Strona główna | EHF Euro 2016 | Z cyklu “Poznaj Ambasadora EHF EURO 2016”: Krzysztof Skiba

Z cyklu “Poznaj Ambasadora EHF EURO 2016”: Krzysztof Skiba

 

KRZYSZTOF SKIBA: EURO 2016 będzie wielkim świętem sportu

W Polsce krąży stereotyp Polaka-malkontenta, który lubi narzekać na wszystkich i wszystko. Ten szablon kompletnie łamie jeden z Ambasadorów EHF EURO 2016, Krzysztof Skiba, który do życia podchodzi optymistycznie, bo jak sam mówi, jest ono żartem. Wspólnie z muzykiem wracamy do jego początków, rozmawiamy o obecnych projektach, a także odkrywamy jego punkt widzenia na sport i zbliżające się mistrzostwa Europy.

2015.11.08 GDANSK ERGO ARENA PILKA RECZNA HANDBALL TURNIEJ TOWARZYSKI PILKI RECZNEJ W GDANSKU MECZ POLSKA - HISZPANIA POLAND - SPAIN N/Z KRZYSZTOF SKIBA BIG CYC FOTO NORBERT BARCZYK / PRESSFOCUS

 

Monika Litwin: Wyrwałam Pana ze studia, zatem co nowego Pan tworzy?

Krzysztof Skiba: Co jakiś czas nagrywamy nowe piosenki, właśnie teraz, zimą. Śnieg spadł, zimno się zrobiło, więc ogrzewamy się w studiach. Ogrzewamy się muzyką. Szykujemy nowe kawałki na wiosnę i lato. To jest okres, w którym mniej się gra, a więcej nagrywa. Na razie to przymiarki dopiero, ale coś się z tego wykluje na pewno. Nakręcimy jakiś wakacyjny teledysk, ale oczywiście nie teraz (śmiech).

Z Pana to trochę człowiek orkiestra: muzyk, aktor, konferansjer, satyryk.

Rozrywka to część mojej pracy de facto. Idąc na imprezę do klubu, bardzo często idę tam nie bawić się, lecz pracować. Taka sytuacja powoduje, że mam trochę inny rytm życia niż większość społeczeństwa, bo w weekendy pracuję, a bawić się mogę dopiero w tygodniu. Środek tygodnia to dni, w których mogę odpocząć, chociaż ja swoją pracę kocham.

Zaintrygował mnie jeden aspekt Pana przeszłości. Co to za przygoda z modelingiem sprzed lat?

To była bardzo poważna sprawa. Miałem wtedy może 10 lat i wraz z Maćkiem Kosycarzem, znanym na Wybrzeżu fotoreporterem, z których chodziliśmy razem do podstawówki, poszliśmy na casting do dziecięcych pokazów mody, o których dowiedział się Maciek. Patrząc na moją figurę obecnie to ta informacja, o mnie jako modelu, musi być naprawdę kuriozalna (śmiech). Ale to prawda, debiutowałem jako model, prezentując modę szkolną. I mam na myśli poważny debiut już za pieniądze, bo dostaliśmy za te dwa tygodnie pokazu całkiem niezłą sumkę.

Z jakiej okazji odbywały się takie pokazy?

Wydarzenie miało miejsce podczas Jarmarku Dominikańskiego, największej plenerowej imprezy handlowej tutaj w Gdańsku. Podczas, gdy Jarmark się kończył, pod koniec sierpnia, rozpoczynały się akcje „Witaj Szkoło”. To właściwie było chyba nawet po Jarmarku, na takim kiermaszu z tym hasłem. Czyli zakupy wszystkich przyborów szkolnych, a także mundurków i odzieży szkolnej. Razem z Maćkiem ten casting wygraliśmy i to była wielka frajda. Dwa pokazy dziennie, a nasze występy uatrakcyjniał pokaz iluzjonisty. Nawet zakradliśmy się do jego garderoby, żeby podpatrzeć różne sztuczki. Pokazał nam tylko jakiś trik z gumką, a potem popisywaliśmy się tym w szkole.

Oprócz tego wydał Pan kilka książek, co skłoniło Pana do pisania?

