Strona główna | ZPRP | Węgry wygrały turniej Christmas Trophy

Węgry wygrały turniej Christmas Trophy

 

Węgry zwyciężyły Polskę 29:18 (14:7) i wygrały międzypaństwowy turnieju męskich reprezentacji Christmas Trophy w Sanoku. Słowacja, pokonując Czechy 28:26 (16:16), zajęła 3.miejsce.

Mecz Polska-Węgry decydował, która z tych drużyn wygra turniej Christmas Trophy. Szybko się okazało, że triumfator sanockiej imprezy może być tylko jeden. Madziarzy stosując agresywną obronę praktycznie stworzyli ścianę bardzo trudną do sforsowania. Białoczerwoni mieli duże problemy z wypracowaniem pozycji strzeleckiej. Gdy to się im udawało, to na przeszkodze stawał bramkarz Peter Tatai, wybrany najlepszym zawodnikiem turnieju na tej pozycji. Węgier w pierwszych 30 minutach aż 17 razy ratował swój zespół od utraty gola. Jego vis-a-vis Marcin Wichary dla porównania w tym samym okresie nie dał się zaskoczyć jedynie siedem razy.
Nic dziwnego, że zespół Laszlo Skaliczky’ego szybko uzyskał kilkubramkowe prowadzenie. Nasz zespół trzecią bramkę zdobył dopiero w 21 min (3:7). Wprowadzenie na boisko Michała Kubisztala i Michała Stankiewicza odmieniło przebieg meczu, ale nie na tyle, aby można było odrobić w znaczący sposób straty. Skrzydłowi Vive Kielce Mateusz Jachlewski i Patryk Kuczczyński praktycznie nie stwarzali żadnego zagrożenia. Podobnie było z Mariuszem Jurkiewiczem, który nie wnosił za wiele do gry. Tylko 1 z 7 jego strzałów znalazł drogę do bramki.

W drugiej połowie Węgrzy kontrolowali spotkanie i powiększali przewagę. Wprowadzony do bramki Marek Kubiszewski obronił dwa karne, ale było to stanowczo zbyt mało, aby zagrozić swobodnie, na luzie, grającym Madziarom. Popis gry dał środkowy rozgrywający Gabor Csaszar, który do miana najlepszego gracza turnieju (MVP) dodał tytuł najskuteczniejszego strzelca (26 bramek). Indywidualne jego pilnowanie na niewiele się zdało, gdyż zawodnik Dunaferr SE przeważnie potrafił uwolnić się spod opieki.

Madziary wysoko prowadząc (w 50 min 25:13) mogli pozwolić sobie na kilka efektownych zagrań. Szczególnie akcja, po której gola z wyskoku nad pole bramkowe, zdobył Atilla Vadkerti mogłaby przypaść do gustu najwybredniejszym znawcom piłki ręcznej.

Mecz z Węgrami pokazał, w którym miejscu jest nasza klubowa piłka ręczna. Udowodnił dlaczego, nasze krajowe zespoły tak szybko odpadają z europejskich pucharów. Trener Daniel Waszkiewicz nie chciał mówić o personaliach, ale po jego słowach można było wywnioskować, że niektórzy zawodnicy nie wykorzystali szansy. W styczniu przed reprezentacją (w najsilniejszym składzie) dwa turnieje ? w Danii i Hiszpanii ? które zakończą przygotowania do mistrzostw świata.

Powiedzieli po meczu:
Daniel Waszkiewicz: ?Nasz zespół praktycznie spotkał się trzy dni temu i to dziś wyszło. Mieliśmy trudności z obroną węgierską. Zaczęło się to co najgorsze. Każdy grał indywidualnie i pod tym względem byli zdecydowanie gorsi. Nie ukrywam, że nadal poszukujemy graczy do zespołu narodowego. Ta drużyna jest ciągle w budowie. Nie wydaje mi się, że Węgrzy byli zdecydowanie najlepsi w turnieju. Grali dziś solidnie. My powiem delikatnie trochę gorzej. Spotkanie z Czechami, na świeżości, w tempie, było w naszym wykonanu bardzo fajne. Ze Słowacją było nieźle, ale widać było, że popełniamy dużo błędów. Założenia przedturniejowe zostały zrealizowane, ale tylko w dwóch pierwszych występach. Z Węgrami nie bardzo. W miarę jestem jednak zadowolony, gdyż chciałem aby wszyscy jak najwięcej grali. Paru zawodników na pewno się pokazało?.

Laszlo Skaliczky (trener Węgier): Musieliśmy się natrudzić, aby wygrać turniej. Wszystkie zespoły były waleczne. Jestem dumny z gry mojej drużyny. Chciałem pogratulować gospodarzom za wysoki poziom organizacji zawodów. W Sanoku macie doskonały obiekt sportowy. 8-9 zawodników z tej reprezentacji pojedzie na mistrzostwa świata. W styczniu mamy jeszcze po dwa towarzyskie mecze ? z Niemcami i Słowenią.

Damian Wleklak: ?Nam ten mecz nie wyszedł. Szkoda, bo to w sumie był finał turnieju. Z dobrym przeciwnikiem można się było sprawdzić. Mieliśmy za dużo prostych błędów, za dużo strat. Węgrom się grało na luzie, swobodnie. W naszym składzie było dużo nowych zawodników. Kilka rzeczy jest niedopracowanych. Zabrakło nam konsekwencji, bo pokazaliśmy kilka ciekawych akcji?.

Michał Stankiewicz: "Cieszę się, że koledzy obdarzyli mnie zaufaniem i dużo podawali. Starałem się to wykorzystać jak najlepiej. Podwójnie szkoda, że tak to się skończyło. Chcieliśmy dla tak licznej widowni wygrać. Nie udało się".

Polska-Węgry 18:29 (7:14)
POLSKA: Wichary, Kubiszewski ? Niedośpiał 2, Stankiewicz 6, Kuchczyński, Jachlewski, Rumniak 2 (2′), Jurkiewicz 1, Kuptel 1, Jaszka 2 (2×2′), Kubisztal 3, Kwiatkowski (2′), Kozłowski 1. Kary 8 min. Trener: D.Waszkiewicz.
WĘGRY: Tatai, L.Nagy ? Grebenar 1 (2×2′), Tarnavolgyi, Csaszar 10, Toro 1, Ivancsik 3, Tombor 2, Szalafai 1 (2′), Vadkerti 2, Sutka 1 (2′), K.Nagy 1 (2×2′), Schuck 1, Redei 2 (2′) , Herbert 1 (2×2′), Zubai 3 (2′). Kary: 20 min. Trener: L.Skaliczky.
Sędziowali: Kouz (Ukraina), A.Sołodko (Polska). Widzów 2400.

Słowacja-Czechy 28:26 (16:16).
SŁOWACJA: Melus – Mazak 2 (2′), Pekar 1, Kleis 5, Durilla, Volentics 3, Mikeci 2, Marusak 1, Funak 2, Dudas 4 (2′), Tumudalsky 8. Kary 4 min. Trener: Z.Heister
CZECHY: Krupa – Opalka 2, Bruna 2, Buchta 4 (2′), Zdrahala 3, Prachar (2′), Berka 3, Plsek 2 (2×2′), Motl 1 (2′), Sobol 3, Heinz 1, Sulc 1, Vrany 4 (2×2′), Reznicek. Kary 14 min. Trener: P.Pauza.
Sedziowali: A. i L. Sołodko (obaj Polska). Widzów 700.