Strona główna | ZPRP | Stanie na paznokciach

Stanie na paznokciach

 

Zdaniem trenera Bogdana Wenty niedawno zakończony turniej Grundfos Cup był namiastką tego, co spotka naszą reprezentację na mistrzostwach świata. Tak jak w Wielkopolsce, tak w Niemczech polski zespół rozpocznie grę od słabszych przeciwników. Szkoleniowiec uważa jednak, że mecze z Argentyną i Brazylią będą o tyle trudne, gdyż będą wymagały od zawodników specjalnego przygotowania mentalnego. Z każdym dniem poprzeczka będzie coraz wyżej podnoszona i szykując się na Niemców nasi reprezentanci będą już "stali na paznokciach".

"Kłopot w tym jak do tego momentu dobrniemy?" – zastanawia się Wenta. – Mamy olbrzymi potencjał. Jesteśmy zespołem, który może wygrać z mistrzem świata. Jak podejść do spotkań, które przed nami? Wystawiać tylko tą szóstkę? To duże obciążenie psychiczne i fizyczne. Bez wartościowych zmiennników dużej imprezy nie pociągniemy. Pracujemy nad tym, aby cała grupa się znalazła w jednym punkcie. Każdy czuje, kto jest tym pierwszym, a kto drugim w drużynie. Dajemy wszystkim szansę. Tak jak to zrobił Kozłowski, który w ważnym momencie meczu z Norwegami rzucił bramkę z karnego".
Na mistrzostwa pojedzie 16 zawodników. Reżim treningowy na kadrze jest ściśle przestrzegany, ale kilka dni na każdym zgrupowaniu to niewiele czasu. "Dlatego zawodnicy dostają do wykonania w klubach dodatkowe jednostki treningowe. Słyszę jednak, że niektórzy ligowi szkoleniowcy zakazują wykonywania tych planów. Przypadek Kwiatkowskiego. Bierzemy chłopaka do reprezentacji, który jest +zielony, surowy+. Ale jest wielki, ma serce, chcę się nauczyć. Jak słyszę, że z klubem jest konflikt interesu, to jest to dla mnie przykre – oburza się szkoleniowiec reprezentacji – W naszym notesie są nazwiska zawodników, którzy w ogóle nie grali w reprezentacji, z zespołów z dołu tabeli. Dzięki materiałom z biura Związku mam przegląd naszej ligi. Czasami można zauważyć ciekawą postać, która potwierdza to w kolejnych meczach. Oni dostaną jeszcze szansę".

Wenta uważa, że kadrowicze powinni być nauczoni koncentracji w każdych warunkach. "Jeżeli reprezentujesz kraj, to powinieneś być z tego dumny. Na pewno za walkę w meczu z Danią im podziękowałem. Mimo wszystko to było za mało. Chciałbym mieć taki drugi zespół w kraju jaki ma Dania. Jeżeli to jest drugi zespół. Większość nich grała już w pierwszej reprezentacji. Nawet w bramce u nich stoi brązowy medalista mistrzostw Europy. Musimy się od takich drużyn uczyć. Do Polski przyjechali pokazać, że to im właśnie należy się miejsce w zespole narodowym. Kondycyjnie rywale przebili nas siłowo. To daje mi dużo do myślenia. Wyniki badań wydolnościowych, które robiliśmy w Poznaniu trzeba będzie dokładnie przeanalizować. Musimy porównać grupy zachodnie z grupami polskimi. Ten turniej rozgrywany był tak, jak będziemy grali na mistrzostwach świata. Z każdym dniem zaczną się większe schody. Powtarzałem po ME w Szwajcarii. Nie możemy iść jeden stopień do góry, a potem nagle schodzić w dół. Powinniśmy z dnia na dzień wspinać się wyżej" – dodaje selekcjoner, który wskazuje, że trzeba się wzorować na tym, co pokazał nam zespół duński – mentalności zwycięzcy. Jego dewizą jest to, że jeżeli prowadzisz siedmioma bramkami, to trzeba wygrać ośmioma. Jeżeli masz osiem, to trzeba wygrać dziewięcioma golami. Brakuje nam podejścia zachodnich zespołów. To taki nasz polski minimalizm.

Trener słusznie ocenia, że czasy długich obozów bezpowrotnie minęły. Teraz trzeba wykorzytywać każdy trening, aby doskonalić przygotowania do ważnych imprez. Powtarzanie zagrywek już raz wyuczonych jest zwykłym martnotrastwem. Nie możemy sobie pozwolić na to, aby zawodnik z ławki potrzebował 2-3 minut na wejście w rytm gry. Dublerzy muszą bezbłędnie znać wszystkie warianty rozegrania piłki. Mecz z Norwegią udowodnił, że zespół nawet w krytycznych momentach jest w stanie zmobilizować się i wygrać.

Przed MŚ reprezetacja Polski wystąpi w trzech turniejach. W grudniowej imprezie w Sanoku (Czechy, Węgry i Słowacja) kadra zagra bez zawodników, którzy do 30 grudnia mają obowiązki w zachodnich ligach. Przyjadą jednak Mariusz Jurkiewicz z Hiszpanii i Artur Siódmiak ze Szwajcarii. "Zostaną wypróbowani chłopacy z młodzieżówki. Nie zamykam się tylko z tą grupą, której do tej pory zaufałem. Słyszę jednak, że wielu z nich nie gra w swoich klubach. Dobrze, że w styczniu jedziemy na turniej do Danii, gdzie w najsilniejszym składzie będziemy grali z gospodarzami, Islandią i Norwegią. Z kolei w Hiszpanii oprócz miejscowej reprezentacji zmierzymy się Rosją, z którą od lat nie graliśmy oraz Tunezją, czyniącą ostatnio olbrzymie postępy. Pobicie się z tymi zespołami będzie dla nas najlepszym treningiem. Sądzę, że nie będziemy mieli żadnych ofiar. Musimy pukać do światowej czołówki, tam nam drzwi nikt nie uchyli. Wręcz przeciwnie będą się starali nam je zamknąć" – zakończył Wenta.