Strona główna | EHF Euro 2016 | Z cyklu “Poznaj Ambasadora EHF EURO 2016”: Jerzy Garpiel

Z cyklu “Poznaj Ambasadora EHF EURO 2016”: Jerzy Garpiel

 

JERZY GARPIEL: Chciałbym obejrzeć finał z udziałem Polaków

Najważniejsza jest drużyna – mówi jeden z Ambasadorów EHF EURO 2016. To właśnie taki kolektyw sięgnął po brązowy medal mistrzostw świata w 1982 roku w Dortmundzie, a sukces polskiej reprezentacji zależał między innymi od Jerzego Garpiela, lewoskrzydłowego biało-czerwonych. Wychowanek Hutnika Kraków opowiedział o tamtych czasach, o własnej karierze, a także przedstawił swój pogląd na obecną kadrę Polski.

Bez tytułu

Monika Litwin: Rozpoczynał Pan swoją sportową drogę w Krakowie, pamięta Pan tamte czasy?

Jerzy Garpiel: Pamiętam tamte czasy doskonale. Z Hutnikiem Kraków zdobyliśmy trzy razy z rzędu mistrzostwo Polski. Występowałem nie tylko w barwach klubowych, a także narodowych, a nasza reprezentacja była naprawdę liczącą się ekipą na arenie międzynarodowej. Była to piłka ręczna na bardzo wysokim poziomie.

Hutnik plasował się wysoko w tabeli, wtedy też Wybrzeże Gdańsk biło się o najwyższe trofea, a dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej. Hutnika nie ma wcale, a Gdańsk może tylko pomarzyć o mistrzowskiej formie. Dlaczego tak się stało?

Jest mi dość trudno to powiedzieć. Do tych dwóch wybitnych klubów należałoby także dodać jeszcze jeden zespół o wielkiej tradycji, Śląsk Wrocław. To były drużyny, które w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych nadawały ton polskiej lidze. Trudno jest powiedzieć, dlaczego te kluby już nie są na szczycie, mogę jedynie stwierdzić, z wielkim żalem i ubolewaniem, fakt, że piłka ręczna w Krakowie obumarła.

Właśnie ten upadek Hutnika spowodował, że w Krakowie dominację przejęły inne dyscypliny. Dzięki mistrzostwom Europy handball wróci do łask mieszkańców?

Bardzo bym chciał i życzył sobie, żeby tak się stało. Również z tego względu, że powrót szczypiorniaka do Krakowa byłby wielką korzyścią dla dużej liczby młodzieży, która tym sportem się zajmuje i chciałaby to robić na jeszcze lepszym poziomie bez konieczności wyjazdu do innego miasta. Na pewno mistrzostwa staną się taką dodatkową motywacją do uprawiania tej dyscypliny, a rozwój krakowskich klubów byłby doskonałą możliwością dla młodych adeptów.

Kiedyś polska liga była dość silną na tle Europy, potem te zagraniczne szybko się rozwinęły i zaczęły nas wyprzedzać. Co spowodowało taki skok w górę?

Myślę, że to kwestia możliwości. Międzynarodowe kluby miały bardzo dużą możliwość korzystania z usług najlepszych zawodników w Europie. To pozwoliło tym mniej rozwiniętym, pod względem piłki ręcznej, krajom i reprezentacjom, dość szybko dołączyć do tej elity światowej. Prawdopodobnie zostały zbudowane odpowiednie struktury w klubach, które napędzały ten rozwój.

Na mistrzostwach świata w Dortmundzie w 1982 roku, zdobył Pan z reprezentacją Polski brązowy medal. To był wielki sukces, ale i kadra była wielka.

Trzeba również pamiętać w jakich czasach się to wszystko działo, w jakich czasach ta drużyna osiągnęła taki wynik. To był znakomity kolektyw młodych ludzi, który pod wodzą trenera Zygfryda Kuchty wspomaganego asystentami, był w stanie pokonać Duńczyków 23:22 i stanąć na najniższym stopniu podium, a także zakwalifikować się bezpośrednio do Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles.

Wielu zawodników, w tym Pan, zdecydowało się na wyjazd do Bundesligi. Dlaczego?

W dzisiejszych czasach jest to spowodowane dużo wyższym poziomem sportowym, jeśli chodzi o rozgrywki klubowe. Dlatego zawodnicy, którzy wyznaczają sobie jakieś cele, wciąż chcą sięgać po więcej. Osiągając sukcesy na własnym podwórku, wybierają sobie ligi, w których piłka ręczna stoi na wyższym poziomie, a takim krajem są Niemcy. Tam handball, oprócz oczywiście piłki nożnej, jest dyscypliną niemalże narodową, ma ogromne znaczenie.

A wtedy dlaczego jechało się do Bundesligi? Dlaczego Pan pojechał?

Wtedy były różne przesłanki. W większości zawodnicy w wieku trzydziestu lat mieli możliwość skonfrontowania swoich umiejętności, jak również życia w zupełnie innych warunkach i wielu zawodników korzystało z tej możliwości wyjazdu. Wśród nich znalazłem się też ja.

Ciężko było się Panu przystosować do nowego życia?

