Strona główna | EHF Euro 2016 | Z cyklu “Poznaj Ambasadora EHF EURO 2016”: Jan Furtok

Z cyklu “Poznaj Ambasadora EHF EURO 2016”: Jan Furtok

 

JAN FURTOK: Na mistrzostwach Europy trzeba liczyć się z każdym

Bundesliga, ta piłkarska, wzbudza wielkie emocje wśród fanów futbolu, zwłaszcza, gdy Robert Lewandowski rozwija skrzydła i strzela bramki. Jednak nasz najlepszy snajper miał zaledwie kilka lat, gdy Jan Furtok dzierżył berło najlepszego polskiego strzelca w niemieckiej lidze i robił karierę na zachodzie. Były reprezentant Polski, były piłkarz Hamburgera SV i Eintrachtu Frankfurt, opowiada o przygodzie z piłką nożną, o polskich kibicach oraz o występie piłkarzy ręcznych na EHF EURO 2016.

Nasza piłkarska reprezentacja obecnie prezentuje się naprawdę nieźle. Myśli Pan, że to jest ich czas na pokazanie, że Polska też się liczy?

Myślę, że można tak powiedzieć. Ci chłopcy naprawdę ciężko pracowali, a przede wszystkim trener, Adam Nawałka. Znam go bardzo dobrze i wiem jak solidnym jest szkoleniowcem, a jego słowa się liczą, mają znaczenie dla zawodników. To człowiek, który dąży do postawionego celu i coraz bliżej tego celu się znajduje. On był trenerem u nas, w GKS-ie Katowice, także wiem, jak ten człowiek od rana do wieczora żyje piłką, a co za tym idzie dobrą pracą trenerską.

Mówi się też, że atmosfera w drużynie jest dobra. To ma tak duże znaczenie?

Atmosfera jest bardzo ważna. Adam Nawałka stworzył sobie zgrany, zgodny zespół, na czele z Lewandowskim, który prowadzi chłopaków. Myślę, że na mistrzostwach Europy będą mocni, bo zespół dobrze ze sobą współgra, współpracuje. W futbolu liczy się zespół. Chodzi o to, żeby cała drużyna mówiła jednym głosem.

Słyszałam różne opinie, że reprezentacja może pokusić się o medal, że minimum to wyjście z grupy. Nie jest to trochę przesadzone? Przecież awans na mistrzostwa Europy to już ogromny sukces.

Nie, ja bym powiedział trochę inaczej. Proszę zobaczyć, że te drużyny, które awansowały trochę się tej Polski boją, mają przed nami respekt. Prezentujemy się teraz naprawdę fajnie, w meczach eliminacyjnych między nami, a tymi najlepszymi wielkiej przepaści nie było, walczyliśmy jak równi sobie konkurenci. Dzięki tej postawie jedziemy teraz na finałowy turniej, więc dla mnie są faworytami.

Na mistrzostwach Europy zostały wprowadzone zmiany, zwiększono liczbę drużyn, które zagrają w finałach we Francji. To dobra, potrzebna decyzja?

Myślę, że tak. Zmiany są potrzebne w sporcie. Rzeczywiście umożliwiło to awans drużynom, które od lat tego nie osiągnęły, jak na przykład Węgry (reprezentacja Węgier nie zakwalifikowała się do finałów mistrzostw Europy od 1976 – przyp. red.). Te przepisy pozwalają rozwijać dyscyplinę, a piłce nożnej potrzeba większej liczby zawodników, którzy uczestniczą w poważnych imprezach.

Przechodząc do Pana kariery. Rozpoczynał ją Pan w Katowicach, w tamtym okresie GKS był w bardzo dobrej formie, ale tytułu Mistrza Polski nie udało się zdobyć. Co wam przeszkadzało najbardziej?

Górnik Zabrze (śmiech). Niestety nie udało nam się wygrać, choć byliśmy blisko. W Górniku grało siedmiu reprezentantów Polski, tak że naprawdę mieli świetny skład. Miałem propozycję przejścia do Zabrza, ale nic z tego transferu nie wyszło. Potrzebowali mnie w Katowicach. Nie żałuję, że zostałem.

Potem wyjechał Pan na zachód, do Hamburga. To był zupełnie inny świat?

Rzeczywiście, to był inny świat. Ten wyjazd był dość nietypowy, bowiem dopiero w październiku udało mi się wyjechać, z powodu negocjacji, które trwały dość długo. Hamburczycy już chcieli mnie mieć, a poprzedni trenerzy rozciągali to w czasie. Jak zawsze i wszędzie przy takich transferach, rozchodziło się o pieniądze. Strasznie mnie to smuciło, bo bardzo chciałem wyjechać, a sprawy finansowe krzyżowały moje plany. Na szczęście, graliśmy w tamtym okresie z reprezentacją NRD, na meczu akurat byli przedstawiciele HSV i uregulowali wszystkie żądania poprzedniego klubu.

W końcu znalazł się Pan w Niemczech, jak wyglądał ten start w Bundeslidze?

Pamiętam, że nie mogłem zagrać pierwszego meczu, ponieważ nowy zawodnik nie może grać na wyjeździe, a Hamburg akurat miał dwie „wyjazdówki” pod rząd. Musiałem poczekać jeszcze tydzień, żeby grać. Pozwiedzałem sobie miasto w tym czasie, a jak już mogłem grać to udało mi się od razu strzelić bramkę, więc byłem bardzo z tego zadowolony.

