Strona główna | ZPRP | Grundfos Cup: Polska – Norwegia 31:29

Grundfos Cup: Polska – Norwegia 31:29

 

Polska wygrała 31:29 (13:20) z Norwegią w Poznaniu w trzecim dniu międzypaństwowego turnieju reprezentacji mężczyzn "GRUNDFOS CUP". W innym spotkaniu Dania wygrała z Portugalią 29:25 (15:9). Turniej wygrała Dania przed Polską, Norwegią i Portugalią.

Dania ? Portugalia 29:25 (15:9)
Dania: Petersen, Bruun ? Ohm 7, Kirkekaard 5, Mogensen 4, E. Jensen 3, Andersen 3, R.T. Hansen 3 (2×2?), Schuchel 3, Laen 1, H.Hansen, H.Jensen.
Kary: 4 min.
Portugalia: Figueira, Candeias ? Costa Ricardo 5, Costa Jose 4, Solha 3, Carneiro 3, Tavares 2, Salgado 2, Dias 2, Galambas 2, Pinto 1, Rodrigues 1, Arazes (2?), Bogas, Martingo, Lopes.
Kary: 12 min.
Sędziowali: Baranowski, Lemanowicz (obaj Polska). Widzów 1500.

Polska ? Norwegia 31:29 (13:20)

Polska: Wichary, Szmal – Tkaczyk 5 (2'), Kuchczyński 4 (2'), Bielecki 4, K.Lijewski 3, M.Lijewski 3, B.Jurecki 3 (2'), Jachlewski 3, Jurkiewicz 2, Kozłowski 2, Wleklak 1, M. Jurecki 1, Jaszka, Siódmiak.
Kary: 6 min. Norwegia: Steinar, Olaussen – Loke 9,Tvedten 6, Lund 4, Buchmann 3, Lauritzen 2 (2'), Jorgensen 2, Skajarervold 2, Jensen 1, Hansen.
Kary: 4 min. Sędziowali: Geipel, Helbig (obaj Niemcy). Widzów 2400.

W sobotni wieczór kibice z Wielkopolski mieli spory dylemat, a zarazem prawo wyboru – na co się wybrać. Obejrzeć ligowy mecz piłkarzy Lecha Poznań czy zajrzeć do hali Areny, gdzie rozgrywane były spotkania ostatniego dnia turnieju piłkarzy ręcznych Grundfos Cup. Stali bywalcy zawodów piłki ręcznej w Poznaniu ocenili, że wypełnione do połowy trybuny (ok.2500 widzów) są rekordem frekwencji tej dyscypliny w Arenie. Pomogła w tym akcja "Gazety Wyborczej", która obszernie informowała o turnieju (50 tys. egzemplarzy ze zdjęciem reprezentacji). Sympatycy szczypiorniaka, którzy zdecydowali się na mecz Polska – Norwegia nie mogą być rozczarowani. Była wielka huśtawka nastrojów, emocje no i na koniec wygrana podopiecznych Bogdana Wenty.

Stawką meczu było drugie miejsce w imprezie. Polacy rozpoczęli w mocno eksperymentalnym składzie, opartym na graczach z krajowych klubów. Jak mówi polski szkoleniowiec jego zawodnicy, bardziej o długich zgrupowań kondycyjnych, potrzebują jak najwięcej sprawdzianów z silnymi rywalami. Trzon drużyny już dawno jest. Potrzebni są zmiennicy, którzy na mistrzostwach świata będą mogli w każdej sytuacji pomóc kolegom.

Zaczęło się nieszczególnie dla białoczerwonych – 0:3, 5:8.Potem było coraz gorzej 9:18. Nasi reprezentanci ze skrzydeł nie stawarzali żadnego zagrożenia, rozegranie było tak wolne, że od razu było wiadomo do kogo trafi piłka. Były olbrzymie trudności z wyrobieniem pozycji rzutowej. Dodatkowo trzy kolejne karne efektownie obronił Steiner Ege. Stało się tak m.in. dlatego, że niemalże etatowy egzekutor Tomasz Tłuczyński w trybie pilnym został wezwany do swojego klubu 2.Bundesligi. Grający na jego pozycji zawodnik w TSV Hannover-Burgdorf doznał kontuzji. "Słabo grają" – co chwila w podobnym tonie słychać było komentarze widzów. Wprowadzenie do gry zawodników podstawowego składu też nie odmieniło obrazu gry. Norwegowie grali z polotem. Ich twarda gra w obronie pozwała wyprowadzać kontry. Ataki w przewadze 4:2 nie były rzadkością. Dużym zagrożeniem był kołowy Frank Loke, który do przerwy zdołał zaliczyć 5 ze swoich 9 trafień.

