Strona główna | EHF Euro 2016 | Z cyklu “Poznaj Ambasadora EHF EURO 2016”: Otylia Jędrzejczak

Z cyklu “Poznaj Ambasadora EHF EURO 2016”: Otylia Jędrzejczak

 

OTYLIA JĘDRZEJCZAK: Biało-czerwoni potrafią walczyć do końca

Złota medialistka mistrzostw Europy, świata oraz Igrzysk Olimpijskich, wielokrotna rekordzistka i wybitna pływaczka Otylia Jędrzejczak przyznaje, że najcenniejszą nagrodą był dla niej Order Uśmiechu przyznany przez dzieci w 2008 roku. Wraz ze sportsmenką robimy przegląd Miast-Gospodarzy oraz polskiej reprezentacji, a także rozmawiamy o różnicach między piłką ręczną, a pływaniem.

Monika Litwin: Skoro została Pani Ambasadorem EHF EURO 2016, to z pewnością interesuje się Pani piłką ręczną.

Otylia Jędrzejczak: Tak, nie od dziś. Po części jest to moja pasja, a zakochałam się piłce ręcznej na Igrzyskach Olimpijskich w 2008 roku, kiedy też osobiście poznałam chłopaków. Wtedy chodziłam oglądać ich mecze i dużo rozmawialiśmy. Obserwowałam relacje w drużynie i ich zapał do sportu, co było niesamowite. Bycie Ambasadorem jest dla mnie niezwykłym wyróżnieniem, zwłaszcza, że jest to wielka impreza w naszym kraju, który możemy promować.

Dokładnie tak jest, EURO 2016 jest ogromnym wydarzeniem, ale czy będzie takie szaleństwo jak podczas piłkarskiego EURO 2012?

Na dzień dzisiejszy na pewno pomagają piłkarki ręczne, które świetnie prezentują się podczas mistrzostw świata w Danii. One teraz przyciągają uwagę ludzi w kierunku szczypiorniaka, więc tworzą taką zapowiedź wydarzeń w naszym kraju. Chłopaki od kilku lat trzymają dobry poziom, mamy młodych, dobrych zawodników. Z piłką nożną trudno jest rywalizować, ale myślę, że może być podobnie jak na mistrzostwach świata siatkarzy w 2014 roku.

Zaskoczył Panią wybór Katowic na jedną z lokalizacji rozgrywek?

Nie, zupełnie nie. Spodek ma wspaniałą historię sportową, renomę, a Katowice są doskonałą lokalizacją. Poza tym Śląsk jest takim miejscem, które bardzo utożsamia się ze sportowcami, z resztą stąd wypłynęło wielu sportowców. Ja osobiście mam wiele „swoich” miejsc Katowicach jak na przykład Park Andrzeja czy ulica 3-go Maja. W perspektywie ostatnich lat to miasto pięknie się zmieniło, dlatego ktoś kto tu teraz przyjedzie, a dawno Śląska nie widział, bardzo pozytywnie się zaskoczy. W ogóle całe rozmieszczenie jest bardzo fajne. Między Krakowem, Wrocławiem i Katowicami można się bardzo szybko przemieścić. Z Gdańska jest trochę dalej, ale autostradą czas podróży znacznie się skraca. Kibice, których drużyny awansują do kolejnych rund, nie będą mieli żadnego problemu z przedostaniem się do poszczególnych miast.

Wypłynęło wielu sportowców, a między nimi Pani, która swoją karierę rozpoczęła właśnie w Katowicach. Jak wyglądały początki?

Ja całą przygodę z pływaniem rozpoczęłam w wieku sześciu lat. Dojeżdżałam z Rudy Śląskiej na basen, wstawałam między czwartą, a piątą, żeby zdążyć na trening, a potem szłam do szkoły. Początki do łatwych nie należały, ale konsekwencja i determinacja plus wsparcie rodziców dały dobry efekt. W Katowicach nauczyłam się pływać, a potem pojechałam do Krakowa.

Proszę powiedzieć jak wyglądają przygotowania pływaków do zawodów?

Inaczej niż przy sportach drużynowych. Pływanie ma to do siebie, że jak się opuści kilka treningów, to okrutnie się za to płaci. Nasz sezon jest bardzo długi, właściwie całoroczny, bo przerwy jakie są to zaledwie tydzień lub dwa. Oczywiście są zajęcia na lądzie, w sali, ale ważne jest by nie rozstawać się z wodą na dłuższy czas. Wiadomo, że jak w każdym sporcie, pływanie niesie za sobą wiele wyrzeczeń, ale gdybym cofnęła czas to z pewnością wybrałabym taką samą ścieżkę.

Przeglądając niezliczone sukcesy w Pani karierze, który był dla Pani najcenniejszy?

Ten, który dostałam, a nie wywalczyłam, czyli Order Uśmiechu, który otrzymałam od dzieci. Świadczy to, o tym, że jest się pewnego rodzaju wzorem dla dzieciaków. A jeśli chodzi o sukcesy sportowe to naprawdę trudno wybrać ten jeden jedyny, najcenniejszy. Każdy z nich był poparty ciężką pracą, żadnego nie dostałam za darmo. Mogę powiedzieć, że każdy medal ma dla mnie taką samą wartość.

Pani startowała w dwóch stylach, motylkowym i dowolnym, także na różnych dystansach. Wielu innych pływaków robi podobnie, dlaczego zamiast skupiać jest na jednym stylu, wybierają kilka?