Dosyć szybko odnalazłem się w tej nowej rzeczywistości. Myślę, że było mi o wiele łatwiej, ponieważ przyjechałem do Niemiec z całą rodziną, przez co nie doświadczyłem, z pewnością trudnej dla wielu ludzi, rozłąki z najbliższymi.

Liga naszego zachodniego sąsiada niewątpliwie jest dobrym kierunkiem. Myśli Pan, że nasza rodzima Superliga ma szansę kiedyś dobić do tego poziomu?

Sądzę, że szanse są spore, bowiem działania Związku, jak i poszczególnych klubów i ich sponsorów, dążą do ciągłego rozwoju naszego krajowego szczypiorniaka. Oczywiście potrzebujemy na to sporo czasu, żeby mieć pięć czy sześć klubów bijących się o mistrzostwo Polski, ale uważam, że jest to jak najbardziej możliwe. Takie z resztą powinny być cele. Trzeba jedynie cierpliwości, by struktury, które są do tego potrzebne, zostały utworzone i zaczęły umacniać Superligę.

Zna Pan niemiecką mentalność, zatem obserwując poczynania reprezentacji, proszę powiedzieć czy trener Biegler wpisuje się w ten schemat myślenia?

Ja nie miałem tak wiele do czynienia z trenerami niemieckimi, gdyż występując w Bundeslidze przewijali się przez kluby szkoleniowcy bałkańscy, skandynawscy, więc nie wiem do końca w jaką myśl trener Biegler miałby się wpisywać. Jeśli chodzi o przygotowania zespołów, to każdy trener ma swój pomysł na drużynę, wprowadza swoją filozofię. W zależności od tego jaki jest to rodzaj zawodów, dostosowuje odpowiednie przygotowanie, patrząc oczywiście na dyspozycję i potencjał podopiecznych. Nie można określić, że w Polsce się to robi tak, a w Niemczech inaczej. Jedyne, co można powiedzieć to, że rozwój dyscypliny spowodował przesunięcie przygotowania graczy pod ten bardziej dynamiczny, a nie siłowy aspekt.

Patrząc okiem fachowca, piłkarza ręcznego, który element kadra Polski musi poprawić?

Nam z zewnątrz trudno jest ingerować w to, co kadra musi zmienić. Nie wiemy czym kierują się trenerzy, jakie stosują metody. My stoimy po drugiej stronie i obserwujemy tylko efekt ich pracy. Sądzę, że decydującym czynnikiem będzie dyspozycja zdrowotna zawodników. Jeżeli szkoleniowcy będą mieli możliwość do korzystania z pełnego składu reprezentacji, strategia, którą obierze sztab trenerski , będzie mogła być w pełni zrealizowana.

Mamy trochę młodych graczy w kadrze, którzy w znacznej części grają w klubach polskich. Niewielu wyjechało za granicę, a to chyba nie najlepszy znak?

Wydaje mi się, że nie powinno być wykładnią czy zawodnik reprezentacyjny występuje za granicą czy nie. Taki piłkarz powinien przede wszystkim grać. On musi się uczyć, ulepszać swoje umiejętności poprzez branie odpowiedzialności i ciężaru gry na siebie, poprzez podejmowanie samodzielnych decyzji. Nie ma znaczenia, gdzie ten zawodnik się tego uczy, ważne, że miał tę możliwość. Nie wolno również zapominać, że kluby zagraniczne korzystają z usług graczy już doskonale wyszkolonych. Możliwe, że do kształcenia młodych adeptów piłki ręcznej mają tam lepsze warunki. My posiadamy natomiast wspaniałą młodzież, która też jest dobrze prowadzona przez znakomitych szkoleniowców.

Abstrahując od własnej publiczności, co jest największym atutem Polaków podczas tych mistrzostw?

Powiedziałbym, że właśnie drużyna, kolektyw. Odnalezienie tej równowagi pomiędzy zawodnikami młodszego pokolenia, a tymi graczami starszymi, doświadczonymi, którzy już dużo osiągnęli. Przez ten balans stajemy się zespołem mocnym, bo świeżym, a zarazem mądrym.

Wytypowałby Pan swoje drużyny, które sięgną po medale?

Nie chciałbym bawić się w jakieś przewidywania. Życzyłbym sobie tylko, żeby w tej pierwszej trójce znalazła się reprezentacja Polski, a każdy inny zespół, który będzie walczył o te miejsca medalowe, nie ma większego znaczenia.

Ten mądry i świeży zespół ma niełatwą drogę po medal mistrzostw Europy.

Wszyscy dobrze znamy wartość chociażby drużyny francuskiej, obecnie najlepszej ekipy na świecie, ale moim zdaniem każdy mecz będzie ciężki i ważny, bez względu na to czy będą to mecze grupowe czy już późniejsza faza rozgrywek. Do każdego spotkania nasi reprezentanci muszą podejść ze stuprocentową siłą, motywacją i zdeterminowaniem.

Polacy swoje boje stoczą w Krakowie, przyjedzie Pan obejrzeć ich poczynania?

Nie tylko przyjadę, ale to jest moim wewnętrznym obowiązkiem, pojawienie się na meczach mistrzostw Europy w Polsce. Z wielką przyjemnością chciałbym obejrzeć finał z udziałem Polaków.

Rozmawiała: Monika Litwin