Strona główna | Seniorki | Kim Rasmussen: To będzie prawdziwa wojna!

Kim Rasmussen: To będzie prawdziwa wojna!

 

Czwartkowy mecz Polska – Węgry będzie miał dla naszego zespołu kolosalne znaczenie. Porażka wyeliminuje Biało-czerwone z wyścigu o awans do następnej fazy XXIII MŚ Niemcy 2017. Trener Madziarek, Kim Rasmussen, ma świadomość, że w razie niepowodzenia jego zespół będzie miał jeszcze jedną szansę, z Czechami.
Rasmussen

Z nazwiskiem duńskiego szkoleniowca nierozerwalnie związane są największe sukcesy polskiego handballu w kobiecym wydaniu. Polki pod jego wodzą dwukrotnie zajmowały 4. miejsca w MŚ 2013 i 2015. Do tego trzeba jeszcze dodać awans do finałów EHF EURO 2014. – Bardzo ciężko pracowaliśmy ze wszystkimi polskimi zawodniczkami na to, aby stać się lepszymi i wejść na europejski poziom. Nikt z nas się nie oszczędzał, bo byliśmy świadomi celu. Przyniosło to efekty i dawało nam radość – mówi Rasmussen, który do tej pory w Polsce ma wielu przyjaciół.

Trener przyznaje, że bardzo nie chciał, aby jego podopieczne w grupie trafiły na Polskę, która otrzymała „dziką kartkę”. Wspomina, że gdy to się wypełniło użył nawet niecenzuralnego słowa. – Polska jest za mocna, aby być losowaną z szóstego koszyka. To niesprawiedliwe, że mocne drużyny z pozostałych trzech grup mają dwóch słabszych rywali. Podobnie było dwa lata temu na MŚ w Danii, gdy Niemki i Serbki, również z „dziką kartą”, losowane były z szóstego koszyka. IHF musi coś z tym zrobić – dodaje.

Rasmussen_Węgry

Rasmussen potwierdza, że mecz Polska – Węgry to będzie prawdziwa wojna, a nie ładny dla oka handball. Przy tak dużej stawce jest oczywiste, że obie drużyny będą się mylić w obronie i ataku. Wygra ten zespół, który szybciej opanuje nerwy. Ważne będą detale oraz praca sędziów. Duńczyk wspomina, że gdy prowadził Biało-czerwone większą uwagę przywiązywał do obrony. Teraz Leszek Krowicki kładzie nacisk na atak, zwłaszcza szybki.

Trener Węgierek, którego kontrakt obowiązuje do igrzysk w Tokio, nie rozpatruje Polek na zasadzie Karolina Kudłacz-Gloc i dopiero reszta zespołu. – Cóż z tego skoro poświęcimy jej zawodniczkę do pilnowania, a w tym czasie zaczną rzucać Kinga Achruk lub Monika Kobylińska – mówi. – Siła Polek tkwi w zespołowości. W Polsce udało mi się stworzyć drużynę i to ten kolektyw musimy powstrzymać w czwartek. To jasne, że znam doskonale wszystkie polskie zawodniczki, lecz to kompletnie nie ma znaczenia. Na boisko sam nie wejdę, a mojemu zespołowi przekażę tylko te informacje, które – mam nadzieję – okażą się najwłaściwsze.