Dzieje się tak, ponieważ pływanie jest bardzo wszechstronne. Główną bazę treningową robi się na innym stylu niż ten, w którym startuje się w zawodach. Gdybym wszystkie przygotowania robiła tylko w stylu motylkowym, to z pewnością zajechałabym organizm. Tak więc na moich treningach skupiałam się głównie na stylu dowolnym i zmiennym, dlatego też na zawodach mogłam spróbować swoich sił w tych kategoriach i również osiągać w miarę dobre wyniki. Daje to trochę komfortu psychicznego, że jest kilka konkurencji, w których można spróbować coś osiągnąć. No i oczywiście wszechstronność zmniejsza się z latami. Im starszy jest człowiek, tym bardziej koncentruje się na jednym stylu i jednym dystansie. Chodzi o siłę i energię.

Teraz jest kilku reprezentantów Polski, którzy prezentują całkiem dobry poziom, ale wciąż nie jest ich zbyt wielu. Dlaczego? Nie ma zainteresowania pływaniem?

Właśnie pływanie jest bardzo popularne w Polsce. Za moich czasów to była jedna z trzech najczęściej uprawianych dyscyplin, dzisiaj jest chyba w pierwszej dziesiątce. Trzeba jednak przyznać, że jest to sport dosyć monotonny, przez co pewnie w młodszych grupach wiekowych tracimy chętnych, dlatego w gestii trenera w znacznym stopniu leży zmotywowanie zawodnika. Chyba właśnie przez to tych wyników nie ma więcej, ale też dlatego, że jest to sport bardzo ciężki. Mamy całkiem dobrych mężczyzn, teraz zaczynają pojawiać się kobiety i to cieszy.

W piłce ręcznej zatem przewagą jest to, że trenuje się w grupie?

Myślę, że tak. Moja dyscyplina jest taka, że pływasz od ściany do ściany i jak nie potrafisz pracować ze swoją głową i stworzyć swojego świata w tej przestrzeni, to ciężko jest przetrwać momenty kryzysowe. W sportach drużynowych zawsze masz kolegów, do których się odezwiesz, coś krzykniesz, bawisz się, zmienia się otoczenie, punkt widzenia. Poza tym taki sport zaczyna się trenować o wiele później. Pływanie, żeby myśleć o nim poważnie, musisz zacząć trenować w wieku sześciu, najpóźniej siedmiu lat i systematycznie uczęszczać na treningi. Sport drużynowy jak piłka ręczna na początku jest zabawą, potem rodzi się coś poważnego i nie ma tej monotonii.

Wracając do EURO, krakowska publiczność na pewno dopisze, bowiem tam zagrają Polacy, a jak zachęcić katowickich kibiców, by pojawili się na meczach Chorwacji, Białorusi, Norwegii i Islandii?

Cheerleaderkami (śmiech). Tę męską część publiczności. A żeńską… może porozwieszać fajne zdjęcia przystojnych piłkarzy ręcznych (śmiech). A tak już na poważnie, to atmosfera na trybunach powinna zachęcać ludzi do przyjścia i wzięciu udziału. W końcu wtedy jesteśmy częścią jednej wielkiej sportowej rodziny. Poza tym to są mistrzostwa Europy, niezależne od tego jakie drużyny przyjeżdżają, wszystkie są mocne i po prostu warto zobaczyć je na żywo.

Drużyna, która Pani wydaje się najciekawsza ze wszystkich uczestników, to….? Z wyjątkiem Polaków.

Zabrała mi Pani odpowiedź, bo chciałam wymienić Polaków właśnie (śmiech). Z innych zespołów to trudno mi znaleźć jedną drużynę, która jest najciekawsza. Może powiem tak, że ja czekam z niecierpliwością, żeby zobaczyć w akcji Kamila Syprzaka. On jest niesamowity. Artur Siódmiak czy Lijek opowiadali jak on na początku, jako młody zawodnik, nosił im torby, a teraz jest jednym z ważniejszych punktów w kadrze. Będę go obserwować podczas tych mistrzostw. Oczywiście nie wspominam już o klasykach jak bracia Jureccy czy Sławek Szmal.

Skoro już mówimy o Kamilu Syprzaku, on jest jednym z tych młodszych zawodników, przyszłością reprezentacji. Myśli Pani, że EURO pozwoli wypłynąć tej świeżej krwi?

Uważam, że to będzie dla nich bardzo duża szansa, ponieważ jednak zawsze zwracało się uwagę na tych starszych, doświadczonych, którzy budują zespół i stanowią o jego sile. Pora jednak, by zmiana nastąpiła, co się dzieje w każdej dyscyplinie. Muszą przychodzić młodzi i stawać się filarami, żeby kadra mogła wciąż grać na wysokim poziomie. Te mistrzostwa na pewno będą wspaniałą okazją dla tych młodych graczy, by nauczyć się jeszcze czegoś od starszych, a jednocześnie już powoli przejmować od nich pałeczkę.

Co chciałaby Pani zobaczyć w styczniu na polskich meczach? Jak ocenia Pani szanse biało-czerwonych?

Przede wszystkim chciałabym i życzyłabym chłopakom dobrej, sportowej zabawy. Następnie, co jest bardzo ważne, spokojnej głowy. Jak wyrzucą z niej wszystkie śmieci, to wszystko powinno być dobrze i praca, którą wykonali przed, zaprocentuje. Mecze są już tylko walką, a ja wierzę, że oni potrafią walczyć do końca. Dodatkową energię będzie przekazywała własna publiczność. Jestem świadoma kontuzji niektórych chłopaków oraz jakości przeciwników, z którymi się zmierzymy, ale połączenie doświadczenia z młodością, pozwala mi wierzyć w podium.

Rozmawiała Monika Litwin