Strona główna | Seniorki | Kim Rasmussen: Dziewczyny pokazały polski charakter

Kim Rasmussen: Dziewczyny pokazały polski charakter

 

To był thriller, horror, w tym meczu było wszystko. Wieczorem nie odmówię sobie małego piwa. Jest co świętować! – powiedział dumny ze swoich podopiecznych trener Kim Rasmussen, po zwycięstwie Polski nad Węgrami i awansie do ćwierćfinału mistrzostw świata.
IMG_5043

Kim Rasmussen (trener Polski): Jestem bardzo szczęśliwy. To był mecz walki. Dobrze taktycznie i mentalnie byliśmy do niego przygotowani. O tym co działo się na boisku mogą świadczyć dwie poważne kontuje rywalek. Węgry zaliczane są do ścisłej światowej czołówki. Zwycięstwo nad nimi to naprawdę wielki powód do dumy. Agresywna obrona kosztowała nas nakładane kary.

Przyznaję, że nie widziałem, że Polska po raz ostatni wygrała z Węgrami osiemnaście lat temu. Nie jest to aż tak istotne, że pokonałyśmy zespół, z którym za mojej kadencji ani razu nie udało się nam zwyciężyć. Ważne jest to, że moja drużyna walczyła do upadłego w obronie. Znaleźliśmy sposób jak to zrobić. To było wręcz cudowne. 47 procent Anny (Wysokińskiej) to nie jest zwyczajna skuteczność w piłce ręcznej. Oczywiście to też nam pomogło. Nie chciałbym jednak porównywać awansu do ćwierćfinału z tym sprzed dwóch lat w Serbii. To była zupełnie inna gra oparta na defensywie. Dziewczyny pokazały polski charakter.

Andras Nemeth
(trener Węgier): Chciałbym pogratulować wygranej polskiemu zespołowi. W pierwszej połowie udało się nam odrobić duże straty. To pokazuje, że mieliśmy jeszcze rezerwy. To porażka jest dla nas bardzo rozczarowująca.

Anna Wysokińska: Nie wiem co powiedzieć. Brak mi słów. Węgry to przecież jeden z najlepszych zespołów świata. Z dziewczynami mamy dziś powody do świętowania. Tak! Pokonałyśmy Węgry.

Dora Hornyak: Jesteśmy mocno zaniepokojone poważnymi kontuzjami, które odniosły Zsuzsanna Tomori i Anita Gorbicz. Byłyśmy zszokowane tym co działo się na boisku w pierwszej połowie. Po przerwie wróciłyśmy do gry. Walczyłyśmy o każdą piłkę. Padały bramka za bramkę. Bardzo się wspierałyśmy, ale jednak to nie wystarczyło.