Na drugą połowę drużyny wyszły w mocno zmienionych zestawieniach. Szybko zdobyte kolejne dwie bramki Skandynawów nie zapowiadały niecodziennych wydarzeń. O swoich wysokich umiejętnościach przypomniał Sławomir Szmal, który w bramce zastąpił Marcina Wicharego. Jego interwencje i agresywna gra w obronie wymuszały na Norwegach prostę błędy. W ich szeregi wkradła się nerwowość. Role się odwróciły i Polacy zaczęli seryjnie zdobywać, po 3-4, bramki. Do remisu 27:27 doprowadził Marcin Lijewski, a w 57 min, po wbiegnięciu ze skrzydła na środek rozegrania Mateusza Jachlewskiego, Polska objęła prowadzenie 29:28. Na widowni publiczność finałowe minuty oglądała na stojąco. Nie był to koniec emocji. Prz stanie 30:28, po decyzjach niemieckich sędziów – w odstępie kilkudziesięciu sekund – kary 2 minut otrzymało po kolei trzech polskich zawodników: B.Jurecki Tkaczyk i Kuchczyński. Tuż przed wykluczeniem tego ostatniego Havard Tvedten zdobył gola. Gra 3:6 w piłce ręcznej zdarza się niezwykle rzadko. Jeszcze rzadziej, przy wyrównanym meczu, wygrywa mniej liczebny zespół. Norwegowie mogli doprowadzić do remisu, ale techniczny strzał Tvedtena poleciał nad poprzeczkę. Po powrocie na parkiet starszego z braci Jureckich, dwójkowa akcja Tkaczyka z Damianem Wleklakiem ustaliła, niemal równo z końcową syreną, rezultat na 31:29. Mecze Polaków ze skandynawskimi zespołami udowodniły, że nasza drużyna ma olbrzymi potencjał, ale jednocześnie zdarzają jej się długie momenty bardzo słabej gry.

Powiedzieli po meczu:
Bogdan Wenta (trener Polski): Nie zakładaliśmy, że będzie taka duża różnica do odrobienia. Sporo nie wykorzystanych sytuacji strzeleckich, w tym trzy karne i Grzesio (Tkaczyk) z superkontry rzuca w słupek, Obrona nie funkcjonowała jak należy. Potem 30 minut drugiej połowy, to całkiem inny zespół. Druzyna ma potencjał, ale nie może być takich rozbieżności między zawodnikami na tych samych pozycjach. Nie wiem czy to wynika z aspektu mentalnego, kondycyjnego czy też doświadczenia. Musimy zrobić wszystko, aby cała grupa znalazła się w jednym punkcie. Będziemy nad tym pracować, ale czasu jest coraz mniej. Pokazaliśmy, że przegrywając 13:22 jesteśmy w stanie odrobić dziewięć bramek w ciągu 20 minut. Dzisiejsze przejście z zera na sto procent sprawdziło się. To jest pewna pozytywna historia dla chłopaków, którą powinni ze sobą zabrać. Możemy wygrać z mistrzem świata, jeżeli będzie to tylko jeden mecz, a następny będzie za tydzień.

Erik Andersen (asytent trenera Norwegii): Mieliśmy problem z graczami, gdyż dwóch było kontuzjowanych i przez to możliwość zmian była ograniczona. Dla zespołów był to doskonały trening – gra 3 na 6 i 4 na 6. Po raz pierwszy mój zespół przegrał w takiej sytuacji.

Krzysztof Lijewski: Wolelibyśmy wygrywać w inny sposób. Naraziliśmy sztab szkoleniowy na niezłe nerwy. Dawno temu pamiętam, że grałem w przewadze 6 na 3. Wówczas moja drużyna wygrała. Potrafimy zwyciężać ze wszystkimi jeżeli tylko w to uwierzymy. Czasami może to wyglądać tak, że gramy jakby od niechcenia lub za karę. Jeżeli tylko włożymy serce, jak to było w drugiej połowie, to jesteśmy w stanie wygrać z mistrzem świata.

Sławomir Szmal: Dzisiaj mieliśmy wszystko horror, sensację na koniec trochę uśmiechu. Szkoda tylko, że Danii nie udało się pokonać. Myślę, że turniejów przed mistrzostwami się nie wygrywa. W tym przypadku chodzi o przećwiczenie niektórych rzeczy i zgranie zespołu. To tracenie i zdobywanie przez nas kilku kolejnych bramek świadczy, że w sporcie wszystko jest możliwe. Nam potrzeba 60 minut koncentracji. Do sędziów nie możemy mieć pretensji za te kary 2-minutowe. W zeszłym roku grałem 3 na 6 o wejście do Pucharu Niemiec. Mecz również był dramatyczny i skończył się szczęśliwie dla mojego zespołu.