Pisanie jest jedną z form wyrażania siebie, a ja nie lubię ograniczać się tylko do jednej z form aktywności. Mogę przemycić trochę swoich refleksji, przemyśleń, chociaż wszystko w formie satyrycznej. Byłem publicystą tygodnika „Wprost”, gdzie pisałem felietony. Przez wiele lat zamieszczałem także felietony w Gazecie Wyborczej. Zbiór tych najciekawszych wyszedł w książce pt. „Skibą w mur”, która osiągnęła całkiem dobry nakład. Druga książka to były opowiada satyryczne. Ja czasem na scenie opowiadam takie krótkie historyjki, śmieszne lub nie, a tutaj były one bardziej rozbudowane. A w 2014 ukazała się książka o latach 80-tych pod tytułem “Komisariat naszym domem. Pomarańczowa historia”. Narodowe Centrum Kultury wydało książkę o happeningach antysystemowych w PRL-u, jest tam trochę o początkach Big Cyca i o czasach kiedy działałem w Pomarańczowej Alternatywie. Wydawca uznał, że barwny życiorys Skiby jest częścią dziedzictwa narodowego.

Chyba w ogóle Pana podejście do życia jest takie dość satyryczne, na luzie.

Moja rola w kosmosie to patrzenie z przymrużeniem oka na świat, który nas otacza. Życie jest jednym wielkim żartem, kawałem, który nam ktoś zrobił. Wystarczy spojrzeć na polityków, od razu widać, że to kpina, bo trudno traktować to co mówią na serio. Gdybyśmy to wszystko traktowali na poważnie, to byśmy zwariowali. Stąd są tacy ludzie jak ja, którzy opisują ten świat trochę złośliwie i prześmiewczo. A te moje refleksje mają służyć temu, żeby nam się lepiej żyło, a samego życia żebyśmy nie łykali jak gorzkiej pigułki za karę. Także sport to nic innego jak forma rozrywki , bo jakby na to nie patrzeć, przecież sport ma nam przynosić radość. Ktoś tam zdobywa bramkę i się wszyscy cieszą, są emocje i adrenalina jak na koncercie.

Jeśli chodzi o sport to ma Pan trochę powiązań z tą dziedziną, chociażby niedawno mecz gwiazd na zakończenie kariery Artura Siódmiaka. Ciągnie coś Pana w kierunku sportu?

W dzisiejszych czasach sport ma wiele wspólnego z muzyką. Mecz i koncert to widowiska. Bywa, że piłkarze grają koncertowo i jak z nut (śmiech). Sport, podobnie jak muzyka oprócz tego, że służą rozrywce, kształtują pewne postawy. Na przykład sport powinien kształtować zasady szlachetnej rywalizacji, fair play, tego że wygrywa lepszy. Niestety przykre jest kiedy słyszymy o masowym dopingu czy jakiejś korupcji. Jasne, że sport to jest również biznes, ale naprawdę życzyłbym sobie takiego czystego sportu. Może to utopia, ale jestem idealistą.

W nawiązaniu do tego, został pan Ambasadorem EURO 2016, ale to nie jest Pana debiut?

Nie. Byłem Ambasadorem podczas mistrzostw Europy 2012 w piłce nożnej, w całkiem fajnym gronie. Byłem przyjmowany na Ambasadora z Olafem Lubaszenką, wielkim fanem nożnej. No i teraz jest mi ogromnie miło, że organizatorzy EURO 2016 w piłce ręcznej, zwrócili się do mnie czy mógłbym być jednym Ambasadorów tego wydarzenia. Bez wahania zgodziłem się i znów byłem w doborowym gronie, z Sebastianem Milą czy Darkiem Michalczewskim.

W naszym kraju futbol, choć nie odnosi takich sukcesów jak na przykład piłka ręczna, wciąż jest na pierwszym planie. A przecież to w piłce ręcznej mamy dwa zespoły, które regularnie występują w Lidze Mistrzów. Dlaczego nie jest to tak popularne dyscyplina jak piłka nożna?

