Lekarz zapewnił mnie, że do mistrzostw Europy będę już całkowicie zdrowy. Teraz jednak muszę nabrać sił i fizycznie popracować nad sobą. Odkąd jestem w Gdańsku, to cały czas staram się nadrobić zaległości.

Możecie włączyć się do walki o złoty medal na mistrzostwach Europy?

Oczywiście. Taki jest nasz cel. Zresztą złoto daje kwalifikację olimpijską, a do tego przecież dążymy. Gdyby udało się wywalczyć Mistrzostwo Europy i nominację na igrzyska, to byłoby super.

Pamiętasz, jakie przywitanie zrobili wam kibice po zdobyciu wicemistrzostwa świata. Chciałbyś to przeżyć jeszcze raz?

– Zdecydowanie tak. To było coś niesamowitego. Była wielka feta, piłka ręczna stała się w Polsce bardziej popularna. Nie mogę powiedzieć, że ludzie poznają nas na ulicy, bo to byłaby przesada. Jednak nasza dyscyplina poszła do przodu. Gdybyśmy wywalczyli medal w Norwegii, też na pewno czekałaby nas wielka feta. Chociaż zdobywając srebrny medal mistrzostw świata sprawiliśmy niespodziankę, teraz miejsce na podium już pewnie w ten sposób nie zostałoby odebrane.

W tzw. międzyczasie zmieniłeś klub. Przeprowadzka z Niemiec do Szwajcarii wyjdzie ci na dobre?

To się dopiero okaże. W Kaddeten nie chcieli przedłużyć kontraktu ze mną i z innymi obcokrajowcami, a ja też już nie czułem się tam dobrze. Pojawiła się propozycja z Lubeki i postanowiłem z niej skorzystać. Na pewno zyskam pod względem sportowym. No i zagram w wymarzonej Bundeslidze. Hamowało mnie jedynie to, że klub ten walczy o utrzymanie. Poczynił jednak ruchy transferowe, sprowadzając choćby Michała Jureckiego i innych zawodników, kalendarz jest dla nas korzystny i wierzę, że ten czarny scenariusz się nie sprawdzi.