Strona główna | Igrzyska Olimpijskie | To była prawdziwa bitwa, minimalnie przegrana. W niedzielę gramy o brąz

To była prawdziwa bitwa, minimalnie przegrana. W niedzielę gramy o brąz

 

W półfinale igrzysk olimpijskich reprezentacja Polski przegrała z Danią 28:29. To była prawdziwa bitwa na parkiecie Areny Przyszłości w Rio de Janeiro, a do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka. Po raz kolejny znakomite zawody rozegrał między słupkami Piotr Wyszomirski, ale niestety  tego wieczoru nie wystarczyło to do zwycięstwa. W dodatkowych dziesięciu minutach nieco skuteczniejsi byli rywale. W niedzielę Biało-czerwoni zagrają o brąz z Niemcami.  

DSC_7066

Półfinałowe spotkanie Igrzysk Olimpijskich nie rozpoczęło się po myśli Polaków. Od pierwszych akcji swoją wysoką formę potwierdził rozgrywający Danii, Morten Olsen. Na dodatek skuteczne interwencje dołożył Niclas Landin, co pozwoliło jego zespołowi objąć prowadzenie. Dopiero w 8. minucie Biało-czerwoni zdobyli bramkę kontaktową i powrócili do walki (3:4).

Wydawało się, że podopieczni Tałanta Dujszebajewa uspokoili swoją grę i nie będą mieć większych problemów. Trudności sprawiała jednak podwyższona i aktywna defensywa Duńczyków. Zdobycie bramki okazało się niełatwym zadaniem, bowiem nawet przy stuprocentowych sytuacjach na drodze stawał Landin.

DSC_7044

W bramce Polaków pojawił się Piotr Wyszomirski, co znacznie ożywiło obronę Biało-czerwonych, dzięki czemu udało im się doprowadzić do remisu.

Gdy Polacy dorzucili do tego kontrataki nadzieja na nawiązanie walki oraz awans do finału była uzasadniona. Do pełni szczęścia brakowało tylko jeszcze mocniejszej defensywy, by utrudnić zadanie zawodnikom drugiej linii Danii.

Po przerwie gra Polaków wyglądała lepiej niż na początku meczu. Spokój w ataku oraz liczne zmiany krzyżowe, które pozwalały wypracować pozycję rzutową pozwoliły zdobyć kolejne bramki. Klasę pokazywał Wyszomirski, którego Duńczycy pokonali dopiero po czterech minutach.

W kolejnych akcjach gra była wyrównana, a wynik oscylował wokół remisu. Zawodnicy obu zespołów zaczęli mieć problemy ze zdobywaniem bramek. W przypadku Polaków były to błędy własne i niecelne rzuty, natomiast Duńczycy mieli kłopoty z pokonaniem polskiego bramkarza (19:20; 44 min.). Kibice mogli więc spodziewać się nerwowej końcówki.

DSC_7086

Podopieczni Gudmundura Gudmundssona grali mądrze w obronie, stojąc na dziewiątym metrze i utrudniając polskim rozgrywającym oddanie rzutu. Do gry musieli więc wkroczyć skrzydłowi, którzy aktywnie wbiegali i obiegali, starając się zrobić miejsce pozostałym zawodnikom. Na całe szczęście równie dobrze w defensywie spisywali się Biało-czerwoni.

Ostatnie minuty były istnym horrorem. Na minimalne prowadzenie Duńczyków wyprowadził Mikkel Hansen, ale akcja kończąca drugą połowę była popisem Polaków. O czas, chcąc uspokoić sytuację, poprosił trener Tałant Dujszebajew. W ostatniej sekundzie, fenomenalnym rzutem z podłoża, po którym piłka trafiła pod poprzeczkę duńskiej bramki, popisał się Michał Daszek, czym przedłużył polskie nadzieje na finał.

Pierwsza część dogrywki potoczyła się pod dyktando utytułowanych Duńczyków, którzy dość szybko zdobyli trzy bramki z rzędu. Sytuacja Biało-czerwonych nie była więc najlepsza, szczególnie że ponownie dobrze zaczęła funkcjonować obrona rywala.

DSC_7150

Wynik ostatnich pięciu minut otworzył Krzysztof Lijewski, jednak w dalszym ciągu do odrobienia były dwa trafienia. Czas działał więc na korzyść rywali, choć Polacy nie składali broni i starali się nawiązać kontakt. Niestety, w kluczowych momentach kilka kontrowersyjnych decyzji podjęli czescy sędziowie, co uniemożliwiło Biało-czerwonym zdobycie bramki na remis. Co prawda do bramki trafił jeszcze Karol Bielecki, ale Duńczycy skutecznie i dość długo przetrzymali piłkę i to oni cieszyli się ze zwycięstwa.

Nie sposób nie wspomnieć o fatalnej dyspozycji czeskiej pary sędziów, podobnie zresztą jak we wcześniejszym meczu Polska-Słowenia, który również prowadził właśnie ten duet arbitrów. Ich liczne niezrozumiałe i kontrowersyjne decyzje w kluczowych momentach półfinału sprawiły, że rywale Biało-czerwonych mieli znacznie ułatwione zadanie w walce o zwycięstwo. Momentami wyglądało to tak, że Polacy musieli zmagać się nie z siedmioma, a wręcz z dziewięcioma zawodnikami przeciwnej drużyny…

DSC_7320

POLSKA – DANIA 28:29 (15:16; 25:25; 26:29)

POLSKA: Szmal, Wyszomirski – Lijewski 3, Jachlewski, Krajewski 1, Bielecki 7, Wiśniewski 1, B. Jurecki 1, M. Jurecki, Jurkiewicz 4, Syprzak 5, Daszek 5, Kus 1, Szyba.

DANIA: Landin 1, Green – Christiansen 4, Mensah Larsen, Mortensen 2, Noddesbo, Svan 1, R. Toft Hansen 1, H. Toft Hansen, Mollgaard, Sondergaard 3, Hansen 10, Olsen 7, Damgaard.

Sędziowali: Vaclav Horacek oraz Jiri Novotny (Czechy).