Sokrates twierdził, że miłość jest ślepa. I właśnie miłość Polaków do piłki nożnej jest ślepa. Miliony kibiców wspierało drużynę jak naprawdę działo się źle, teraz na szczęście zaczyna to wyglądać lepiej. Szkoda tylko, że piłkę nożną wypaczają te wszystkie afery korupcyjne. Jak można jeszcze wierzyć, że tam cokolwiek odbywa się uczciwie? Kibicem jestem umiarkowanym, ale gdy gra reprezentacja to dopinguję i wspieram jak mogę. Teraz jeszcze zainteresowanie pozytywnie nakręca kariera Roberta Lewandowskiego, naszego boiskowego rewolwerowca. Sympatia do niego przekłada się na sympatię do całej dyscypliny.

Sportowcy niewątpliwie nas w Europie reklamują, a czy to nadchodzące EURO będzie wizerunkowo wpływać na nasz kraj? Oczywiście dużo zależy od tego jak wypadnie organizacja.

Mam nadzieję, że tak. To będzie wielkie święto sportu, a o tym, że organizacja będzie znakomita, jestem przekonany, bo widziałem jak wszystko było przygotowane pod towarzyski mecz Polska – Hiszpania. Mamy piękne hale, piękne miejsca i doskonałą publiczność. Transmisje telewizyjne zgromadzą miliony przed odbiornikami na pewno, a bilety na mecze Polaków będą wyprzedane.

A propos pięknych miejsc i hal, Pan pochodzi z Gdańska, Ergo Arena jest sportowym przyczółkiem. Czy w mieście widać pierwsze oznaki mistrzostw?

Dużo się mówi o tym w Internecie. Wielkich reklam w mieście nie ma, ale na to jest jeszcze czas. Za to jest pełne sympatycznego niepokoju oczekiwanie. Niepokój, czyli mam na myśli takie szlachetne podniecenie, że oto po raz kolejny dzieje się u nas coś ważnego.

Polacy swoje mecze będą grali w Krakowie, więc czy nie ma takich obaw, że kibice w Gdańsku nie dopiszą?

Chyba nie. W końcu przyjeżdżają do nas zespoły Węgier, Danii i Rosji, więc będzie na kogo popatrzeć. Może okaże się to weryfikacją ilu naprawdę jest kibiców piłki ręcznej w Polsce. Wiadomo, że emocjonalnie jesteśmy za naszymi, ale to są mistrzostwa Europy, przyjeżdżają najlepsi piłkarze z całego kontynentu i na pewno będzie wiele pasjonujących meczów, gromadzących sporą widownię.

Ma Pan wśród swoich znajomych sporo piłkarzy ręcznych, rozmawiacie o tym zbliżającym się wydarzeniu?

Okazji do kontaktów dużo nie mamy, bo ludzie aktywni nie mają czasu na pogaduszki (śmiech). Jedną z takich możliwości był plan teledysku, który kręciliśmy na stadionie PGE Arena w Gdańsku, w tym roku w maju. Piosenka nosi tytuł „Jesteśmy najlepsi”. Mam nadzieję, że będzie ona rozgrzewała piłkarzy ręcznych i kibiców podczas mistrzostw. W tym teledysku wzięło udział wielu wybitnych sportowców, między innymi Marcin Lijewski czy Artur Siódmiak z całą swoją Akademią, ale też inni, niezwiązani z piłką ręczną. Przy okazji tego teledysku rozmawialiśmy też ogólnie o życiu sportowca, jakie ono jest, a jest okropnie stresujące, bo wygląda mniej więcej tak: trening, trening, zawody, chwila przerwy i od nowa. Tak że do rozmowy mamy mało sposobności, głównie dzieje się to z okazji takich wydarzeniach muzyczno-sportowych lub akcji charytatywnych, na których się wspólnie pojawiamy.

Zaintrygował mnie Pan tym kawałkiem „Jesteśmy najlepsi”, co to jest za piosenka?

To jest utwór z bardzo prostym przekazem i nie jest związany z żadną konkretną dyscypliną, ale ze sportem ogólnie. Dlatego też biorą w tym udział sportowcy z różnych dyscyplin m.in. Otylia Jędrzejczak, Iwona Guzowska, Szymon Kołecki, Mateusz Mika czy Darek Michalczewski. Jest to kawałek o rywalizacji, wpadający w ucho. Pozytywna, optymistyczna piosenka o tym, że nawet jak się przegrywa, to trzeba wstać i walczyć. Polecam teledysk który można zobaczyć w Internecie.

Rozmawiała Monika Litwin