A jak już się Pan rozkręcił to został Pan wicekrólem strzelców, z 20 golami, zaraz za Rolandem Wohlfahrtem. Łezka kręci się w oku na te wspomnienia?

Pewnie. Było bardzo fajnie wtedy, świetnie wspominam tamte chwile. Atmosfera w klubie była niezwykła, mieliśmy niezłe osiągnięcia. W Lidze Mistrzów nie zagraliśmy, zabrakło nam trochę, ale wtedy było inaczej niż teraz, ponieważ grała tam tylko jedna drużyna z kraju, tylko mistrzowie.

Najlepszym polskim strzelcem w Bundeslidze był Pan do sezonu 2011/2012, w którym to Robert Lewandowski, który pobił Pana rekord. Można powiedzieć, że nasi rządzą za granicą?

Ja nawet byłem na tym meczu, na którym Lewy wyrównał mój wynik, a potem go pokonał. To dobrze, że nasi się rozwijają w zagranicznych ligach. Już wcześniej mieliśmy zawodników, którzy nieźle spisywali się w Bundeslidze. Chociażby Mirosław Okoński, wspaniały piłkarz, który też grał dla HSV. Właściwie przyszedłem do klubu po nim. Waldemar Matysik też był świetny, grałem z nim w Hamburgu. Mieliśmy dobrą ekipę, szkoda, że nie udało się wywalczyć mistrzostwa Niemiec. Jakoś tak zawsze drugi kończyłem (śmiech).

Dlaczego zdecydował się Pan na wyjazd do Niemiec?

Jeżeli chodzi o mnie, to w Polsce już trochę stałem w miejscu, a miałem 26 lat, więc pomyślałem, że to najwyższy czas, żeby zacząć rozwijać się bardziej. Chciałem wyjechać za granicę, bo czułem, że tutaj już więcej z siebie nie wycisnę. Dałem z siebie wszystko w Niemczech, nie siedziałem na ławce prawie w ogóle. Mogłem stawać się lepszy i było naprawdę fajnie.

Można powiedzieć, że był Pan wtedy w świetnym okresie swojej kariery. Podobnie jak obecnie nasi piłkarze ręczni. Szczypiorniści są teraz na fali?

Zdecydowanie tak. Kadrę mają szeroką i bardzo dobrą. Myślę, że na tych mistrzostwach zdobędą jakiś medal. W końcu gramy u siebie, a to niewątpliwie zobowiązuje.

Katowice są jednym z Miast-Gospodarzy, a ja zawsze jak jestem na Śląsku mam wrażenie, że Ślązacy są bardzo ciepli i przyjaźni. Przyjmą gości z zagranicy z otwartymi ramionami?

Jasne, a dlaczego nie? (śmiech). To jest sport i myślę, że atmosfera będzie bardzo przyjemna. Kontakty międzyludzkie na Śląsku są faktycznie bardzo ciepłe. My jesteśmy otwarci na gości i na cały ten świat sportowy. Potrafimy się dogadać z każdym. Można powiedzieć, że Śląsk jest bardzo pozytywny.

Euro w swoim kraju to przewaga czy raczej większy stres?

Stres jest ogromny na pewno, większa odpowiedzialność. Jak ktoś mówi, że nie ma stresu, to nie jest do końca szczery. Adrenalina na pewno skacze przy takich kibicach jak polscy, bo są rewelacyjni.

A jeśli chodzi o presję ze strony mediów? Jako piłkarz nożny wie Pan zapewne doskonale, co to znaczy nakręcać oczekiwania. Jaki to ma wpływ na sportowców?

Myślę, że z tym trzeba żyć. Trzeba nauczyć się z tym żyć. Media muszą mieć o czym pisać, potrzebują wzlotów i upadków, ale to jest normalne. Ja nigdy nie miałem problemu z radzeniem sobie z taką presją. Nie wolno bać się dziennikarzy, bo oni też pracują. Sportowiec musi nad tym pracować i przyzwyczaić się do tego, skoro jest profesjonalistą.

Pan jako sportowiec na pewno ma i zna tę mentalność sportową. Jak zawodnik podchodzi do tych największych rozgrywek?

To są wielkie emocje. Ja uczestniczyłem w mistrzostwach świata w Meksyku 1986 roku i to jest niezapomniane przeżycie. Spokojnie można to porównać z piłką ręczną, ponieważ mistrzostwa Europy są właściwie jak mistrzostwa świata w tej dyscyplinie. Praktycznie wszystkie najlepsze zespoły świata są tu, na naszym kontynencie.

Tak jak Pan mówi, w EURO 2016 uczestniczą najlepsze drużyny, jak na tym tle rysuje się występ Polaków?

Nie mówię, że będzie łatwo, bo spotkamy się z klasowymi rywalami. Wszyscy są silni na tych mistrzostwach i z każdym trzeba się liczyć. Zobaczymy jak będzie, ale tak jak już wspomniałem, myślę, że jest szansa na medal. Wszyscy chcemy zobaczyć ich świetną dyspozycję. Spodziewam się pierwszej trójki.

Rozmawiała: Monika Litwin